Jedźmy z tą tradycją, skoro od innych najchętniej się odcinam i je zapominam. Trzeba ten cały wewnętrzny burdel na rolkach podsumować i podliczyć, jak w czasie remanentu w dobrym sklepie z despotycznym panem menedżerem w tle [choć jeszcze parę lat temu to byłby zwyczajny kierownik jak wszyscy inny jemu podobni]. Plusy prowadzenia wciąż tego żywota na dwu nogach, jego uciążliwe wady i rzeczy, które mogłyby stać się spełnionymi, ale nie stały, bo... z różnych powodów.
Dam sobie coś zrobić [komuś - jeszcze bardziej i gorliwiej], że ponownie, w tym mijającym roku, punktem wspólnym dla jego końca i początku była siostra. Z tym, że teraz jakby ciut bardziej pulchna w swej powierzchowności. Podejrzewam, że w końcu można ją zaliczyć do reprezentantów zachodnioeuropejskiego społeczeństwa nastawionego na jakże przepastną konsumpcję.
Opierając się na Refleksji ‘08 mogę zadać sobie pytanie o jaką samodzielność mi chodziło? Przygotowanie sobie obiadu czy wstanie na zajęcia o czasie i pilnowanie, coby taki stan utrzymał się przez cały semestr? Eee. Mam słoiki z domu, pod którymi człowiek się ugina idąc z dworca PKP do akademika, na zajęcia budzi sąsiadka albo inna koleżanka – z uśmiechem na ustach w dodatku, podłe! No weź tu bądź samodzielny, Kwiat… Przewartościowałem i wyidealizowałem studiowanie z dala od domu, mam nieodparte wrażenie. Zresztą, wielekroć rzeczywistość rewiduje rysujące się w głowie ambitne obrazy tego, co ma być. Coś jak kobieta bez makijażu. Niby ta sama, a jednak… Moja samodzielność jeszcze się nie zaczęła. Może po wakacjach?
Na razie musi mi starczyć nowe miasto i nowi ludzie. O pierwszym nie chciałem słyszeć, okazało się wcale nie takie odrażająco złe - bo z całym szacunkiem, Rzeszów to nie Wrocław, psia krew. Ma swoje dobre strony. Z kolei na drugich musiałem się natknąć prędzej czy później. Na razie ofiar chyba zero, zwycięzców cała masa. Wszak kto Kwiata nie chciałby znać? ;-)
Powtarzając się: w nowy rok z głową do góry i oby nie opadła do kolejnego 31 grudnia.
0 odp:
Prześlij komentarz