Mamy zaraz święta, jest wielka radość, ponownie wielkie zamieszanie i przestawienie naturalnego trybu życia – jak to podczas przyjazdu brakujących elementów rodziny, które wprowadzają ogólny chaos, a przede wszystkim nieład. Są nieporozumienia i irytacja. A jakże. Ale ktoś zawinił w przeszłości, teraz widzi jedynie tego efekty, z którymi już, niestety, nic nie może zrobić.
Karpia jeść nie będziemy, a przynajmniej ja. Nie będziemy brzmi lepiej, czuje się wtedy nie tak osamotniony w moim jadłospisie. A jakże! Trzeba będzie składać życzenia – to przetrwamy, a później będzie smaczne jedzenie. Tylko kolędy, szczególnie angielskie, mnie niemiłosiernie męczą. Nie lubię ani samych kolęd, ani ich śpiewania.
Medyk nie doszedł do stajenki – to plus, bo takie chodzenie z lampionami po kawałku kartki na ścianie było głupie oraz skrajnie nieodpowiedzialne i wyzywające – czy ktoś pomyślał czy nie rani moich uczuć niereligijnych?! No właśnie, nikt. Czuję się oburzony, więc pewnie skoczę z jakiegoś mostku albo lepiej 70-cio centymetrowego murku koło naszych sklepów i przedszkola. Jeszcze zrobię dwa piękne ślady w śniegu, którego już niewiele pozostało. Albo – jak się wywalę – to jeden wielki ślad. Taki świąteczny artyzm.
No i Małysz będzie pierwszego latał, znaczy skakał, bo to ledwie duża skocznia, a ja, jeśli dojadę w sylwestrowym ścisku PKP, pewnie będę dalej spał po nocy. A budząc się zacznę autorską gehennę. Fak je.
piątek, 24 grudnia 2010
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Facepalm nad portretem nowego typu faceta
Z podziwu wyjść nie mogę dla tego określonego typu mężczyzn. Co dzień niemal przed zbudowanym naprędce ołtarzem, przy akompaniamencie blisko pół setki różnej maści świec, staram się oddać im należyty hołd. Tak, więc, biję niskie pokłony, wznosząc błagalne modlitwy, by dłużej i bez żadnego skrępowania mogli robić to, co tak dobrze robili do tej pory, nie pokazując przy tym najmniejszej oznaki, że coś jest jednak nie tak – najlepsi aktorzy! O brawa im Panowie i Panie! Brawa, gdyż zaprawdę, nigdy i nigdzie nie widziałem tak wielu wybitnych mężczyzn, różnych, zacietrzewionych w jednej racji, jako najlepsi aktorzy utożsamiający się z graną przez siebie postacią. Majstersztyk!
Marek Kondrat powiedziałby, że wręcz „nie ma chuja we wsi” na tych facetów. Są genialni i niepowtarzalni. A przy tym tak różni. Z kolei, jak to Medyk właśnie przed chwilą ujął: „on jest głupi, bo nosi, ona jest głupia, bo daje” [cokolwiek miał przy tym na myśli]. Ale kto by słuchał Medyka, człowieka bez najbardziej lichego tytułu czy nawet stopnia naukowego, bez własnej książki Rekowskiego, leworęcznego, a na dodatek określającego się mianem Tomasza Zza Rzeki. No właśnie – niewielu.
Marek Kondrat powiedziałby, że wręcz „nie ma chuja we wsi” na tych facetów. Są genialni i niepowtarzalni. A przy tym tak różni. Z kolei, jak to Medyk właśnie przed chwilą ujął: „on jest głupi, bo nosi, ona jest głupia, bo daje” [cokolwiek miał przy tym na myśli]. Ale kto by słuchał Medyka, człowieka bez najbardziej lichego tytułu czy nawet stopnia naukowego, bez własnej książki Rekowskiego, leworęcznego, a na dodatek określającego się mianem Tomasza Zza Rzeki. No właśnie – niewielu.
piątek, 3 grudnia 2010
Zimo wy... odejdź
Miałem wcześniej już pisać o tej złowieszczej i jakże zdradliwej aurze, panującej od kilku dni za oknem, a jak wyjdzie człowiek na zewnątrz [coby nie urazić nikogo – zarówno tych od dworu, jak i tych od pola], to także w bezpośredniej bliskości.
Do tej pory nic właściwie nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Przyszła ta znienawidzona zima, która suma summarum nic konkretnego w swojej ofercie dla mnie nie ma, bo Kwiatek ani na nartach nie jeździ, ani bałwanów już nie lepi; za to musi dużo spacerować, co skutecznie utrudnia mu właśnie zima.
Dzisiaj ta zdradziecka ladacznica pokazała również swe prawdziwie paskudne oblicze, już nie tylko plując wiatrem i płatkami śniegu w oczy. Wracając z szybkich zakupów ze sklepu naprzeciwko akademika, pośliznąłem się na pierwszym stopniu schodów prowadzących do Zjednoczonego w Libacji Królestwa Zakazu Palenia. Łuup i Kwiat wylądował na wpół przytomny na chodniku. Ale bez uszczerbku na zdrowiu. Za to kolega, ten to już, co innego – trzeci stopień schodów, a więc wysokość nieporównywalnie większa i masz ci los – biodro go boli.
Mógłby ktoś, choć trochę te schody odśnieżyć, skoro i tak nawet najmniejsza ilość wody na płytkach wyłożonych na schodach jest nieobliczalna, to można by się domyślić, że woda z domieszką kupek rozmiękczonego śniegu Stanowic będzie podwójne ryzyko...
Ale żeby nie było, iż tylko narzekam. Jak już pada śnieg i nic nie topnieje pod nogami, to drzewa wyglądają wręcz cudownie z tą płachtą śniegu na sobie. Zimy nie lubię jednak dalej tak samo, a może nawet odrobinę bardziej.
Do tej pory nic właściwie nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Przyszła ta znienawidzona zima, która suma summarum nic konkretnego w swojej ofercie dla mnie nie ma, bo Kwiatek ani na nartach nie jeździ, ani bałwanów już nie lepi; za to musi dużo spacerować, co skutecznie utrudnia mu właśnie zima.
Dzisiaj ta zdradziecka ladacznica pokazała również swe prawdziwie paskudne oblicze, już nie tylko plując wiatrem i płatkami śniegu w oczy. Wracając z szybkich zakupów ze sklepu naprzeciwko akademika, pośliznąłem się na pierwszym stopniu schodów prowadzących do Zjednoczonego w Libacji Królestwa Zakazu Palenia. Łuup i Kwiat wylądował na wpół przytomny na chodniku. Ale bez uszczerbku na zdrowiu. Za to kolega, ten to już, co innego – trzeci stopień schodów, a więc wysokość nieporównywalnie większa i masz ci los – biodro go boli.
Mógłby ktoś, choć trochę te schody odśnieżyć, skoro i tak nawet najmniejsza ilość wody na płytkach wyłożonych na schodach jest nieobliczalna, to można by się domyślić, że woda z domieszką kupek rozmiękczonego śniegu Stanowic będzie podwójne ryzyko...
Ale żeby nie było, iż tylko narzekam. Jak już pada śnieg i nic nie topnieje pod nogami, to drzewa wyglądają wręcz cudownie z tą płachtą śniegu na sobie. Zimy nie lubię jednak dalej tak samo, a może nawet odrobinę bardziej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
