<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345</id><updated>2012-02-07T20:38:30.202+01:00</updated><title type='text'>Through The Life</title><subtitle type='html'>TTL [Through The Life] jest czymś na kształt ogródka, o istnieniu którego od czasu do czasu jego właściciel sobie przypomni i to wyrwie jakiegoś chwasta, to posadzi jakiegoś kwiatka. Szału ni ma, ale jest przynajmniej zielono.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>161</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6468636429340063558</id><published>2011-12-07T19:49:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T17:57:54.243+01:00</updated><title type='text'>Mrzonki o europejskiej integracji</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;N&lt;/span&gt;iedawno poruszony został temat przyszłości integracji europejskiej i jej maksymalnego stopnia rozwoju na naszym „europejskim” forum. Chciałbym w tym miejscu przedstawić swoje zdanie; dorzucić trzy grosze.&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://c2439582.cdn.cloudfiles.rackspacecloud.com/images/451/insight/paul_nine-o.jpg?1320062294" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" width="450" src="http://c2439582.cdn.cloudfiles.rackspacecloud.com/images/451/insight/paul_nine-o.jpg?1320062294" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br&gt;Integracja w Europie na dobrą sprawę ma dosyć długą historię – obrazowo można napisać, że mamy do czynienia z poczciwą staruszką w wieku ok. 60 lat. Od momentu zawiązania współpracy dotyczącej handlu węglem i stalą, Europa zrobiła znaczny postęp na polu zinstytucjonalizowania oraz uściślenia nie tylko tej współpracy, lecz także wzajemnych powiązań w innych kwestiach. Owocem tych starań było powstanie kolejnych organizacji obejmujących ściślejszą kooperacją coraz więcej państw kontynentu.  Tworem najdalej idącym jest UE, która w chwili obecnej nie ma swojego wiernego odpowiednika w innym miejscu globu.&lt;br&gt;&lt;br&gt;Mimo niepodważalnych postępów w procesie integracji, Europa w dalszym ciągu jest „w drodze”. Pytanie, które nasuwa się niejako automatycznie, będąc jednocześnie przedmiotem mojego wpisu, dotyczy określenia maksymalnego stopnia integracji państw członkowskich UE – czy wypracowany do tej pory system będzie jej kresem (z różnych powodów, o których później), czy wręcz przeciwnie i oczekiwania budowy europejskiej federacji, których ziszczeniem będzie powstanie Stanów Zjednoczonych Europy, są w pełni uzasadnione?&lt;br&gt;&lt;br&gt;Jak pokazują wydarzenia ostatnich lat, a także te najnowsze, związane z kryzysem w strefie euro, Europa jest miejscem ścierania się wielu znacząco odmiennych interesów każdego z państw członkowskich UE. Wystarczy spojrzeć na unijne kredo („zjednoczeni w różnorodności”), by zrozumieć, iż Stary Kontynent nie jest tak homogenicznym środowiskiem jak USA w momencie swojego powstania. Właśnie te, niekiedy kolosalne, różnice narodowych priorytetów, zdają się być skutecznym hamulcem na drodze pogłębiania współpracy. Państwa z aspiracjami mocarstwowymi, czyli Francja i Niemcy (może Wielka Brytania, jeśli zechciałaby uczestniczyć w organizacji o tak zaawansowanej formie integracji), z pewnością forsowałyby politykę zgodną ze swoją linią. Toteż kluczowym wyzwaniem byłoby rozwiązanie kwestii odpowiedzialności za procesy decyzyjne, które odebrane zostałoby z zadowoleniem z jednej strony przez wspomnianych mocarzy Europy, a z drugiej przez państwa z niewielką populacją i co za tym idzie z dużo mniejszą siłą przebicia na szerokim forum. Ukontentowanie każdego to czysta utopia, zaś sprostanie oczekiwaniom przynajmniej większości to zapewne zadanie piekielnie trudne.&lt;br&gt;&lt;br&gt;Biorąc pod uwagę ewentualne powstanie federacji europejskiej, należałoby zastanowić się czy niosłoby to absolutną konieczność posiadania wspólnych sił zbrojnych oraz zunifikowanej dyplomacji, odpowiedzialnej za kontakty z zagranicą. Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, to przykład klęski idei EWO, a także chroniczne trudności w wypracowaniu spójnego stanowiska państw UE wobec spraw międzynarodowych jest dosadnym świadectwem braku potrzebnej woli politycznej i wewnętrznej chęci nie tylko polityków, ale i społeczeństw, które – szczególnie w przypadku młodych demokracji, cieszących się od niedawna pełną suwerennością – w moim odczuciu nie są obecnie skore do bycia Europejczykami w pełnym wymiarze.&lt;br&gt;&lt;br&gt;Obecna idea „Europy ojczyzn” zdaje się odpowiadać w wystarczającym wymiarze większości polityków państw unijnych, toteż nie sądzę, aby proces naprawdę głębokich przemian w tym zakresie był możliwy w najbliższych latach/dziesięcioleciach. Tym bardziej, iż wiązałoby się to z ograniczeniem wolności aktywnego działania w wymiarze globalnym państw o największym znaczeniu oraz zdolnościach. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6468636429340063558?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6468636429340063558/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/12/mrzonki-o-europejskiej-integracji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6468636429340063558'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6468636429340063558'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/12/mrzonki-o-europejskiej-integracji.html' title='Mrzonki o europejskiej integracji'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-1811216207225541072</id><published>2011-11-30T20:21:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T17:58:11.048+01:00</updated><title type='text'>Maszyna pracuje, są postępy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://ec.europa.eu/enterprise/policies/international/media/photos/cooperating-governments_china-1.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:0em"&gt;&lt;img border="0" width="220" src="http://ec.europa.eu/enterprise/policies/international/media/photos/cooperating-governments_china-1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;ister Kvyatkovsky ostatecznie przekabacił promotora, forsując pożądane brzmienie tematu pracy, której oficjalny tytuł będzie brzmieć: ”Relacje UE oraz Chin w XXI wieku – wspólnota interesów czy droga do konfliktu?”. Kwestią do dalszych rozmyślań, a w niedługim okresie również do ustalenia, pozostaje konkretny plan pracy; obecny w odczuciu Mister Kvyatkovsky’ego jest średnio udany, gdyż: a) jest mało precyzyjny i b) nie oddaje „ducha” tematu.&lt;br&gt;&lt;br&gt;Dalsze aktualizacje niebawem. Jak na razie trwa zbieranie materiałów do bibliografii, które już za kilka miesięcy, być może, przyczynią się do wypromowania nowego licencjata.&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a href="http://through-the-life.blogspot.com/2011/11/radosc-tworzenia-niczym-u-wertera.html"&gt;Poprzedni wpis&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-1811216207225541072?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/1811216207225541072/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/11/maszyna-pracuje-sa-postepy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1811216207225541072'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1811216207225541072'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/11/maszyna-pracuje-sa-postepy.html' title='Maszyna pracuje, są postępy'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2083370221827643910</id><published>2011-11-26T16:40:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T17:58:26.535+01:00</updated><title type='text'>Prawo ironii nr 17</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;"B&lt;/span&gt;iednemu zawsze wiatr w oczy” brzmi polskie przysłowie pozostające w każdych warunkach – niezależnie od pogody, czasów i władzy – na czasie. No, ale co zrobić, gdy grosza nie brak, jednak wiatr w dalszym ciągu ani myśli ustać i wciąż wieje? Wtedy Drogi Czytelniku trzeba liczyć na wyrozumiałość ludzi, której zgodnie z tym, co dzielnie i niezłomnie mówi nam doktor habilitowany, możemy się nie doczekać, bo polski naród to zawistny naród! Słowem, naiwnym byłoby oczekiwać owej wyrozumiałości. Aczkolwiek...&lt;br&gt;&lt;br&gt;Wedle prawa ironii (albo Murphy’ego, jak kto woli) jedynym ziszczalnym scenariuszem w naszym życiu jest ten, który zakłada nasze niepowodzenie, krzywdę i stratę. Życie nam „dosyrwa”, a jedynie wybrykiem natury wydają się momenty, gdy tego nie robi, okazując się całkiem znośne, by nie napisać sympatyczne. Niemniej w tym przypadku nie wiem jak było do końca w tym przypadku – z początku na pewno mało optymistycznie. Posłuchajcie...&lt;br&gt;&lt;br&gt;Wsiadając do autobusu linii 17, pędzącego przez kawałek miasta wprost do mojego mieszkania, nie miałem jeszcze złych przeczuć. Jednak świadomość braku biletu w kieszeni oraz drobnych w portfelu nie napawała optymizmem, tym bardziej, że mijane po drodze dwa kioski (przy przystankach autobusowych zresztą) okazały się zamknięte na cztery spusty, a jedynym ziszczalnym sposobem nabycia brakującego biletu było nieśmiałe podejście do kierowcy autobusu, który byłby tak miły i sprzedałby mi ten kawałek papierka za 1,15 zł. Takie były założenia, albowiem nigdy nie powstała w moich myślach chęć podróży na gapę. Nie w tym przypadku.&lt;br&gt;&lt;br&gt;Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej karkołomna od teoretycznych założeń. &lt;i&gt;Primo&lt;/i&gt;, autobus okazał się zawalony tłumnie podróżującymi mieszkańcami Rzeszowa. &lt;i&gt;Secundo&lt;/i&gt;, przebicie się do kierowcy ze środka pojazdu wcale tak proste nie było, biorąc pod uwagę tłum i posługiwanie się jednie jedną ręką jako stabilizatorem. &lt;i&gt;Tertio&lt;/i&gt;, zgodnie z prawem ironii biletu nie mogłem kupić, bo za kierownicą zasiadł „świeży” pan kierownik, który nie miał wydać z banknotu. Kontynuacją samospełniającej się przepowiedni było wejście na drugim przystanku kontrolerów, którzy zaatakowali z dwu stron. &lt;br&gt;&lt;br&gt;Rozczarowany takim splotem wydarzeń nawiązałem konwersację z siedzącą nieopodal dzierlatką, która według swojej deklaracji „odstąpiłaby swój bilet, gdyby tylko wysiadała na tym przystanku”. Niestety, prawo ironii jest twarde i bezwzględne. Po drodze do katastrofy nie ma żadnych enklaw spokoju czy optymizmu, a jedynie lawinowy efekt domina. &lt;br&gt;&lt;br&gt;Jedynym wyjściem z sytuacji było: a) kłamstwo i b) zgrywanie idioty, co przejawiło się w tym, iż najsampierw oznajmiłem, jakobym dopiero teraz wsiadł do żółto-czerwonego pojazdu, a zaraz potem podszedłem ponownie do kierowcy pytając o bilet, wyciągając tym razem banknot o podwójnej wartości. (Pan kierowca niestety nie poczuł ducha powstałego &lt;i&gt;ad hoc&lt;/i&gt; scenariusza i miast zgrywać również idiotę, odrzekł że już wcześniej nie miał z czego wydać, więc dlaczego ponownie zawracam mu głowę?!). Korzystając z obecności jednego z kontrolerów, oburzony wykrzyknąłem czym prędzej: „Dlaczegóż uniemożliwia się przykładnemu obywatelowi spełnienie jego obowiązku, który wiąże się z nabyciem biletu?! Toż to skandal i nieodpowiedzialność!”, po czym wspomniany kontroler wpadł na pomysł rozmienienia pieniędzy wśród pasażerów.&lt;br&gt;&lt;br&gt;Zadanie okazało się wcale nie proste, jednak składające się z dwu etapów rozmienianie na drobne ostatecznie powiodło się, umożliwiając zakup biletu bez znaczących start własnych. Trzydzieści sekund później wysiadłem na swoim przystanku...  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2083370221827643910?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2083370221827643910/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/11/b-iednemu-zawsze-wiatr-w-oczy-brzmi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2083370221827643910'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2083370221827643910'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/11/b-iednemu-zawsze-wiatr-w-oczy-brzmi.html' title='Prawo ironii nr 17'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2203966215792625765</id><published>2011-11-18T00:43:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T17:58:45.464+01:00</updated><title type='text'>Radość tworzenia niczym u Wertera</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.opinie.senior.pl/zdjecia/Dania-blyskawiczne/Kurczak-Zloty-19798-big.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:0em"&gt;&lt;img border="0" height="200px" src="http://www.opinie.senior.pl/zdjecia/Dania-blyskawiczne/Kurczak-Zloty-19798-big.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;ister Kvyatkovsky stanął na bodaj drugim etapie długiego procesu tworzenia czegoś, co ma mu dać pierwszy w jego studenckiej karierze tytuł zawodowy (licencjat – przyp. autor). Rzecz dotyczy „ładnego” sformułowania tematu pracy, jaką ma się zamiar napisać. Po wybraniu ogólnego zagadnienia, którym chciałby się zająć, uszczegółowienie jego chęci poprzez temat okazuje się przedsięwzięciem trudnym. Pierwsza oficjalna próba spotkała się z chłodnym przyjęciem, wymagającym dookreślenia.&lt;br&gt;&lt;br&gt;Obecnie myśli Mister Kvyatkovsky’ego są tak ogólne, jak Chiny, o których chce on pisać. Trzeba przecież wiedzieć, że pod tą nazwą ukrywa się tona zagadnień, które można by opisać. A wszystko to, z racji studiowania dotychczasowego kierunku, najlepiej gdyby było powiązane z Europą rozumianą jako UE. No i Mister myśli, wychodząc od tego, co do tej pory spotkało się z akceptacją: „Polityka UE wobec ChRL...”.&lt;br&gt;&lt;br&gt;Ostateczne rozwiązanie, a zarazem aktualizacja, szarpiącej wnętrznościami Mister Kvyatkovsky’ego, sprawy niebawem – w poniedziałek. Pewne jest to, że będzie pisał on o Chinach. Kwestią do wyjaśnienia pozostaje wszystko inne ;-)  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2203966215792625765?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2203966215792625765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/11/radosc-tworzenia-niczym-u-wertera.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2203966215792625765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2203966215792625765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/11/radosc-tworzenia-niczym-u-wertera.html' title='Radość tworzenia niczym u Wertera'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-1176542458729477725</id><published>2011-10-09T22:14:00.000+02:00</published><updated>2011-12-08T17:59:02.899+01:00</updated><title type='text'>Wyborowa czy gorzka?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;ój Wierny Czytelnik powiadomił mnie dziś, że „oho, coś jest nie tak”, więc pragnę odkurzyć nieco blog wpisem na czasie, a i zrodzonym tuż po 21 wraz z pierwszymi wynikami wyborów, w których nie dwucyfrowy wynik, co jest dla mnie porażającym zaskoczeniem, osiągnęła partia Janusza Palikota. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co najmniej 1/3 pokoju 211 w „Olimpie” skacze pod sam sufit z racji miejsca na sejmowym podium Palikota, a w dużej mierze zapewne z tego samego powodu jego partia osiągnęła taki wynik. Niestety, profilu demograficznego głosujących „za” Ruchem Poparcia Palikota nie mam przed oczyma, ale mogę przypuszczać, że przeważają ludzie w moim wieku ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej pozostaje niemałe zdziwko, gdy oglądam wstępne wyniki, które oznaczają klęskę dla SLD, któremu jeszcze długo przed wyborami wróżono skok wzwyż. O dziwo, PSL: jest wciąż mocne (jak na absolutnego średniaka, którego rola ogranicza się wyłącznie do bycia koniecznym koalicjantem), Najbardziej zadziwiające jest jednak 10 proc. dla Palikota i zapewne koalicja PO-RPP-PSL... śmieszna ta nasza scena polityczna Moi Drodzy.    &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-1176542458729477725?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/1176542458729477725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/10/wyborowa-czy-gorzka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1176542458729477725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1176542458729477725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/10/wyborowa-czy-gorzka.html' title='Wyborowa czy gorzka?'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-3506185272191493439</id><published>2011-06-30T23:33:00.002+02:00</published><updated>2011-12-08T17:59:22.223+01:00</updated><title type='text'>Pudełko, które mam głęboko w  rzyci</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;D&lt;/span&gt;obrze było jak było, a ja to wszystko musiałem w końcu spieprzyć. Niestety, rok akademicki się skończył, a mnie wywiało do domu w glwicowie i masz ci... telewizor. To z piekła rodem pudełko, psia go mać, samo w sobie mnie nie drażni, ba, lubię jego old schoolowy wygląd, bo to jeszcze ten TV z „dupką”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koszmar zaczyna powracać dopiero po włączeniu pudła. Im dłużej jestem narażony na działanie obrazu w połączeniu z dźwiękiem, jaki wydobywają się z pudła, tym bardziej chodzę podirytowany, mając ochotę coś przestawić siłą własnych mięśni – nogi prawej bądź nawet mniej zaawansowanej technicznie lewej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reklamy są coraz głupsze, bardziej banalne i dłuższe. W dodatku, ich natężenie w dziennej ramówce każdej stacji telewizyjnej rośnie odwrotnie proporcjonalnie do poziomu, jaki dana reklama sobą przedstawia. [Jest gula.] Im jestem starszy i mam mniej kontaktu z pudełkiem – a tak jest od dwu lat – tym bardziej głupie, powierzchowne i mijające się z celem stają się dla mnie programy publicystyczne oraz wszelkie zgłębianie polskiej sceny polityczno-komediowej. [Gula rośnie.]   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodzi na to, że pudło gra tylko wtedy, gdy na którymkolwiek programie puszczają jakiś akceptowalny przeze mnie rodzaj sportu. Wrzucam wówczas odpowiedni kanał i raduje się w błogości, np. zieleni trawy.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lepsze życie bez pudła... &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-3506185272191493439?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/3506185272191493439/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/06/pudeko-ktore-mam-geboko-w-rzyci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3506185272191493439'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3506185272191493439'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/06/pudeko-ktore-mam-geboko-w-rzyci.html' title='Pudełko, które mam głęboko w  rzyci'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2225534639904162599</id><published>2011-06-30T01:32:00.003+02:00</published><updated>2011-12-08T17:59:47.934+01:00</updated><title type='text'>Dziki, który jeździł koleją</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;K&lt;/span&gt;upiłem siostrze, nie tak dawno znowu, książkę w ramach prezentu urodzinowego. Akurat to mi wpadło - nierozsądnie całkiem - do głowy, gdy chodziłem to tu, to tam i szukałem czegoś, co się na tę okazję nada. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybrałem lekką, ciekawą i zabawną książkę Wojciech Cejrowskiego "Gringo wśród dzikich plemion". Ma ona jednak to do siebie - jak zresztą każda inna książka - że siostra pojechała, zostawiwszy &lt;i&gt;Gringo...&lt;/i&gt; wciśnięte między inne lektury na półce w mieszkaniu. Dzięki temu była okazja, by zapewnić sobie rozrywkę w podróży koleją tam i z powrotem kilka miesięcy później. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze strony na stronę czyta się coraz lepiej... Świetna pozycja :) &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2225534639904162599?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2225534639904162599/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/06/k-upiem-siostrze-nie-tak-dawno-znowu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2225534639904162599'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2225534639904162599'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/06/k-upiem-siostrze-nie-tak-dawno-znowu.html' title='Dziki, który jeździł koleją'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2415830500566574022</id><published>2011-05-28T13:58:00.003+02:00</published><updated>2011-11-11T19:09:52.899+01:00</updated><title type='text'>Za Skorpiony</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;C&lt;/span&gt;zy wiecie, że w końcu złapano jednego z największych zbrodniarzy Europy końca XX wieku? Ratko Mladic został zatrzymany pod Belgradem i teraz czeka go wyrok przed Trybunałem w Hadze za rozkazy oblężenia Sarajewa [cztery lata i ok. 10 tys. ludzi] oraz ludobójstwo w Srebrenicy [kolejnych 8 tys. ludzi]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z faktu ucieszył się m.in. przewodniczący Parlamentu Europejskiego – skądinąd siwy gliwiczanin. A droga Serbii do UE stała się jakoby krótsza.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2415830500566574022?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2415830500566574022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/05/za-skorpiony.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2415830500566574022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2415830500566574022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/05/za-skorpiony.html' title='Za Skorpiony'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-896197154989362931</id><published>2011-05-15T13:21:00.000+02:00</published><updated>2011-11-11T19:10:09.224+01:00</updated><title type='text'>Byłem w podziemiach</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;B&lt;/span&gt;yłem żech wczorajszym późnym wieczorem „ukulturawiać” tych, którzy tego potrzebowali, a że pora na to przepiękna – Noc Muzeów – to nie było problemu, żeby zobaczyć za darmo, to co wydawało się ciekawe i warte stania w tłumnych kolejkach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://static.panoramio.com/photos/original/21030608.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" width="400" src="http://static.panoramio.com/photos/original/21030608.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Po zapoznaniu się ze swoimi własnymi chęciami, którym trzeba było pomóc, żeby na koniec dnia ruszyć swoje trzy rzyci w miasto, zdecydowaliśmy, że na pierwszy ogień pójdzie Podziemna Trasa Turystyczna, która znajduje się pod rzeszowskim rynkiem. W teorii podziemna wędrówka zapowiadała się świetnie, ale w rzeczywistości okazała się pełnym niewypałem. Zero atrakcji, jedynie ponad 300 m ceglanego tunelu, w którym co kilkadziesiąt metrów niewielkie zbiory eksponatów... Słabo. Dobrze, że nie trzeba było płacić za bilet, bo w takiej postaci PTT byłaby niewarta jego ceny. Może przewodnik robi tę różnię, która przemawia za tym, iż PTT jest jednak fajna i warto ją zobaczyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wyjściu z PTT odwiedziliśmy Muzeum Historii Rzeszowa [albo jakoś tak], znajdujące się dosłownie dwa kroki obok. Ludzi ponownie chmara, ale wystawa ciekawsza, pomimo że zgromadzona w dość małym lokalu. Ekspozycji jako takiej również wiele nie było, to jednak była ona znacznie ciekawsza niż ta z PTT. Swoją drogą, przypuszczamy, że na czas Nocy Muzeów usunięto część eksponatów z Trasy... W sumie to my mamy wiele przypuszczeń na wiele różnych tematy, więc jeśli chcesz wiedzieć czy in vitro jest dobre, czy Hitler mieszkał po wojnie w Argentynie albo czy bułka z serkiem topionym i kakao to dobry plan na śniadanie, zapytaj! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po odwiedzeniu poszliśmy na piwo i tak właściwie, o niebiosa, było to najlepsze doświadczenie wczorajszej Nocy Muzeów. Smutna konkluzja, ech.       &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-896197154989362931?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/896197154989362931/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/05/byem-w-podziemiach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/896197154989362931'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/896197154989362931'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/05/byem-w-podziemiach.html' title='Byłem w podziemiach'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-7694476724282003691</id><published>2011-05-11T11:31:00.001+02:00</published><updated>2011-11-11T19:10:19.712+01:00</updated><title type='text'>Gdzie spotykają się dwaj Bogowie i ciepła krew</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;P&lt;/span&gt;rzejmujące są obrazy zakrojonej na wielką skalę nienawiści w byłej Jugosławii, które od kilku dni staram się pochłaniać. Nie wiem skąd wzięła się u mnie ta chęć, ale trzeba z nią jakoś żyć i oglądać coraz to nowe – w sensie inne, nieznane filmy, traktujące mniej czy bardziej o tej materii.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pierwszy ogień, choć w tym kontekście to słowo nie brzmi dobrze, poszła Ziemia Niczyja [No Man’s Land]. Przedstawiona w nim historia jest dostępna chociażby na Film Web, więc nie za bardzo powodu, by się o niej rozpisywać. Ten film wywarł na mnie już duże wrażenie, mimo prostoty zawartej w nim historii – akcja opiera się na scenie dwu facetów w okopie i doraźnym przedstawianiu wydarzeń z perspektywy oddziału ONZ.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi film – Wojownicy [Warriors] jest już historią znacznie bardziej rozległą. Przedstawia wydarzenia oczami członków brytyjskiego kontyngentu sił ONZ w czasie wojny w Bośni, gdzie z racji ograniczoności mandatu danego przez tę organizację niewiele może on zrobić, natomiast obrazy masakr cywilów, które przychodzi oglądać błękitnym hełmom, są wręcz porażające. Im dalej w las, tj. głębiej w konflikt, tym gorzej, podlej i bezwzględniej człowiek jest traktowany. Ten film powoduje przypływ naprawdę mocnych emocji, nie można przejść obok niego tak po prostu. Zmusza do myślenia o bezradności stojącej pośrodku konfliktu w pozycji neutralnej ONZ oraz okrucieństwie Serbów i Bośniaków. Warriors jest bodaj jedynym obrazem jakiemu dałem maksymalną ocenę na Film Web...  &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-7694476724282003691?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/7694476724282003691/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/05/gdzie-spotykaja-sie-dwaj-bogowie-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7694476724282003691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7694476724282003691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/05/gdzie-spotykaja-sie-dwaj-bogowie-i.html' title='Gdzie spotykają się dwaj Bogowie i ciepła krew'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-1794856820042538614</id><published>2011-05-05T13:47:00.000+02:00</published><updated>2011-11-11T19:10:31.635+01:00</updated><title type='text'>Ojejku, co z tą Polską będzie?</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;C&lt;/span&gt;zytałem sobie trochę na portalu Polityki [&lt;a href="http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1515294,1,pisowska-polska-coraz-ostrzej-walczaca.read"&gt;Pisowska Polska coraz ostrzej walcząca&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1515078,1,rosja-gra-na-kaczynskiego.read"&gt;Rosja gra na Kaczyńskiego&lt;/a&gt; oraz&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.polityka.pl/polska2020"&gt;Polska2020&lt;/a&gt;] o wizji naszej pięknej pokłóconej w zimowym maju Polski i gdyby we wszystko wierzyć bezwarunkowo, gdyby wszystko, w co się tak wierzy miało się okazać – w nie tak odległej przyszłości – obowiązującą teraźniejszością, to biedne moje dzieci, biedny ja i wszyscy, którzy teraz stoją tam „gdzie kiedyś stało ZOMO”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podoba mi się zwłaszcza argumentacja tezy o tym, jakoby J. Kaczyński u steru władzy był na rękę Moskwie i jej interesom. Nie sposób się nie zgodzić z jej autorem. Polecam lekturę.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-1794856820042538614?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/1794856820042538614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/05/ojejku-co-z-ta-polska-bedzie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1794856820042538614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1794856820042538614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/05/ojejku-co-z-ta-polska-bedzie.html' title='Ojejku, co z tą Polską będzie?'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-4590598433815981067</id><published>2011-04-28T18:09:00.003+02:00</published><updated>2011-11-11T19:10:51.652+01:00</updated><title type='text'>Whatever</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Z&lt;/span&gt;adziwia mnie to jak wiele uwagi ludzie poświęcają dosyć banalnemu wydarzeniu, jakim jest ślub księcia, którego znaczenie dla świata jest praktycznie żadne, bo skoro nie jest on ani bezpośrednim następcą tronu, ani nie posiada żadnej realnej władzy, to jakie może mieć znaczenie? Żadne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skąd zatem to wielkie zainteresowanie ślubem? Rozumiem wszelkiej maści przedsiębiorców, którzy wykorzystują powstały szum dla własnym interesów. Za przykład niech posłuży producent lalek Barbie, który niedawno wypuścił na rynek nowy model lalki – podobiznę wybranki księcia. Zyski zapewne będą spore.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednakże pobudki ludzi pozbawionych najmniejszego interesu w całym tym wydarzeniu wciąż są dla mnie nieznane. Motyw zainteresowania, a właściwie euforii opierającej się wyłącznie na rodowodzie księcia, który jest znany głównie z powodu tego, że jest znany, a którego największym osiągnięciem wydaje się być właśnie żeniaczka, wydaje się być bezsensowny i kompletnie irracjonalny.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dołączam się do tych trzech milionów londyńczyków, którzy biorą sobie wolne od miasta i wyjeżdżają na prowincję. Z tym, że ja nie myślę oglądać transmisji ze ślubu, a fakt, że jednak w jakiś sposób poświęciłem czas, aby napisać tę notkę jest w pewien sposób zawstydzający.    &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-4590598433815981067?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/4590598433815981067/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/04/whatever.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4590598433815981067'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4590598433815981067'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/04/whatever.html' title='Whatever'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-96287267444319678</id><published>2011-04-13T23:44:00.000+02:00</published><updated>2011-11-11T19:11:03.354+01:00</updated><title type='text'>Nowe porządki u magistrów</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;S&lt;/span&gt;łyszałem ostatnio całkiem dużo w kontekście tego, co zmienia nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym - w szczególności utyskiwań studentów na pogorszenie ich sytuacji. Wzięto się, mam nadzieję, za próbę rozwiązywania, a przynajmniej ograniczenia problemu „uniwersytetów familijnych”, czyli tych uczelni, na których wprost roi się od ludzi spokrewnionych ze sobą, zajmujących najważniejsze stanowiska we władzach uczelni czy wydziału.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nepotyzm to duży problem polskiego szkolnictwa. Z drugiej strony gdzie, jeśli nie pod bokiem ojca profesora stosunkowo łatwo wychować przyszłego następcę w postaci córki czy syna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety nowelizacja uderza bardzo mocno przede wszystkim w samym studentów. Owszem, ograniczenie ilości kierunków było rozsądnym posunięciem, opierającym się, w moich oczach, na solidnej podstawie. Jednakże, jak wynika z nowelizacji, od 1 października 2011 r. studenci będą praktycznie pozbawieni jakichkolwiek świadczeń ze strony uniwersytetu – czy to stypendiów, czy zapomóg.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znikają stypendia sportowe. Znikają zapomogi – będą rozdawane jedynie tym naprawdę najbiedniejszym. Stypendium naukowe [rektora] będzie można otrzymać jedynie na jednym kierunku, a osiągnięcie wystarczająco wysokiej średniej [już nie sztywno określonej przez władze wydziału, ale niejako przez samych studentów] załapanie się do grona upoważnionych do otrzymania stypendium będzie jeszcze trudniejsze. Dodatkowo, uczelnia będzie mogła przeznaczyć na wszystkie świadczenia maksymalnie 40 proc. środków. Ani grosza więcej. Studentowi będzie po prostu biedniej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może te działania mają na celu wykruszenie nieco braci studenckiej w czasach, gdy bycie studentem to żaden przywilej ani wyróżnienie, albo też próba zmuszenia studentów do podjęcia aktywności zawodowej? W każdym razie nowelizacja z pewnością nie jest choćby powolną drogą powrotna w kierunku odbudowy elitaryzmu studiów wyższych?   &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-96287267444319678?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/96287267444319678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/04/nowe-porzadki-u-magistrow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/96287267444319678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/96287267444319678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/04/nowe-porzadki-u-magistrow.html' title='Nowe porządki u magistrów'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6694070090935754328</id><published>2011-04-10T03:26:00.000+02:00</published><updated>2011-11-11T19:11:15.239+01:00</updated><title type='text'>W porę, w czas</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Z&lt;/span&gt;achowanie Rosjan w sprawie tablicy upamiętniającej katastrofę lotniczą z 10 kwietnia 2010 roku nie jest ani miłe, ani mądre. Studzące stosunki między „bratnimi narodami” na pewno.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem doprawdy, co kierowało Rosjanami, gdy podejmowali decyzję o usunięciu tablicy akurat tuż przed samymi obchodami rocznicowymi. Pora zupełnie irracjonalna i zwyczajnie nieprzystająca do takich przedsięwzięć. Fakt, że wskazywali dużo wcześniej na proceduralne błędy i zwyczajne pominięcie ich w procesie stawiania tablicy specjalnym usprawiedliwieniem być nie może – patrząc ze strony polskiej. Można to było zrobić w każdej porze; znacznie wcześniej czy znacznie później – to już bez znaczenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego zatem tablica zniknęła akurat teraz? Moja mózgownica podąża niechybnie ku teorii jakoby zwyczajnie Rosjanom bardzo nie na rękę było zdanie o mordzie katyńskim, widniejące na tablicy. Teraz, gdy oczy – już może nie świata – ale jakiejś części Europy zwrócone są właśnie na okolice Smoleńska, to w kontekście braku akceptacji strony rosyjskiej uznania Katynia jako zbrodni ludobójstwa, napis głoszący dokładnie ten zarzut – ludobójstwo – rzucałby cień na kremlowską władzę. Nie tego z pewnością oczekiwała Moskwa.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale z jakiego powodu usunięcie tablicy ze stojącym w oku Rosjanom napisem zbiegło się w czasie z obchodami? Może chcieli dać prztyczka w nos polskiemu rządowi i pokazać, kto tu rządzi, kto komu jest do szczęścia bardziej potrzebny? Doprawdy, dziwny przejaw dyplomacji.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6694070090935754328?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6694070090935754328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/04/w-pore-w-czas.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6694070090935754328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6694070090935754328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/04/w-pore-w-czas.html' title='W porę, w czas'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8954449132572076778</id><published>2011-04-04T02:10:00.000+02:00</published><updated>2011-12-17T20:50:08.854+01:00</updated><title type='text'>O co cały ten rwetes – bycie w samym pępeku</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;N&lt;/span&gt;arodowość śląska ostatnio w mediach jest dość wziętym tematem, co zawdzięczamy w dużej mierze złotym ustom nieocenionych polityków. Raz po raz słyszę o doniesieniach, że jedna strona polityczno-ideologicznej barykady jest stanowczo na „nie”, gdyż wg niej zaznaczenie własnej śląskości w spisie powszechnym jest przejawem pro niemieckiego nastawienia deklarujących, a to przecież niczym dobrym dla państwowego konglomeratu być nie może. Z drugiej zaś głosy o wspaniałych tradycjach, bogatej i jakże krwawej historii Ślązaków, którzy zawsze byli istotni oraz widoczni w życiu kraju. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak jako Ślązak czy też obiektywnie pół-Ślązak z matki hanyski i ojca gorola, nie mam zamiaru zaznaczać ani narodowości śląskiej, ani bić się o ten przywilej – o tak, dla zasady. Mnie to zupełnie wsio rawno, bo było nie było jestem Polakiem, gwary ni cierpię, a ortografię języka polskiego znam lepiej niźli przeciętny Polak z krwi i kości, znaczy z Mazowszczyzny.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam zamiaru także zmieniać w jakikolwiek sposób swojej zależności od Państwa, przez co rozumiem jawny sprzeciw wobec jakichkolwiek tendencji autonomicznych wśród Ślązaków. Niezbyt specjalnie cała kwestia mnie raduje, ale uwierać w bok, uwiera.        &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8954449132572076778?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8954449132572076778/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/04/o-co-cay-ten-rwetes-bycie-w-samym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8954449132572076778'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8954449132572076778'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/04/o-co-cay-ten-rwetes-bycie-w-samym.html' title='O co cały ten rwetes – bycie w samym pępeku'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-3265181945857353645</id><published>2011-04-02T23:01:00.002+02:00</published><updated>2011-11-11T19:12:32.052+01:00</updated><title type='text'>Żyjąc we wspólnej Europie - zjednoczeni w różnorodności</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://www.igol.pl/images/articles/france.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" width="145" src="http://www.igol.pl/images/articles/france.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span class="b"&gt;C&lt;/span&gt;o powinien zrobić Polak, gdy usłyszy z ust Francuzki, że zarabiając 1200 euro miesięcznie cena za bagietkę wynosząca dokładnie 1 euro jest nie do przyjęcia, bo za swoją kawalerkę musi płacić co miesiąc połowę tego co zarabia, więc z czego i jak ona ma żyć?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co powinna zrobić Francuzka słysząca z ust Polaka, że zarabiając 1200 złotych, bagietka w sklepie kosztuje 2-2,5 zł, a za wynajmowaną kawalerkę musi co miesiąc płacić 1000 zł?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to Francuzi ostatnio narzekają najwięcej. Przyzwyczajeni byli do innego życia, a kryzys rozpoczęty dwa lata temu w dalszym ciągu zabija ich piękną zachodnioeuropejską bajkę o dobrym, godnym i równym życiu i prawie do tego życia wszystkich obywateli – a teraz to już i euroobywateli!  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Jesteśmy zaradnym narodem. A jak! &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-3265181945857353645?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/3265181945857353645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/04/zyjac-we-wspolnej-europie-zjednoczeni-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3265181945857353645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3265181945857353645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/04/zyjac-we-wspolnej-europie-zjednoczeni-w.html' title='Żyjąc we wspólnej Europie - zjednoczeni w różnorodności'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5251159004257176476</id><published>2011-03-22T16:11:00.003+01:00</published><updated>2011-11-11T19:13:06.283+01:00</updated><title type='text'>Krzyż w centrum podzielonej uwagi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;S&lt;/span&gt;prawa krzyży powieszonych na ścianach uczelni publicznych jest znana wszystkim od dawien dawna. Czasami mamy do czynienia z dominacją symbolu religijnego nad tym państwowym, czyli godłem, które umieszczone jest poniżej krzyża. To, zdaje się, już naturalna kolej rzeczy, wyniesiona wprost z korzeni kulturowo-religijnych, które przecież nie mogą dać o sobie zapomnieć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie taki stan rzeczy nie urządza wcale. Jestem jawnym przeciwnikiem krzyży w instytucjach publicznych, tym bardziej na uniwersytecie, który z natury powinien być apolityczny i świecki. Ale skoro zdarzają się wykładowcy – notabene będący duchownymi – którzy na pierwszych zajęciach pytają swoich studentów o wyznawaną wiarę i, jeśli nie są oni katolikami, wyrzucają ich z zajęć, to jakie można mieć oczekiwania, co do niewinnie wiszących symboli religijnych na jakiejś tam ścianie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni temu dniach na moim uniwersytecie wybuchła mała afera związana nieodzownie z krzyżami powieszonymi w niemal albo w każdej sali nowo wybudowanych budynków uniwersytetu, których budowa w części została sfinansowana przez UE. Niektórych profesorów ten stan rzeczy oburzył&lt;sup id="fn1"&gt;1&lt;/sup&gt;, jednak rektor Uczelni, wydaje mi się, że nie przejął się całą tą sytuacją... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, Europejski Trybunał Praw Człowieka w ostatnich dniach wydaj niezadawalający mnie wyrok w sprawie Soile Lautsi vs. Włochy&lt;sup id="fn1"&gt;2&lt;/sup&gt;. Obywatelka Włoch, fińskiego pochodzenia, skarżyła się na obecność krzyży we wszystkich klasach szkoła, do której uczęszczali jej dwaj synowie. Jednak rada szkoły przegłosowała nie ściąganie krzyży. Trybunał po odwołaniu się Włoch od pierwszego wyroku, tym razem uznał, że nic złego się nie dzieje, dzieci nie zostały poddane indoktrynacji z powodu wiszących krzyży i wszyscy powinni już sobie pójść do domu – pani Lautsi dostanie 5 tys. euro odszkodowania za straty moralne.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr align="left" size="0.5px" width="100px" border="none" noshade="noshade"; /&gt;&lt;div style="font-size: 80%;"&gt;&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt;&lt;a href&gt;http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9268417,Spor_o_krzyze_na_scianach_Uniwersytetu_Rzeszowskiego.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;sup&gt;2&lt;/sup&gt;&lt;a href&gt;http://cmiskp.echr.coe.int/tkp197/portal.asp?sessionId=68427751&amp;skin=hudoc-en&amp;action=request&lt;/a&gt; [53 strony w języku ang.]. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5251159004257176476?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5251159004257176476/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/03/krzyz-w-centrum-podzielonej-uwagi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5251159004257176476'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5251159004257176476'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/03/krzyz-w-centrum-podzielonej-uwagi.html' title='Krzyż w centrum podzielonej uwagi'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5893103157565424207</id><published>2011-03-16T21:52:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T19:13:25.192+01:00</updated><title type='text'>Atomowe ryzyko - zbiorowa panika</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcT7d_3ZXZtGABisyAfNdQ3syKig78F9qweIa06UkHxRRLj-ODbbkw" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="180" width="245" src="http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcT7d_3ZXZtGABisyAfNdQ3syKig78F9qweIa06UkHxRRLj-ODbbkw" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span class="b"&gt;J&lt;/span&gt;akie macie zdanie o energii otrzymywanej za pomocą tych, jakże złych, niebezpiecznych i wszystkim szkodzących elektrowni atomowych?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie niepokojące wydarzenia w Japonii, rzuciły niezbyt czarujący obraz na ten sposób pozyskiwania energii. Dodatkowo, kłótnia dwu naszych profesorów w studiu TVN-u&lt;sup id="fn1"&gt;*&lt;/sup&gt;, pokazała jak wielka odległość dzieli jedną stronę od drugiej w tej akurat kwestii. Jednak w polskich realiach, gdzie próżno oczekiwać trzęsień ziemi o takiej sile, tym bardziej tsunami. No gdzież tsunami na Bałtyku, głupota jakaś kompletna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze ziarnko popłochu zostało zasiane. Mieszkańcy zachodniej Syberii grzecznie stoją w kolejkach po bilety lotnicze do Moskwy, a Szwedzi – ci to nie wiem, na jakiej podstawie – zaczęli tłumnie odwiedzać apteki, skąd wykupili już cały zapas jodku potasu. Producent został zaskoczony, pewnie fabryki chodzą teraz na pełnych obrotach, po to tylko, by zaspokoić szaleńczy popyt, o dziwo, bardzo irracjonalnych Skandynawów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, Kwiatek czeka na dalszy rozwój wypadków, wszelako pozostaje w jakiejś mierze zwolennikiem rozwiązania budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej, choć w kontekście problemów wysoce przecież zorganizowanej i rozwiniętej Japonii, jego opinia jest nic nie znacząca z powodu płytkości posiadanej przez niego wiedzy w tym aspekcie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr align="left" size="0.5px" width="100px" border="none" noshade="noshade"; /&gt;&lt;div style="font-size: 80%;"&gt;&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt;&lt;a href&gt;http://www.tvn24.pl/-1,1695677,0,1,kto-panu-dal-tytul--wiesniakowi-jednemu,wiadomosc.html&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5893103157565424207?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5893103157565424207/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/03/atomowe-ryzyko-zbiorowa-panika.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5893103157565424207'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5893103157565424207'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/03/atomowe-ryzyko-zbiorowa-panika.html' title='Atomowe ryzyko - zbiorowa panika'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2864974744085731284</id><published>2011-03-14T14:30:00.002+01:00</published><updated>2011-11-11T19:13:52.349+01:00</updated><title type='text'>Płace w górę!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;L&lt;/span&gt;udzie upadają na głowy, realizując śmiałe, lecz skrajnie głupie pomysły. Jednym z nich jest podniesienie pensji więźniów na terenie Rzeszowa z niecałych 700 zł brutto, do ponad 1300 zł brutto, czyli więcej niż niejeden nieskazany człowiek aktualnie zarabia w tej akurat części kraju. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z punktu widzenia pracodawcy atrakcyjność więźnia jako pracownika w dużej mierze przecież opierała się na niskich kosztach jego zatrudnienia. Dzięki zmianom, więzień z pięknej długonogiej brunetki, zmienił się w poczciwą staruszkę, wyglądającą każdego dnia z okna swojego mieszkania. Teraz pracodawcy będą zmuszeni wysypać na stół znacznie więcej pieniędzy ze swojej sakiewki, bo wszystkie koszty związane z zatrudnieniem więźniów pójdą w górę, także śmiało można rozpatrywać realizację tego pomysłu w kategoriach typowego samopostrzału w kolano, bo skoro koszty wzrosną, to zainteresowania zmaleje, a jeśli do tego dojdzie, to resocjalizacja poprzez pracę większej liczby osadzonych odejdzie w niepamięć.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba było zostawić system takim, jakim był – dla spokoju pracodawców oraz wszystkich tych, którzy muszą pracować za mniej niż 1400 zł brutto bez wyroku.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2864974744085731284?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2864974744085731284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/03/pace-w-gore.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2864974744085731284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2864974744085731284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/03/pace-w-gore.html' title='Płace w górę!'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-976837316522284853</id><published>2011-03-12T12:13:00.004+01:00</published><updated>2011-11-11T19:13:59.687+01:00</updated><title type='text'>Na pomoc Kaddafiemu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;K&lt;/span&gt;iedy zaczyna się sprawa międzynarodowa, a kończy narodowa suwerenność danego kraju? Pytam w kontekście trwających w najlepsze wydarzeń libijskich, którym bacznie przypatruje się międzynarodowe ciało pod egidą ONZ [wszak USA bez wyraźnego sygnału ze strony tejże organizacji, ma pozostać bierne militarnie w sprawie całego zamieszania na północy Afryki]. Kto i na jakiej podstawie mógłby wyznaczyć ten moment, w którym Kadaffiemu trzeba będzie „pomóc” w procesie ulegania opozycjonistom już nie poprzez ostrzeżenia, embarga, tylko z najbliższej bliskości? Czy on sam jest już tylko kolejnym dyktatorem do odstrzału, bez żadnego pola działania w obrębie własnego kraju i zgodnie z przywilejami oraz prawami własnego wynikającymi z pozycji jaką zajmuje? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boję się sytuacji, w której ciało międzynarodowe rozpatrzy wydarzenia w Libii jako niecierpiącą zwłoki sprawę międzynarodową, która może mu zagrozić w ten czy inny sposób, co będzie świetnym pretekstem do interwencji i ustalenia własnego porządku, już bez Kaddafiego. Boje się sytuacji, w której nie zadecyduje prawo międzynarodowe, lecz prawem będą głosy większości, która ma interes w tym, by pomóc Libijczykom już nie tylko humanitarnie, ale również ekonomicznie i gospodarczo. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-976837316522284853?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/976837316522284853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/03/na-pomoc-kadaffiemu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/976837316522284853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/976837316522284853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/03/na-pomoc-kadaffiemu.html' title='Na pomoc Kaddafiemu'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8925471252931249834</id><published>2011-02-26T15:48:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T19:14:13.813+01:00</updated><title type='text'>Praca na ślepo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;C&lt;/span&gt;o mi się bardzo podoba w Norwegii, to fakt, iż nawet przy tak szalejącym bezrobociu jak teraz – jakieś 3,5 proc. – robi wiele, aby temu przeciwdziałać. Mam tu na myśli przede wszystkim kampanię społeczną Norweskiego Stowarzyszenia Niewidomych, która przedstawia korzyści płynące z zatrudnienia osób niewidomych. [Swoją drogą, wyczytałem, że właśnie w Norwegii jest największy odsetek niepełnosprawnych bezrobotnych – przynajmniej na papierze]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object width="640" height="390"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/6ILI1IhgVro&amp;hl=pl_PL&amp;feature=player_embedded&amp;version=3"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowScriptAccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/6ILI1IhgVro&amp;hl=pl_PL&amp;feature=player_embedded&amp;version=3" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" allowScriptAccess="always" width="400" height="250"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt; &lt;br /&gt;Na dwóch spotach, jakie widziałem [może jest ich więcej] skupiano się oczywiście na zaletach zatrudnienia niewidomej osoby. Sposób, w jaki wykorzystywano jednak niepełnosprawność jest dość niecodzienny, przynajmniej z punktu widzenia kampanii społecznej. Krótko mówiąc, niewidomi zostali przedstawieni jako ludzie, których łatwo można zwieść, którym jakiekolwiek odbieranie bodźców jest obce, choć w rzeczywistości słuch czy węch mają przecież znacznie bardziej wyostrzony niż przeciętny sprawny człowiek.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem, jeśli chcesz mieć lojalnego pracownika, który nie plotkuje, jest wyrozumiały i rozumie Twoje słabości, przy tym również jest dość naiwny – zatrudnij niewidomego. Pewnie i jakieś ulgi z tego tytułu dostaniesz. A jak!  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8925471252931249834?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8925471252931249834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/02/praca-na-slepo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8925471252931249834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8925471252931249834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/02/praca-na-slepo.html' title='Praca na ślepo'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-3573512546166575306</id><published>2011-02-23T12:41:00.000+01:00</published><updated>2011-11-11T19:14:20.918+01:00</updated><title type='text'>Klaustrofobiczne mieszkanie</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;S&lt;/span&gt;zukając mieszkania prędzej czy później dociera do człowieka myśl niosąca w pakiecie całą potęgę zwątpienia i desperacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Statystycznie rzecz próbując ogarnąć, wychodzi mi, iż dysproporcja między dostępną powierzchnią sklepową na jednego mieszkańca a dostępną powierzchnią mieszkaniową [na tego samego mieszkańca] jest wprost niezadowalająca ze społeczno-socjalnego punktu widzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowanie w obu przypadkach jednak jest dość podobne – może i jest co wybierać, o ile budżet jest niespętany szalonymi ograniczeniami braku dochodów. Sytuacja odwrotnie proporcjonalna do tej z czasów komuny, zabawiając Czytelników banalnym przykładem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio gwiazda jednak pozornie się uśmiechnęła, przedkładając dość przyzwoitą ofertę. W praktyce doszedłem do wniosku, że chwalenie się w ogłoszeniu metrażem danego mieszkania, rozpatrując z dzisiejszego punktu widzenia, jest rzeczą absolutnie zalecaną i potrzebną, aby przy osobistych oględzinach lokum nie było zdziwienia czy rozczarowania – to zupełnie tak, jakby w ofercie sprzedaży samochodu pominąć pojemność silnika czy spalanie. Wprost niebywałe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, przekraczając próg wspomnianego apartamentu, moje zdziwienie sięgnęło zenitu, a mózg poczuł zupełnie onieśmielający klaustrofobiczny dyskomfort. Rozumiem, iż pod pojęciem „kawalerka” ukryć można zarówno normalne pojmowane przeze mnie mieszkanie dla dorosłego człowieka o powierzchni blisko 30 m&lt;sup&gt;2&lt;/sup&gt;, jak i zagrodę dla niemowlaka cechującego się statyczno-nieruchomym stylem życia, czyli w przybliżeniu mniej niż 20 m&lt;sup&gt;2&lt;/sup&gt;. Więcej miejsca mam obecnie w swoim pokoju w akademiku, gdzie spokojnie mógłbym postawić większy TV, mógłbym [a właściwie już dawno to zrobiłem] postawić mikrofalówkę czy jakiś stolik, na którym zmieści się coś więcej, aniżeli wyłącznie jeden talerz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat kawalerki stał się trudny, przeto zapał do jej dalszych poszukiwań osłabł. Pojawiła się, szczęściem, nowa opcja dla zamieszkania – już znacznie bardziej przestronniejsza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-3573512546166575306?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/3573512546166575306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/02/klaustrofobiczne-mieszkanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3573512546166575306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3573512546166575306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/02/klaustrofobiczne-mieszkanie.html' title='Klaustrofobiczne mieszkanie'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-1159523195047087310</id><published>2011-02-07T21:43:00.000+01:00</published><updated>2011-11-11T19:14:29.202+01:00</updated><title type='text'>Warstwowa złożoności prostoty stanowiska kasjera</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;B&lt;/span&gt;ędąc dziś na zakupach i praktycznie wychodząc już jedną nogą z marketu, bo akurat staliśmy wraz z moją szanowną rodzicielką przy kasie, pakując nasze dopiero co spełnione konsumpcyjne pragnienia do torby, naszła mnie niesamowicie głęboka i aktualna refleksja. [Aktualna, bo przecież jakieś trzy lata temu sam siedziałem w małym boksie, obsługując tak kasę, jak i klientów].  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mianowicie: patrząc na panie w wieku 40 i więcej lat, krótko ścięte, czasami wręcz ostrzyżone i nierzadko z jakimś niewybrednie rzucającym się w oczy specyfikiem nałożonym na włosy, wyglądają przerażająco. Do tego dość często skórzano podobna kurtka, długa, znoszona, uosobienie lat 90. Taki obraz klienta przeraża, bo taki klient wykreował swój image niezbyt fortunnie – z punktu widzenia kasjera. Jest agresywny, zły, podatny na walkę na słowa, a często odczuwa również, iż zbyt wolno i zbyt niekompetentnie jest obsługiwany. Acha, pewnie także kasjer chce go wyruchać, w sensie okraść, z jego ciężko zdobytych pieniędzy, więc uczucie wszechobecnej nieufności jest na porządku dziennym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki klient przeraża. Powoduje szybsze bicie serca, a ewentualna kłótnia wisi w powietrzu. Wyrzuty, nieme, lecz czytelne i w pełni dostrzegalne w jego oczach, mówią jasno o chęci psychologicznego rozćwiartowania na kawałki tego jołopa za kasą.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kasjer musi umieć rozmawiać oraz kajać się przed takim typem. Kasjer powinien być psychologiem, mającym opanowaną analizę psychologiczną osobowości napotkanych klientów w przeciągu sekund, po ledwie jednym spojrzeniu i z materiałem dowodowym w postaci leżących towarów na taśmie. Z drugiej strony kasjer winien być głuchy na krytykę i jak najszybciej kasować. Kasować, kasować. Szybciej i szybciej, bo kolejka rośnie, napięcie wzrasta, a tłum doprowadzony do stanu białej gorączki jest groźniejszy niż choćby największy pieniacz, ale tylko jeden. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca kasjera jest ciężka i nawet, jeśli nie jest on typem olewacza egoisty, często ma w czasie swojej dniówki do czynienia z potokiem złości oblewającym jego osobę. Trzeba mieć nerwy i być uśmiechniętym. Wtedy nawet kłótnia jest przyczyną do jakiejś tam frajdy. Pokrętnej, lecz mimo wszystko frajdy – niech się wykrzyczy, powiesza psy, uśmiech wraz z opanowaniem go zabije, jako najostrzejsza riposta. A kierownik, koniec końców, i tak jest po stronie pracownika ;-) &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-1159523195047087310?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/1159523195047087310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/02/warstwowa-zozonosci-prostoty-stanowiska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1159523195047087310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1159523195047087310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/02/warstwowa-zozonosci-prostoty-stanowiska.html' title='Warstwowa złożoności prostoty stanowiska kasjera'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5288239367643486647</id><published>2011-01-27T10:22:00.000+01:00</published><updated>2011-11-11T19:14:36.359+01:00</updated><title type='text'>Carpe diem rozłożone w czasie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;R&lt;/span&gt;zeszów ma ponoć największą powierzchnię sklepową w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Z kolei Podkarpacie jest województwem, które, przynajmniej do niedawna, plasowało się na trzeciej od końca pozycji pod względem zarobków... Ważne, by znaleźć w życiu równowagę.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5288239367643486647?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5288239367643486647/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/01/carpe-diem-rozozone-w-czasie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5288239367643486647'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5288239367643486647'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/01/carpe-diem-rozozone-w-czasie.html' title='Carpe diem rozłożone w czasie'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-7689490125475658839</id><published>2011-01-18T23:56:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T19:15:19.571+01:00</updated><title type='text'>Irazelczycy są bezproblemowi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;S&lt;/span&gt;koro &lt;a href="http://www.haaretz.com/print-edition/news/study-61-of-men-don-t-see-forced-sex-with-acquaintance-as-rape-1.337637"&gt;40 proc. kobiet uważa&lt;/a&gt;, że wymuszony [jakkolwiek to interpretować] stosunek płciowy nie jest gwałtem, gdy robi to znajoma osoba, to trudno mi się niezgodzić z przeszło 60 proc. mężczyzn, którzy twierdzą to samo... debilizm, na własne życzenie.   &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-7689490125475658839?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/7689490125475658839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/01/irazelczycy-sa-bezproblemowi.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7689490125475658839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7689490125475658839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/01/irazelczycy-sa-bezproblemowi.html' title='Irazelczycy są bezproblemowi'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-818742354115657255</id><published>2011-01-06T14:34:00.000+01:00</published><updated>2011-11-11T19:15:29.827+01:00</updated><title type='text'>Refleksja '10</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Z&lt;/span&gt;ima pokazuje, że jak na razie można z powodzeniem przechodzić ją w dobrym jesiennym płaszczu. To krzepiące duszę i portfel studenta. A miejmy nadzieję, że im dalej, tym większy materiał dowodowy, potwierdzający te zeznania będzie dostępny.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 2010 roku stało się dość wiele w zakresie chwil dużych, wzniosłych i jakże dorosłych. Tak, tak. Przeżyłem z niezwykłym powodzeniem dwie sesje, zamykając je w czasie na to przeznaczonym, tak by wakacje móc skończyć wraz z nastaniem października, ni dnia wcześniej.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W owe długie wakacje połakomiłem się na obcą walutę i dobry przelicznik, który ostatecznie był rozczarowujący, ale doświadczenie zostało zebrane, język udało się choć odrobinę podszlifować, a siostrę wkurzyć.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodatkowo, powracając do początków, luty obfitował w istotne wydarzenia, bo prócz sesji, było także coś dla ducha. Tak, więc z tym „dla ducha” mogłem spędzić wakacje w pogoni za funtami i zobaczyć jak się żyje z takim duchem w jednym mieszkaniu. Teraz, długo już po wakacjach oraz w nowym roku, możemy podejmować próby szukania wspólnego mieszkania, tak by Kwiat był cały i duch szczęśliwy. A jak! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawa jazdy dalej nie mam. Smutno. Nie chce mi się. To akurat normalne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzednie refleksje: &lt;a href="http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/jedzmy-z-ta-tradycja-skoro-od-innych.html"&gt;Refleksja '09&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://through-the-life.blogspot.com/2008/12/refleksja-08.html"&gt;Refleksja '08&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-818742354115657255?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/818742354115657255/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/01/refleksja-10.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/818742354115657255'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/818742354115657255'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2011/01/refleksja-10.html' title='Refleksja &apos;10'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-35206052078406141</id><published>2010-12-24T14:19:00.000+01:00</published><updated>2011-11-11T19:15:36.770+01:00</updated><title type='text'>Mery, Mery Krismes</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;amy zaraz święta, jest wielka radość, ponownie wielkie zamieszanie i przestawienie naturalnego trybu życia – jak to podczas przyjazdu brakujących elementów rodziny, które wprowadzają ogólny chaos, a przede wszystkim nieład. Są nieporozumienia i irytacja. A jakże. Ale ktoś zawinił w przeszłości, teraz widzi jedynie tego efekty, z którymi już, niestety, nic nie może zrobić.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karpia jeść nie będziemy, a przynajmniej ja. Nie będziemy brzmi lepiej, czuje się wtedy nie tak osamotniony w moim jadłospisie. A jakże! Trzeba będzie składać życzenia – to przetrwamy, a później będzie smaczne jedzenie. Tylko kolędy, szczególnie angielskie, mnie niemiłosiernie męczą. Nie lubię ani samych kolęd, ani ich śpiewania.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Medyk nie doszedł do stajenki – to plus, bo takie chodzenie z lampionami po kawałku kartki na ścianie było głupie oraz skrajnie nieodpowiedzialne i wyzywające – czy ktoś pomyślał czy nie rani moich uczuć niereligijnych?! No właśnie, nikt. Czuję się oburzony, więc pewnie skoczę z jakiegoś mostku albo lepiej 70-cio centymetrowego murku koło naszych sklepów i przedszkola. Jeszcze zrobię dwa piękne ślady w śniegu, którego już niewiele pozostało. Albo – jak się wywalę – to jeden wielki ślad. Taki świąteczny artyzm. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i Małysz będzie pierwszego latał, znaczy skakał, bo to ledwie duża skocznia, a ja, jeśli dojadę w sylwestrowym ścisku PKP, pewnie będę dalej spał po nocy. A budząc się zacznę autorską gehennę. Fak je. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-35206052078406141?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/35206052078406141/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/12/mery-mery-krismes.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/35206052078406141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/35206052078406141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/12/mery-mery-krismes.html' title='Mery, Mery Krismes'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6581678455965226757</id><published>2010-12-13T22:46:00.003+01:00</published><updated>2011-11-11T19:15:50.795+01:00</updated><title type='text'>Facepalm nad portretem nowego typu faceta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Z&lt;/span&gt; podziwu wyjść nie mogę dla tego określonego typu mężczyzn. Co dzień niemal przed zbudowanym naprędce ołtarzem, przy akompaniamencie blisko pół setki różnej maści świec, staram się oddać im należyty hołd. Tak, więc, biję niskie pokłony, wznosząc błagalne modlitwy, by dłużej i bez żadnego skrępowania mogli robić to, co tak dobrze robili do tej pory, nie pokazując przy tym najmniejszej oznaki, że coś jest jednak nie tak – najlepsi aktorzy! O brawa im Panowie i Panie! Brawa, gdyż zaprawdę, nigdy i nigdzie nie widziałem tak wielu wybitnych mężczyzn, różnych, zacietrzewionych w jednej racji, jako najlepsi aktorzy utożsamiający się z graną przez siebie postacią. Majstersztyk!  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TQaUzinRufI/AAAAAAAACp8/PO387ODfr8o/s1600/torba1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TQaUzinRufI/AAAAAAAACp8/PO387ODfr8o/s320/torba1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Marek Kondrat powiedziałby, że wręcz „nie ma chuja we wsi” na tych facetów. Są genialni i niepowtarzalni. A przy tym tak różni. Z kolei, jak to Medyk właśnie przed chwilą ujął: „on jest głupi, bo nosi, ona jest głupia, bo daje” [cokolwiek miał przy tym na myśli]. Ale kto by słuchał Medyka, człowieka bez najbardziej lichego tytułu czy nawet stopnia naukowego, bez własnej książki Rekowskiego, leworęcznego, a na dodatek określającego się mianem Tomasza Zza Rzeki. No właśnie – niewielu. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6581678455965226757?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6581678455965226757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/12/facepalm-nad-portretem-nowego-typu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6581678455965226757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6581678455965226757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/12/facepalm-nad-portretem-nowego-typu.html' title='Facepalm nad portretem nowego typu faceta'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TQaUzinRufI/AAAAAAAACp8/PO387ODfr8o/s72-c/torba1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-4059556740089034998</id><published>2010-12-03T16:08:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T19:16:22.937+01:00</updated><title type='text'>Zimo wy... odejdź</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;iałem wcześniej już pisać o tej złowieszczej i jakże zdradliwej aurze, panującej od kilku dni za oknem, a jak wyjdzie człowiek na zewnątrz [coby nie urazić nikogo – zarówno tych od dworu, jak i tych od pola], to także w bezpośredniej bliskości.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory nic właściwie nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Przyszła ta znienawidzona zima, która &lt;i&gt;suma summarum&lt;/i&gt; nic konkretnego w swojej ofercie dla mnie nie ma, bo Kwiatek ani na nartach nie jeździ, ani bałwanów już nie lepi; za to musi dużo spacerować, co skutecznie utrudnia mu właśnie zima. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj ta zdradziecka ladacznica pokazała również swe prawdziwie paskudne oblicze, już nie tylko plując wiatrem i płatkami śniegu w oczy. Wracając z szybkich zakupów ze sklepu naprzeciwko akademika, pośliznąłem się na pierwszym stopniu schodów prowadzących do &lt;span style="letter-spacing: 3px;"&gt;Zjednoczonego w Libacji Królestwa Zakazu Palenia&lt;/span&gt;. Łuup i Kwiat wylądował na wpół przytomny na chodniku. Ale bez uszczerbku na zdrowiu. Za to kolega, ten to już, co innego – trzeci stopień schodów, a więc wysokość nieporównywalnie większa i masz ci los – biodro go boli.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mógłby ktoś, choć trochę te schody odśnieżyć, skoro i tak nawet najmniejsza ilość wody na płytkach wyłożonych na schodach jest nieobliczalna, to można by się domyślić, że woda z domieszką kupek rozmiękczonego śniegu Stanowic będzie podwójne ryzyko...   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale żeby nie było, iż tylko narzekam. Jak już pada śnieg i nic nie topnieje pod nogami, to drzewa wyglądają wręcz cudownie z tą płachtą śniegu na sobie. Zimy nie lubię jednak dalej tak samo, a może nawet odrobinę bardziej.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-4059556740089034998?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/4059556740089034998/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/12/zimo-wy-opdejdz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4059556740089034998'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4059556740089034998'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/12/zimo-wy-opdejdz.html' title='Zimo wy... odejdź'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-1109832369805421822</id><published>2010-11-21T23:50:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T19:16:28.877+01:00</updated><title type='text'>Poszli z dymem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;P&lt;/span&gt;rawo można robić dobre, tak by w sposób użyteczny służyło w praktyce tym, dla których jest robione. Niestety, kij dwa końce ma, więc zdarzają się również buble prawne. Dokładnie za taki uważam zaostrzenie ustawy dotyczącej ograniczenia palenia w miejscach publicznych.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko z wierzchu jest jak należy. Mówmy „nie” paleniu, szczególnie, jeśli biernego palacza zmusza się, by wdychał dym z cudzego papierosa. Tego przecież nikt nie lubi i jest to w pełni zrozumiałe, tym lepiej, że sam nie palę. Niestety, również w tym przypadku na sprawę trzeba spojrzeć z drugiej strony.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwyczaj akademicki nakazywał palaczom wychodzić spoza pokoju i palić koło któregoś z dwu okien na korytarzach – albo na jego jednym, albo na drugim końcu. Kto, gdzie miał bliżej, tam palił. Wszystko było jak należy – garnek, jako popielniczka, uchylone okno dla lepszego przepływu powietrza. Teraz to znikło, a pojawił się znak przekreślonego papierosa i wrzask portiera, grożącego nagraniem z kamery przymocowanej nad głowami palaczy i pięcioma stówkami mandatu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TOmiC8DQmeI/AAAAAAAACp4/7MJ3vZQ7uZI/s1600/Zdj%25C4%2599cie0402.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TOmiC8DQmeI/AAAAAAAACp4/7MJ3vZQ7uZI/s320/Zdj%25C4%2599cie0402.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Z tego powodu teraz alternatywą jest palenie na klatce schodowej, gdzie okna żadnego chyba otworzyć nie idzie lub w kiblu, przy oknie. Jednak za żenujące uważam zmuszanie palaczy do palenia i rozmów przy tej czynności w obecności panujących nieprzerwanie odgłosów defekacji czy sikania. Z drugiej strony żal mi ludzi w kabinach. Pomyślcie – wypróżniać się przy udziale publiczności. Wychodząc z kabiny można narazić się na oklaski w uznaniu za wykonaną pracę... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porażka na całej linii. Nikt nie może być z nowej ustawy zadowolony. Chyba jedynie tek, kto ma ochotę w tym samym czasie nie tylko na papierosa.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-1109832369805421822?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/1109832369805421822/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/poszli-z-dymem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1109832369805421822'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1109832369805421822'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/poszli-z-dymem.html' title='Poszli z dymem'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TOmiC8DQmeI/AAAAAAAACp4/7MJ3vZQ7uZI/s72-c/Zdj%25C4%2599cie0402.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5505221975192950981</id><published>2010-11-17T00:38:00.000+01:00</published><updated>2011-11-11T19:16:36.174+01:00</updated><title type='text'>Z worem przez świat</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;N&lt;/span&gt;ie wiem czy to nowa moda, czy też staropolski obyczaj z rodowodem zakorzenionym w czasach głębokiej komuny, ale z całą pewnością jest śmieszny, zarazem żenujący, przypominając czysto wsiowe wychowanie [nie obrażając niezasługujących na to wieśniaków].  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chodzi o worki na śmieci, które ludzie mają skłonność wystawiać przed drzwi. I tak trzymają je godzinę, kilka godzin czy nawet parę dni, chyba w nadziei, że przyjdzie chwila natchnienia, która poniesie ich aż do samego śmietnika, by móc wyrzucić w końcu tenże worek na śmieci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachowanie o tyle dziwne, co rzadko przeze mnie spotykane. Na Śląsku tego nie doświadczyłem przez 19 lat życia; w Rzeszowie póki, co natknąłem się na to dwukrotnie. Na początku był krótki epizod z workami stojącymi na korytarzu akademika, ale zdaje się, iż kierownictwo napiętnują tak postępujących zuchwalców, ukróciło ten proceder. Drugim razem, systematycznie już z kolei, zauważyłem i dalej zauważam takie praktyki w jednym z bloków, gdzie ostatnio pojawiam się codziennie lub w najgorszym wypadku kilka razy w tygodniu.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym bardziej mnie to dziwi. Studenci, jacy są każdy widzi – z roku na rok coraz gorsi. Społeczeństwo, zdaje się, że również. Ale we wspomnianym bloku mieszkają raczej ludzie już z plecakiem doświadczeń i mętnym wspomnieniem szkoły w głowie, więc takie rzeczy wyglądają dziwacznie oraz uwłaczają mojemu poczuciu estetyki i dobrego wychowania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5505221975192950981?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5505221975192950981/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/z-worem-przez-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5505221975192950981'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5505221975192950981'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/z-worem-przez-swiat.html' title='Z worem przez świat'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6115884913268953849</id><published>2010-11-12T15:30:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T19:16:42.432+01:00</updated><title type='text'>Pstrokate wspomnienia na tle muru</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;W&lt;/span&gt; poprzednim roku, to już tyle czasu minęło – wow, pisałem o wystrojonym w odświętne piórka Urzędzie Wojewódzkim. Co kilka metrów zlepek trzech biało-czerwonych flag, ku uczczeniu pamięci odzyskania niepodległości przez naszą miodem i mlekiem [w przyszłości] płynącą ojczyznę, za którą tak liczni krew swoją oddali.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pijąc akurat kawę, więc mam podstawy, aby myśleć, iż jest to idealna chwila, by powrócić do &lt;a href="http://through-the-life.blogspot.com/2009/11/patriotyzm-kawa.html"&gt;notki dokładnie sprzed roku&lt;/a&gt;. Wszak tam również kawa i niepodległość. Tym razem chciałem jednak uzupełnić jedynie wpis o adekwatne zdjęcie; wszystkie przemyślenia na temat naszego patriotyzmu, okazywanego w szczególność w dni takie jak 11 listopada, podtrzymuję i nijak nie mam ochoty ponownie rozpisywać się na temat zagadnienia omawianego już wcześniej.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to wygląda w rzeczywistości: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TN1PI_kc-aI/AAAAAAAACpo/XZFaxm3UT9s/s1600/Zdj%25C4%2599cie0387.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TN1PI_kc-aI/AAAAAAAACpo/XZFaxm3UT9s/s320/Zdj%25C4%2599cie0387.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6115884913268953849?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6115884913268953849/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/pstrokate-wspomnienia-na-tle-muru.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6115884913268953849'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6115884913268953849'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/pstrokate-wspomnienia-na-tle-muru.html' title='Pstrokate wspomnienia na tle muru'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TN1PI_kc-aI/AAAAAAAACpo/XZFaxm3UT9s/s72-c/Zdj%25C4%2599cie0387.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2369990090972705576</id><published>2010-11-11T00:54:00.000+01:00</published><updated>2011-11-11T19:16:49.670+01:00</updated><title type='text'>Kazik: wolność, po co wam wolność?!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;B&lt;/span&gt;rat bliźniak, ten sam – zły i nieposłuszny, zaatakował w nocy. Może bylibyśmy przygotowani, ale naprawdę nic wcześniej nie wskazywało na rychłe przybycie brata. Ot, spokojne picie w ilościach dających się kontrolować tak samo, jak i wykonywane po nich czynności. Tym razem było jednak inaczej niźli do tej pory. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natarcie nastąpiło w środku nocy, czy jak lepiej to ująć, kiełkującym ledwie porankiem. Zaprawdę, było natychmiastowe i niespodziewane. Element zaskoczenia, tak istotny w każdej sztuce wojennej, zadziałał bezbłędnie, powodując powstanie ogromnej wyrwy, przez którą już spokojnie przedostać się mogła kolejna, jeszcze potężniejsza, fala uderzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z początku jak zwykle niewinnie, lecz z pełną stanowczością ruchów. W końcu to ambicja spełnienia znanych każdemu celów była jej prowodyrem, toteż inaczej być nie mogło. Na to już wszyscy są niejako przygotowani; „Kazikujemy do rana” i nie ma rady. Trzeba ruszyć dupę– nie ma, że boli. No chyba, że gardło, bo gardło właśnie jest tutaj ważne. I do wlewania, i do przysłowiowego wydzierania ryja.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to już historia splotła nadmiar alkoholu z ambitną muzyką, że do dziś dnia tradycja zalewania robaka przy akompaniamencie najjaśniejszych gwiazd muzycznego nieboskłonu jest żywa i ma się dobrze. Jedynie następnego ranka zdycha i wyje z bólu istnienia, prosząc o kulę przeznaczoną specjalnie dla niej. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2369990090972705576?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2369990090972705576/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/kazik-wolnosc-po-co-wam-wolnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2369990090972705576'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2369990090972705576'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/kazik-wolnosc-po-co-wam-wolnosc.html' title='Kazik: wolność, po co wam wolność?!'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-3117404700659982459</id><published>2010-11-05T02:43:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T19:16:55.246+01:00</updated><title type='text'>Etos, który rozmienił się na drobne</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Ś&lt;/span&gt;rodowisko studenckie już od dawna w naszej świadomości przestało być utożsamiane na równi z takimi przymiotnikami jak „inteligenckie” czy „elitarne”. Co więcej, obecnie studencki etos postrzegany jest głównie przez pryzmat bezrobocia oraz pretensjonalnego ubóstwa czy wreszcie wściekłych libacji, jak ładnie określa się bezcelowe, w gruncie rzeczy, zalewanie mordy w mniej lub bardziej znanym towarzystwie, gdzie niejako już sama znajomość imienia drugiej osoby – tym bardziej płci przeciwnej – jest dobrą podwaliną do włożenia ręki w majtki i pogrzebania chwilę w równikowej krainie rozkoszy.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pięcioletnia hibernacja wskaźnika bezrobocia – mniej więcej taką rolę spełniają dzisiaj studia wyższe, na które coraz łatwiej się dostać, bo wymagania lecą na łeb na szyję. Dlatego, jeśli naprawdę się tego chce, już nic nie może nas przed tym powstrzymać. Magistrów coraz więcej. Trochę szczęścia, może ambicji oraz cwaniactwa, a po pięciu latach dyplom ukończenia uczelni i tytuł magistra, którym można by zaszpanować niskolotnemu licealiście – w garści. Niestety, wymagania na rynku pracy, odwrotnie proporcjonalnie do wymagań uczelni, poszły w górę. Tytułowanie się magistrem nie dość, iż dziś można by uznać za &lt;i&gt;passe&lt;/i&gt;, to niczego nie ułatwia.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tony uczelnianych produktów: prostackich cwaniaków i pseudointeligencików oraz ich cykliczne hurtowe dostawy, są przyczyną znacznej efemeryczności zachłyśnięcia się przekonaniem o byciu kimś ponad, o byciu „kimś”. Choć, to dobrze. Napuszoność jest wadą równie irytującą, co nadgorliwa słodkość w codziennym obyciu.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak długo spokojnie można znosić kobietę (niech będzie to kobieta dla potrzeb przykładu, który, co więcej, będzie hiperbolizacją problemu), która dzień w dzień, systematycznie jak chomik biegający w swoim kołowrotku, sprawia, że rysowany w twoim mózgu obraz życia zamienia się w supersłodki cukierek z przenikliwą nicością w środku zamiast nadzienia? Jak długo oglądać tę degrengoladę umysłów, obyczajów i standardów można z bezdźwięczną neutralnością ruchów akceptować? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak tsunami, tak fala kiczowatości najnowszych wzorców zalewa teraźniejszość, zmuszając do ustąpienia pod swym naporem ostatnie plaże, a wraz z nimi te nieliczne jednostki pozbawione ucisku mózgu i pełne normalności, na którą można by się śmiało zgodzić i do niej przystać, jeśli jest się chociaż odrobinę zdroworozsądkowym &lt;i&gt;homo sapiens&lt;/i&gt;.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;In spe&lt;/i&gt; myślę jednak powyrzynać własne podwórko. Wcale, to nie groźba, lecz naturalna kolej rzeczy. Ostatni oddział bastionu umysłu, który świadomy nieuchronności bezwzględnej porażki, wznosi się na wyżyny umiejętności, wyzbywa się planów, przemyśleń, pragnień. Poza jednym – w cieniu rzucanym przez ściany wąwozu Termopile, chce zadać cios ostateczny, majestatyczny, maksymalnie śmiercionośny, choć w końcowym rozrachunku – marginalny. Chce móc spojrzeć w lustro i widzieć człowieka mającego czyste sumienie, mimo że spalonego.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podpisano, &lt;br /&gt;Przedstawiciel Środowiska Studenckiego  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-3117404700659982459?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/3117404700659982459/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/etos-ktory-rozmieni-sie-na-drobne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3117404700659982459'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3117404700659982459'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/etos-ktory-rozmieni-sie-na-drobne.html' title='Etos, który rozmienił się na drobne'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8649352798962974614</id><published>2010-11-01T18:47:00.002+01:00</published><updated>2011-11-11T19:17:29.895+01:00</updated><title type='text'>Na bani</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;J&lt;/span&gt;ak się szuka natchnienia? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dajmy na to – pisarz. Co trzeba zrobić, by nim zostać? A może trzeba nim po prostu być i nijak nie da się posiąść potrzebnych umiejętności.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo trzeba pracować na bani, kiedy człowiek staje się o niebo wrażliwszy i ma część norm tak towarzyskich, jak i pisarskich zwyczajnie w dupie i robi to, na co ma akurat prawdziwą ochotę, np. idzie po wino, mimo że mróz, że ciemno – a chce się.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtedy wszystko przybiera postać maksymalnie uproszczoną. Nawet własna twórczość wyjęta spod niewoli konwenansów literackich zaczerpniętych z tego, co się przeczytało. Wówczas patrzy się na nią przychylniejszym okiem. Serce raduje się zupełnie jak w momencie zrobienia czegoś własnymi rękoma - prezentu na przykład. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8649352798962974614?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8649352798962974614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/na-bani.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8649352798962974614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8649352798962974614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/11/na-bani.html' title='Na bani'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5908436607778187114</id><published>2010-10-27T02:34:00.005+02:00</published><updated>2011-11-11T19:17:36.346+01:00</updated><title type='text'>Palikota polityczne panaceum na całe zło</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;P&lt;/span&gt;rzedwczoraj, tj. 25 października odbyło się w Rzeszowie spotkanie z Januszem Palikotem. W jego ramach były polityk PO agitował na rzecz swego Ruchu Poparcia, przedstawiając najnowszą myśl polityczną swojego autorstwa, którą śmiało można nazwać także reformatorską. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się od blisko dwudziestominutowego oczekiwania na naczelnego showmana polskiej sceny politycznej. W niby sporej, ale jednak nie dającej sobie rady z dużym zainteresowaniem sali nie dość, że było tłoczno, to i z klimatyzacją były problemy – a może jej tam w ogóle nie było? W każdym razie mnie przyszło oglądać Palikota w pozycji stojącej [przez bite dwie godziny] z prawego profilu i odległości czterech metrów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TMdyTEoVRaI/AAAAAAAACpA/gixsujnP7-Y/s1600/Zdj%C4%99cie0372.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TMdyTEoVRaI/AAAAAAAACpA/gixsujnP7-Y/s200/Zdj%C4%99cie0372.jpg" width="166" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Palikot zaczął od poruszenia tematu morderstwa w biurze poselskim PiS-u. Przy okazji często powtarzał, że [Jarosław] Kaczyński zbija na tej, jak i poprzedniej tragedii kapitał polityczny. Dalej było o tym, że życie polityczne w Polsce jest mniej więcej na poziomie rynsztoka, a w parlamencie zasiadają nie wartościowi ludzie, lecz miernoty których nie widać i które za swój naczelny cel obrały jedynie „nachapanie się” z koryta w czasie kadencji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tym akurat trudno się nie zgodzić. Jak również z poglądem jakoby wartościowych, w miarę kompetentnych, a przy tym i rozpoznawalnych ludzi odsuwano na margines polityczny już wtedy, gdy zbyt mocno zaczną umacniać swą pozycję w partii, co mogłoby zagrozić rychłymi zmianami w jej kierownictwie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zważywszy m.in. na wymienione powody, Palikot przedstawił swoją najnowszą myśl polityczną, dążącą do uzdrowienia systemu politycznego, zawartą w pięciu postulatach:  &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Pierwszy to kadencyjność funkcji publicznych. – Bo kto odważy się odwołać Kaczyńskiego, z funkcji prezesa partii? – pytał zgromadzonych na sali zwolenników. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi to możliwość odwołania się od decyzji sądu partyjnego do sądu powszechnego. – Żeby posłów Jakubiaka, Dorna, Palikota i Kalisza nie można było bezkarnie wyrzucać z partii – grzmiał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci punkt planu to jednomandatowe okręgi wyborcze. Czwarty - ograniczenie liczby posłów i likwidacja albo modyfikacja Senatu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piąty - ograniczenie subwencji dla partii o 90 proc. albo odpis od podatku. – Wtedy każdy podatnik sam zdecyduje, czy ma swoje pieniądze przekazać na partię, organizacje pożytku publicznego czy na Kościół. - Bo czy normalne jest, że za nauczanie religii bierze się pieniądze? – pytał zgromadzonych&lt;sup&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=7710296368286002345#fn1"&gt;1&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to z jego ust brzmi ładnie, a nawet pięknie, ale cóż z tego? Dwa ostanie postulaty, czyli ruszenie Senatu i znacznej części parlamentu oraz obcięcie dotacji dla partii są żywo bijącym w oczy czystym populizmem. Kto będzie decydował o realizacji tychże dwu propozycji? W niczyim interesie nie leży zaciskanie pętelki na własnym gardle. Szczególnie w naszych postkomunistycznych realiach, gdzie zrzeczenie się funkcji publicznej po jeździe po pijaku i potrąceniu pieszego jest nie do pomyślenia, bo co tam - tylko mnie się taka wpadka przytrafiła? Poza tym ładna kasa, to szkoda było by źródełko wysuszyć.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończąc jedna uwaga dotycząca tego typu zgromadzeń. Nie lubię i bardzo mnie irytuje jedna cecha debat w naszej szerokości geograficznej. Mianowicie chodzi o krzykaczy, którzy albo nie dadzą dojść do głosu, albo ten głos próbują odebrać. Za jednym, jak cień, rusza kolejnych kilku debili i robi się zamęt oraz publicznie piętnowanie konkretnego człowieka – bo za długo mówił, bo „źle” mówił [nie po naszemu]. Prostactwo takich jednostek mocno we mnie uderza i odpycha zarazem od takich zebrań – głównie z podtekstem ideologicznym.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr ;="" align="left" border="none" noshade="noshade" size="0.5px" width="100px" /&gt;&lt;div style="font-size: 80%;"&gt;&lt;sup id="fn1"&gt;1&lt;/sup&gt; cytat za &lt;a href="http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20101025/RZESZOW/623949873"&gt;www.nowiny24.pl&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5908436607778187114?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5908436607778187114/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/10/palikota-polityczne-panaceum-na-cale-zo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5908436607778187114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5908436607778187114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/10/palikota-polityczne-panaceum-na-cale-zo.html' title='Palikota polityczne panaceum na całe zło'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TMdyTEoVRaI/AAAAAAAACpA/gixsujnP7-Y/s72-c/Zdj%C4%99cie0372.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-4108324274763803152</id><published>2010-10-23T23:21:00.003+02:00</published><updated>2011-11-11T19:17:43.349+01:00</updated><title type='text'>Wirtualna interakcja z rzeczywistością</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;W&lt;/span&gt;łaśnie przeczytałem ciekawy wpis na blogu &lt;a href="http://sports.yahoo.com/nhl/blog/puck_daddy/post/After-Burish-s-hockey-video-game-apology-others;_ylt=AiUUcs.zO51LBNRv1JqKzax7vLYF?urn=nhl-279269"&gt;Puck Daddy&lt;/a&gt; [blog jest częścią działu sportowego Yahoo!, poświęconemu konkretnej NHL], że Adam Burrish – prawdziwy hokeista, występujący w barwach Dallas Stars – przeprosił jakiegoś internautę za to, że w czasie gry w EA NHL 11 [dla jasności – to taka gra na konsolę] Adam Burrish – występujący tu już nie we własnej osobie, a będący sztuczną inteligencją – przerwał akcję drużyny sterowanej przez wspomnianego wcześniej internautę, przez co ten nie mógł doprowadzić do remisu i w rezultacie tego przegrał mecz ze swoim znajomym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I niech ktoś powie, że przez gry wideo trafi się kontakt z realnym światem! Jak się chce, to można. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-4108324274763803152?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/4108324274763803152/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/10/wirtualna-interakcja-z-rzeczywistoscia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4108324274763803152'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4108324274763803152'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/10/wirtualna-interakcja-z-rzeczywistoscia.html' title='Wirtualna interakcja z rzeczywistością'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8030845542078485663</id><published>2010-10-22T19:02:00.001+02:00</published><updated>2011-11-11T19:17:49.312+01:00</updated><title type='text'>Internet zrobi sławę z każdego - potrzebny tylko powód</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Z&lt;/span&gt;astanawiam się nad tym, co trzeba mieć w głowie w danej chwili, żeby na wizji „rzucić mięsem”? Chociaż, pal licho to rzucanie – przecież każdemu może się zdarzyć podobna historia. Może to wyczerpanie mózgu, jego przemęczenie albo zły poranek, bo, np. kierowca nadjeżdżająco samochodu, miał w czarnej dupie stojących koło przejścia dla pieszych ludzi i z całą prędkością wjechał w kałużę, która – łup! dup! – przemieściła się na płaszcze przechodniów. I tak się wewnątrz zaczęło gotować, aż – masz ci los! – w końcu wykipiało. Szkoda, że w czasie nagrywania, ale natura człowieka nie wybiera, prawda? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A do czego piję? Kandydat na radnego zaliczył potężną wtopę – tak z polityczno-społecznego punktu widzenia, gdyż pewnie w oczach wyborców takie zainteresowanie sprawami bieżącymi i, koniec końców, ważkimi dla lokalnej społeczności nie będzie odebrane zbyt przychylnie przez tychże wyborców, jak i z perspektywy internauty mającego niezły ubaw i myślącego już o tym jak przywitają radnego jego ziomkowie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/WB4M0oGQQoU?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/WB4M0oGQQoU?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt; &lt;br /&gt;Politykowi z ramienia PO zabrakło świadomości tego, iż program-debata leci na żywo i nie ma możliwości żadnych poprawek oraz modyfikacji. Żadne to jednak usprawiedliwienie. Dlatego za wykazanie się głupotą, a nade wszystko za przejaw nierozsądku politycznego, trzeba będzie zapewne zapłacić. Pytanie brzmi: kto wyciągnie poważniejsze konsekwencje – zarząd partii czy elektorat?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na deser &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=fw3ob0LPSoo"&gt;prześmiewcza parodia&lt;/a&gt;.    &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8030845542078485663?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8030845542078485663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/10/internet-zrobi-sawe-z-kazdego-potrzebny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8030845542078485663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8030845542078485663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/10/internet-zrobi-sawe-z-kazdego-potrzebny.html' title='Internet zrobi sławę z każdego - potrzebny tylko powód'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-4439811060625097126</id><published>2010-10-18T02:51:00.000+02:00</published><updated>2011-11-11T19:17:56.383+01:00</updated><title type='text'>Najchętniej znajdą jej rodzinę zastępczą</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;W&lt;/span&gt; Rzeszowie przebywam mniej więcej rok i rozumiem, że dla władz miasta posiadanie w ścisłym centrum górującego nad okolicą Pomnika Czynu Rewolucyjnego nie jest stanem zadowalającym i może prowadzić do zażenowania. Bo pozostałość komunistycznej myśli architektonicznej w panoramie miasta z uwagi na swój kształt, zaznacza się bezkompromisowo – albo lubi się ten widok, albo nie&lt;sup&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=7710296368286002345#fn1"&gt;1&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TLuZg3ui50I/AAAAAAAACoc/2q7xWB7N6qc/s1600/SP_A0007.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TLuZg3ui50I/AAAAAAAACoc/2q7xWB7N6qc/s320/SP_A0007.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jednak, jakkolwiek postrzegana, &lt;span style="letter-spacing: 3px;"&gt;Wielka Cipa&lt;/span&gt; na stałe wpisała się w świadomość lokalnej społeczności, wychodząc przy tym dużo dalej niż granice miasta. Ten fakt miejscowi politycy z pewnością zauważyli, nie mając najmniejszych możliwości jego  podważenia. Mimo to robią całkiem dużo, by niechciany potomek towarzyszy sprzed lat był spychany na margines, poza światła reflektorów i zainteresowanie mas.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zgłębiłem jak dotąd przyczyn takiego postępowania władz miasta oraz źródeł niezadowolenia ze stanu obecnego. Może to chęć rozliczenia czerwono-ludowej przeszłości ze swych nikczemności, rodzaj walki o zapomnienie i postawienia grubej krechy między starym i nowym ładem w ramach urzeczywistniania sloganu „Rzeszów: miasto innowacji”. A może chodzi o pieniądze?  W każdym razie Pomnik przegrywa w pojedynku z mgłą i każdej nocy zapomniany ginie w świetle reflektorów skupionych na Urzędzie Wojewódzkim, który tuż nieopodal stoi dumnie, reprezentując również socrealistyczną wizję budowlaną. A szkoda majestatycznego monumentu, wizytówki miasta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr ;="" align="left" border="none" noshade="noshade" size="0.5px" width="100px" /&gt;&lt;div style="font-size: 80%;"&gt;&lt;sup id="fn1"&gt;1&lt;/sup&gt;Choć ja zupełnie inaczej postrzegam ten pomnik – mnie się nad wyraz podoba.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-4439811060625097126?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/4439811060625097126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/10/najchetniej-znajda-jej-rodzine.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4439811060625097126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4439811060625097126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/10/najchetniej-znajda-jej-rodzine.html' title='Najchętniej znajdą jej rodzinę zastępczą'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TLuZg3ui50I/AAAAAAAACoc/2q7xWB7N6qc/s72-c/SP_A0007.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-3200154663325139209</id><published>2010-09-27T18:50:00.001+02:00</published><updated>2011-11-11T19:18:02.193+01:00</updated><title type='text'>Przesłuchiwanie bez celu ani do skutku</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;P&lt;/span&gt;owrót do domu oznaczał nie tylko domowe obiadki, jakich nigdy dość. Po paru miesiącach emigracyjnego wypędzenia, w końcu nastąpiło kilka dni oddechu. A dzięki temu można ponownie wziąć się za słuchanie albumu Lao Che „Powstanie Warszawskie”, który niezmiennie porywa, podoba się i stwarza kapitalny nastrój. Wydaje mi się, że jest to jeden z najlepszych albumów jakie kiedykolwiek słyszałem. Cały album, nie tylko jakaś jego konkretna cząstka.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podoba mi się jego brzmienie, nastrój, kompozycja. Dosłownie wszystko i jeszcze więcej. A ostatnio, w ramach poszerzania horyzontów znalazłem coś takiego - równie dobre, do odtwarzania przez długie dnie: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object width="400"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/a69iM4knYsg?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/a69iM4knYsg?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="300"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-3200154663325139209?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/3200154663325139209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/09/przesuchiwanie-bez-celu-ani-do-skutku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3200154663325139209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3200154663325139209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/09/przesuchiwanie-bez-celu-ani-do-skutku.html' title='Przesłuchiwanie bez celu ani do skutku'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6342163383168512661</id><published>2010-09-23T22:52:00.001+02:00</published><updated>2011-11-11T19:18:08.806+01:00</updated><title type='text'>Relatywizm, czyli drzazgę widzisz, belki już nie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;J&lt;/span&gt;esień nie tylko kalendarzowa, zdaje się, ale i rzeczywista powoli zaczyna stawiać pierwsze kroki, co widać mniej lub bardziej w lesie. Liście tu i tam pożółkłe, niektóre już na ziemi, drzewa już bardziej opadnięte niż jeszcze jakiś czas temu, a w powietrzu czuć już nadchodzący chłód. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten klimat sprzyja siedzeniu w domu, dlatego powoli trzeba przeistaczać się w ciepłolubnego domatora. Napływający czas trzeba na coś spożytkować, toteż czemu by nie  zagrać w farmę - ale nawet już nie tę facebookową, ale w Farmeramę, czyli kompletnie oddzielną aplikację. I tak, co dwie godziny zbierać chmiel, pszenicę, wyczyścić koryto świninom, zebrać jabłka i sprzedać je na wirtualnym rynku, a za zarobione siano grosze postawić jakiś pomnik czy wybudować rodeo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ci wszyscy hipokryci mają mi do zarzucenia to, że własnoręcznie zarobione pieniądze chce, w części, przeznaczyć na kupno konsoli i dwu-trzech gier, określając taki postępek mianem dziecięcego i nieprzystojącego komuś kto nosi na karku już dwadzieścia wiosen... &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6342163383168512661?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6342163383168512661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/09/relatywizm-czyli-drzazge-widzisz-belki.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6342163383168512661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6342163383168512661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/09/relatywizm-czyli-drzazge-widzisz-belki.html' title='Relatywizm, czyli drzazgę widzisz, belki już nie'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6057968818396946444</id><published>2010-09-17T21:45:00.000+02:00</published><updated>2011-11-11T19:18:16.203+01:00</updated><title type='text'>Krócej</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;S&lt;/span&gt;topień rozwoju cywilizacji zaznacza się w przede wszystkim w szeroko pojętej kulturze. A ta z kolei im bardziej rowinięta, tym bardziej skora do pełnej swobody i dowolności w myśleniu, a także w działaniu. Rozwinięta kultura ujawnia się też poprzez stopień podejścia do seksualności – im mniej skrępowania i więcej wyuzdania, tym, i tu mamy pewność, większe rozpasanie kulturalne danego społeczeństwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naturalny bieg wydarzeń, rozwój i idące w parze z nim jej [kultury] przekształcenia unaocznia poniższy obrazek, znalezniony w marcowym wydaniu Vogue'a, który sobie przeglądałem w czasie pełnienia najnudniejszej funkcji w moim biurze – prysznicowego klucznika. Z braku laku wlaśnie Vogue; alternatywą były dwa wydania innego kolorowego czasopisma, z tym, że litewskiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TJPFESUoXxI/AAAAAAAACn0/lYZ0_zJI2Zg/s1600/Zdj%C4%99cie0335.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" qx="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TJPFESUoXxI/AAAAAAAACn0/lYZ0_zJI2Zg/s320/Zdj%C4%99cie0335.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6057968818396946444?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6057968818396946444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/09/krocej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6057968818396946444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6057968818396946444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/09/krocej.html' title='Krócej'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TJPFESUoXxI/AAAAAAAACn0/lYZ0_zJI2Zg/s72-c/Zdj%C4%99cie0335.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8071247305974369746</id><published>2010-09-04T23:22:00.014+02:00</published><updated>2011-11-11T19:18:26.782+01:00</updated><title type='text'>Życie w kratkę</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;J&lt;/span&gt;ak się żyje wie każdy, kto skończył mniej więcej żłobek i zaczął płynnie poruszać się na swych dwu dolnych kończynach. Aczkolwiek całe przedstawienie zwane życiem jest pełne bezwzględnego relatywnizmu, mającego źródła tak w wieku, jak i w położeniu danej jednostki. Toć to jasne, jak oświetlenie firmy OSRAM.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z punktu widzenia polskiego studenta, może nie w tak beznadziejnej sytuacji jak ten stereotypowy, prowadzenie żywota w kraju takim jak nasza ukochana i z niekłamanym trudem trwająca ojczyzna jest co najmniej utrudnione. Raz, że na uczelni pełno pierdół, drogich podręczników [a ksera przecież na policyjnym oku zawęziły gamę swoich usług], egocentrycznych i ekscentrycznych wykładowców, dla których słowo „sprawiedliwość” bodaj nie istnieje, zaś czarny humor towarzyszy im nieodmiennie, jak śniadanie przed pracą.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa, iż poza uczelnią też droga, a możliwości niby ograniczone – nie wiem dokładnie, nie sprawdzałem nazbyt gorliwie. Ale spójrzmy na możliwości zdobycia pracy na pół etatu albo tylko na weekendy. Marne, w takich miejscach jak Podkarpacie, mimo iż wielkousta metropolia – Rzeszów.  Jeść trzeba, ubrać też trzeba, a od czasu do czasu przydało by się nawet zmienić i odświeżyć image. To wszystko kosztuje nader dużo, w porównaniu do tego co zastać można w najdroższym mieście Anglii, a i niby w całej w Europie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ceny jedzenia są niższe niż w Polsce – tylko bez ich przeliczania z funtów na złotówki, bo to zwyczajnie mija się z celem. Dla przykładu: za funta można kupić duży chleb, u nas taki kosztuje koło dwa razy więcej; za duży i dobry telewizor LCD zapłacimy tutaj kilka razy mniej, to samo za inne sprzęty elektroniczne typu konsola do gier czy laptop [tutaj chyba widać najbardziej różnice]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość rzeczy jest w stosunku do zarobków tańsza tutaj niż w kraju nad Wisłą. Taka to zasługa funta, który nieprzerwanie jest najmocniejsza walutą globu. To daje tę przewagę Brytyjczykom nad resztą kontynentu, bo za tysiąc funtów kupić można to, co za nasze przeciętne trzy wypłaty [ustalając poziom średniej krajowej na jakieś dwa tysiące]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to całe ekonomiczne błogosławieństwo doprowadziło do znacznego rozwoju cywilizacyjnego Angoli i, co za tym idzie,   rzeczywistości, w której poruszają się nie tylko oni, ale też cała rzesza imigrantów. I teraz Kwiatkowi żal dupę ściska, że tu tak dobrze, tam tak źle; zostać by się chciało, mieć pewną niemal pracę po studiach i swobodę ekonomiczną w życiu, ale języka się nie zna tak dobrze, a poznać lepiej nie ma czasu na razie... choć po pięciu latach jak widzę nawet taki wół&lt;sup&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-edit.g?blogID=7710296368286002345&amp;amp;postID=8071247305974369746#fn1"&gt;1&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt; jak moja siostra może płynnie posługiwać się obcą mową i spokojnie studiować na ichnym uniwersytecie. A miała być budka z kurczakami...  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może dlatego w Anglii zeszytu w kratę niemal nie ma, wszystkie notatniki, brudnopisy są w proste linie. U nas trzeba więcej się nakombinować żeby wyjść na swoje niż tutaj. Jak w zeszycie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr ;="" align="left" border="none" noshade="noshade" size="0.5px" width="100px" /&gt;&lt;div style="font-size: 80%;"&gt;&lt;sup id="fn1"&gt;1&lt;/sup&gt;Choć drzemie w niej sowa, niby.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8071247305974369746?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8071247305974369746/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/09/zycie-w-kratke.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8071247305974369746'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8071247305974369746'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/09/zycie-w-kratke.html' title='Życie w kratkę'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-1527913910818393946</id><published>2010-08-17T11:03:00.003+02:00</published><updated>2011-11-11T19:18:36.737+01:00</updated><title type='text'>W dobie rozpasanego kapitalizmu widok jak za komuny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TGpK6XPVQnI/AAAAAAAACng/p5RIYjFAEYE/s1600/Zdj%C4%99cie0311.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" ox="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TGpK6XPVQnI/AAAAAAAACng/p5RIYjFAEYE/s400/Zdj%C4%99cie0311.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center; width: 200px;"&gt;180-metrowy Gherkin stanął na miejscu wysadzonego przez IRA w 1992 budynku Baltic Exchange&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span class="b"&gt;L&lt;/span&gt;ondyn jaki jest – każdy widzi. Wszystko zależy jednak od punktu siedzenia [rozumując w myśl przysłowia mówiącego się o punkcie widzenia determinowanym przez ten od siedzenia], gdyż każdy kolejny nowopoznany skrawek miasta, daje o nim inne, może nie zupełnie, ale w stopniu znaczącym, wyobrażenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obraz dla mas jest dostrzegalny nad Tamizą w obrębie City. Tam szwenda się pewnie większość pieszych, a także zmotoryzowanych wycieczek i eskapad zagranicznych najeźdzców. Nic też dziwnego, skoro można tam spotkać i wielkiego Bena, i pana premiera [wiecie, że już nie Browna?], a może, przy odpowiedniej dozie farta, i królową w osobie własnej bądź sobowtóra. Nic to, że papierki, śmieci porozrzucane są dookoła, tworząc całe morze niechcianych odpadów. Posprząta się wieczorem, kiedy swołocz wróci już do domów ładowac baterię na kolejne gwałcenie sztandarowych punktów na planie Londynu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obraz człowieka pracującego różni się tym od wspomnianego wyżej, że mimo niemałego wcale prawdopodobieństwa posiadania swojego miejsca pracy w tychże centralnych rejonach metropolii, do tego przybytku diabła kapitalizmu trzeba jakoś się dostać. Jadąc autobusem – wiele się nie właściwie nie zobaczy. Dopiero korzystając z pociągów czy DRL przed oczami ukazują się widoki przekroju Londynu. Dzielnice mieszkalne, przemysłowe, mieszane, finansowe. Każda osobliwa i niepowtarzalna do momentu pojawienia się kolejnej takiej samej – czy finansowej, czy przemysłowej etc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można nabrać przekonania, że miasto jest tak po prawdziwe brzydkie. Magazyny czy doki, co wiadome, nie wyglądają ani schludnie, ani zachęcająco do dłuższej ich admiracji. Niemniej, podobne spostrzeżenia mam, jeśli chodzi o pejzarz kilkudziesieciu piętrowych domków szeregowych wzdłuż jednej ulicy, drugiej, trzeciej i następnych. Tak wyglądają tutaj w większości rejony mieszkalne, co zresztą doskonale można zaobserwować na zdjęciach satelitarnych. Istny gąść konformizmu budowalnego. Ta homogeniczność nie byłaby taka zła, ale brak temu wszytskiemu kolorytu. Wszystkie domy na jedno kopytu, klinkier w kolorze oliwkowym [na moje oko], co daje ogólne nieciekawe wrażenie odpychającej bylejakości. Zupełnie jak szare blokowisko, które samo w sobie nie byłoby tak ciężko strawne, gdyby je pomalować na odpowiednie barwy [co zresztą da się zaobserwować w ostatnich latach]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Londyn posiada jednak w swoich murach budynki cudowne i niepowtarzalne. Jednym znich jest obiekt mojego podziwu i westchień kilkunastu ostatnich dni. Codziennie niemal wypatrywany zza szyby okna na czwartym piętrze zachodniego budynku Tower Place. Patrząc z tego miejsca jest zawsze schowany za kilkoma innymi, mniej okazałymi, acz o wiele bardziej nachalnymi [prze]cudami architektonicznymi, stanowiącymi niby warstwę ochronną, przypominającą zieloną skorupę kasztana, która co prawda jest tylko wątkiem pobocznym, ale niemniej – i na nią popatrzeć można. Charakterystyczna to bestia, którą pewnie wszyscy już gdzieś tam widzieli, a to ze względu na jej niestandardowy kształt – zwężony u postadwy stożek, opleciony pasami ciemnych i jasnych szyb, słowem korniszon. Będąc w jego sąsiedztwie czuje się ogrom tego wieżowca, jego masywność, która uwidoczniona jest dodatkowo przez okoliczne niskie budynki, nad którymi &lt;span style="letter-spacing: 3px;"&gt;Gherkin&lt;/span&gt; góruje niepodzilnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Pałac Kultury i Nauki w Warszawie niezmiennie mi się poddoba i tak jak Wielka Cipa w Rzeszowie, nie mogłby zostać zrównany z ziemią, gdyż zbrodnie przeciwko ludzkości karane są z całą surowością, a za taką uznałbym dokonanie wspomnianego wyżej czynu. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-1527913910818393946?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/1527913910818393946/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/08/w-dobie-rozpasanego-kapitalizmu-widok.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1527913910818393946'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1527913910818393946'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/08/w-dobie-rozpasanego-kapitalizmu-widok.html' title='W dobie rozpasanego kapitalizmu widok jak za komuny'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/TGpK6XPVQnI/AAAAAAAACng/p5RIYjFAEYE/s72-c/Zdj%C4%99cie0311.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8561232733989073971</id><published>2010-08-07T11:29:00.001+02:00</published><updated>2011-11-11T19:19:18.325+01:00</updated><title type='text'>Odbicie rzeczywistości na przykładzie sałatki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;P&lt;/span&gt;oniżej ta sama scena z trzech różnych ekranizacji powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza pt. „Kariera Nikodema Dyzmy”. Ich wspólnym i niezmiennym mianownikiem, mimo widocznej różnicy pokoleń między poszczególnymi częściami [film z 1956 roku, serial z 1980 i film z 2002], jest sposób w jaki Dyzma dochodzi do swojej pozycji; cwaniactwo zawsze było takie samo. Inne są co prawda ich formy. Im nowsze wcielenie Dyzmy, tym mniej ogłady, większe pieniactwo i chamstwo.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyż to nie znak czasów rozkładających się coraz bardziej i bardziej? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object height="325" width="400"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/boTjO-Iyyzo&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1?rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/boTjO-Iyyzo&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1?rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="325"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8561232733989073971?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8561232733989073971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/08/odbicie-rzeczywistosci-na-przykadzie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8561232733989073971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8561232733989073971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/08/odbicie-rzeczywistosci-na-przykadzie.html' title='Odbicie rzeczywistości na przykładzie sałatki'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-1134879148559352143</id><published>2010-07-30T19:42:00.005+02:00</published><updated>2011-11-11T19:19:24.361+01:00</updated><title type='text'>Jaki jest stan kobiecego umysłu bez szpilek?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;O&lt;/span&gt;dnoszę nieodparte wrażenie, iż tutejsza kobieta pracująca wcale nie musi się podobać, a przynajmniej nie jest to jej priorytetem, bo dużo bardziej niż spojrzenia facetów ceni sobie prostą i nieskrępowaną wygodę. Dlatego też ze świecą szukać w centrum Londynu kobiety w szpilkach, bo te pędzące do pracy, mają co prawda na sobie jakiś żakiecik, jakąś spódnicę, ale na nogach królują nieśmiertelne i wiele mówiące adidasy. Dopiero w miejscu docelowym pojawia się okazja, by zobaczyć coś bardziej wyrafinowanego na stopach wspomnianych karierowiczek. Ale to jest już niejako obowiązek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pracy, cóż, wizerunek przeciętnej niewiasty poruszającej się po ulicach, między pułkami sklepowymi Sainsbury's, czy w którymś z licznych oraz obszernych parków jest nadal mocno nastawiony na komfort. Czemuż tu się dziwić? Jeśli miałbym jechać do pracy godzinę, iść piechotą na przystanek i z przystanku kolejnych kilkanaście minut, to w gruncie rzeczy również miałbym mieszane uczucia, co do adekwatności trzymania na nogach butów wyjściowych, że tak je nazwę. Po pierwszym tygodniu pewnie szlag by mnie trafił, a moje stopy wraz ze mną, czyż nie tak, Drogie Panie? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak w Polsce, mimo tej całej niewygody, dyskomfortu i obtarć, kobiety są jakby bardziej skore do podobania się, do robienia wyrzeczeń w tej dziedzinie w imię wyższych racji, czyli zwrócenia uwagi płci przeciwnej. Posiadają naturalną blokadę, która uniemożliwia im pokazanie się w stanie niepełnej świetności – bez malunku, bez odpowiedniego ciucha. Kobiety zachodnie są jakby tego kobiecego czynnika charakteru wyzbyte. Mogą pokazać się między ludźmi w byle czym i mogą być byle jakie, choć często już ich naturalna budowa przedstawia rozpacz w biały dzień. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobre jest to, iż kobieta zachodnia nie czuje się niewolnicą mody i szeroko pojętej piękności. Ale z męskiego punktu widzenia jest to jakby obraz naturalnie kłócący się z naszym wyobrażeniem rzeczywistości. Kobieta powinna się podobać. Przecież ona podświadomie sama tego chce. Czy na Zachodzie już nie?  Czy mamy tam do czynienia z wyższym stopniem kobiecej świadomości? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-1134879148559352143?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/1134879148559352143/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/jaki-jest-stan-kobiecego-umsu-bez.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1134879148559352143'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1134879148559352143'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/jaki-jest-stan-kobiecego-umsu-bez.html' title='Jaki jest stan kobiecego umysłu bez szpilek?'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5102213220488860543</id><published>2010-07-29T21:18:00.007+02:00</published><updated>2011-11-11T19:19:33.360+01:00</updated><title type='text'>Reklamy na czasie, reklamy stargetowane</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;asz jedną nową wiadomość:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;center&gt;&lt;i&gt;Sponsoruj mnie! Znajdź z nami swojego sponsora!!!&lt;/i&gt;&lt;/center&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Tak dokładnie brzmi temat wiadomości, jaką dziś mogłem podziwiać na swojej skrzynce mailowej. Urokliwość tegoż maila polega na tym, że chcąc nie chcąc idealnie wpasowuje się on w moment, w czasie którego usiłuje pozyskać potrzebne mi fundusze.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Treść tematu być może i swoją formą jest nazbyt daleko ode mnie, ale jej przesłanie jest mi jakże miłe, gdyż: 1) nie mam pieniędzy, więc oczekuje, że ktoś mi pomoże je zdobyć [czyt. da pracę, lepiej płatną pracę]; 2) mam pieniądze, bo je zarobiłem, a zatem, co logiczne, teraz nadszedł czas konsumpcji – tylko na co by tu wydać  te pieniążki? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można by rzec, że w pracy mam coś na wzór sponsoringu, dlatego że moim przełożonym jest kobieta, która najzwyczajniej w świecie, płaci mi za moją pracę w funtach szterlingach. Podstawowe wymagania więc zostały spełnione. Znalazłem już swoją sponsorkę i z pomocy serwisu korzystać nie muszę, oj. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5102213220488860543?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5102213220488860543/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/reklamy-na-czasie-reklamy-stargetowane.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5102213220488860543'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5102213220488860543'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/reklamy-na-czasie-reklamy-stargetowane.html' title='Reklamy na czasie, reklamy stargetowane'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8365825532861667251</id><published>2010-07-28T00:31:00.004+02:00</published><updated>2011-11-11T19:19:39.248+01:00</updated><title type='text'>Śmietnik w rozkładzie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;C&lt;/span&gt;o mi się bardzo podoba w stojącej na ciut wyższym poziomie cywilizacyjnym aglomeracji, to fakt, że jej władze robią wiele, by ułatwić znacząco takim ludziom jak ja, ale nie tylko takim, dotarcie do celu w możliwie najprostszy, najszybszy i najtańszy sposób.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aby to uczynić, należy wejść na odpowiednią stronę, zaznaczyć jakimi środkami transportu miejskiego [uwzględnione są prócz tego wędrówki tak piesze, jak i na rowerze] ma się ochotę podróżować oraz wpisać miejsce początkowe i końcowe. Po chwili pojawiają się różne warianty podróży z wyszczególnionym czasem, środkiem komunikacji oraz z mapą, na której zaznaczono daną trasę. Niemalże miód. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy już się ma trasę etc., warto przejrzeć listę przystanków, bo wyszukiwarka może nie trafić najdogodniej dla nas i pozostawia pewne pole do popisu dla naszych umiejętności szukania, które kończą się właściwie na paru kliknięciach myszki w obrębie tej samej witryny i tyle. Wzdłuż, wszerz, wszystko jak na tacy. Niestety, na rozkładzie jazdy dostępnym na każdym przystanku autobusowym, widnieje jedynie lista najważniejszych miejsc, gdzie zatrzymuje się dany autobus, dlatego trzeba radzić sobie na własną rękę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jak z pustym kubkiem w ręce czy papierkiem po czymś, co właśnie zostało skonsumowane. Idąc wzdłuż całego London Bridge nie widziałem &lt;span style="letter-spacing: 3px;"&gt;żadnego&lt;/span&gt; kosza na śmieci! To samo w dalszej drodze, na Lower Thames St., przy której stoi kilkanaście biurowców. Tam również trzeba rozglądać się gorliwie, by zobaczyć jakiś śmietnik. A to, moim zdaniem, przejaw sporego braku kompetencji, umiejętności planowania i wyobraźni... co w obliczu zbliżających się Igrzysk doprowadzić może do sytuacji, w której płytki chodnikowe pokryje gruba warstwa śmiecia, by nad ranem żółte służby sprzątające miały co robić.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8365825532861667251?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8365825532861667251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/c-o-mi-sie-bardzo-podoba-w-stojacej-na.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8365825532861667251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8365825532861667251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/c-o-mi-sie-bardzo-podoba-w-stojacej-na.html' title='Śmietnik w rozkładzie'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-836665882998531812</id><published>2010-07-20T10:59:00.009+02:00</published><updated>2011-11-11T19:19:45.476+01:00</updated><title type='text'>Wywód [nocny] o Życiu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;E&lt;/span&gt;tap, jeden za drugim mija, ale droga nigdy się nie kończy, bo wciąż pojawia się kolejny, z którym trzeba dać sobie radę. I tak bez końca, z wciąż niesionym wyzwaniem. Można by chyba rzecz, że, najogólniej, na tym właśnie polega życie. A jego sens zawiera się w pokonywaniu następnego ogniwa, będącego częścią łańcucha nań tworzącego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wygląda życie moimi oczami, upraszczającymi minione, a także dopiero nadchodzące wydarzenia, wyzute nieomal doszczętnie ze wszystkich szczegółów składających się na ich złożoność, a zlokalizowanych nie na zewnątrz, lecz w umyśle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko obecne wydarzenia, będące teraźniejszością, są w pełni sił. Obie skrajne formy – zarówno przeszłość, jak i przyszłość – są wysuszonymi i pomarszczonymi tkankami, jakie można spotkać u ludzi dogorywających, żegnających się w znaczącym stopniu z życiem, ale przede wszystkim ze światem, gdyż żyć można przecież w dalszym ciągu, będąc jednak dla świata już zupełnie martwym. Tak przeżyte, jak również nienarodzone historie są jedynie cieniami, nie posiadającymi kompletnie namacalnej postaci.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-836665882998531812?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/836665882998531812/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/wywod-nocny-o-zyciu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/836665882998531812'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/836665882998531812'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/wywod-nocny-o-zyciu.html' title='Wywód [nocny] o Życiu'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5577302941073165259</id><published>2010-07-18T20:11:00.004+02:00</published><updated>2011-11-11T19:19:50.845+01:00</updated><title type='text'>Working Class Hero</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;N&lt;/span&gt;ie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Sytuacja z podkreślnikiem ostatecznie, szczęściem, okazała się w rzeczywistości mniej druzgocąca w stukach, niźli można było pierwotnie sądzić. Było krótkie i dość przyjemne interview, które, po wykazaniu braku jakiegokolwiek doświadczenia w dziedzinie sprzątania, doprowadziło do pożądanego przez obie strony końca. Od wtorku Kwiat powinien odkurzać czwarte piętro zachodniego budynku Tower Place. Zaczynając punkt piąta... rano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.designertherapy.com/uploads/images/med_thumb/Lost_Property_Working_Class_Blue_Tshirt__1_02062009120911.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" hw="true" src="http://www.designertherapy.com/uploads/images/med_thumb/Lost_Property_Working_Class_Blue_Tshirt__1_02062009120911.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jednakże kwintesencją tego postu nie ma być wcale przechwalanie się własną pomyślnością w szukaniu pracy, lecz coś wzniosłego i jakże symbolicznego. Wracając już z czwartego piętra zachodniego budynku Tower Place, natknąłem się na Anglika [przynajmniej wydawał się nim być], który dumnie kroczył po chodniku w przeciwną stronę, mając na sobie niebieską koszulkę z jakże wiele mówiącym białym napisem: „WORKING CLASS HERO”. Ha!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwytamy się roboty i znosimy trudy kolejnych dni. A jakże! &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5577302941073165259?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5577302941073165259/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/working-class-hero.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5577302941073165259'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5577302941073165259'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/working-class-hero.html' title='Working Class Hero'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-7287110568090092503</id><published>2010-07-16T00:52:00.006+02:00</published><updated>2011-11-11T19:19:59.548+01:00</updated><title type='text'>Diabeł tkwi w szczegółach</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="b"&gt;L&lt;/span&gt;ittle things&lt;/i&gt; – małe rzeczy, o których często czytam w pomeczowych wywiadach z hokeistami, którzy w swoich zespołach odwalają czarną robotę, której niby to nie widać, ale która to, w gruncie rzeczy, jest wprost bezcenna dla osiągnięcia ostatecznego sukcesu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaje się, że dziś przekonałem się na własnej skórze, jak czasami wiele potrafią zmienić wspomniane we wstępie małe rzeczy, pozornie marginalne i kompletnie nieistotne w kontekście całości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przykładowo: &lt;span style="letter-spacing: 3px;"&gt;podkreślnik&lt;/span&gt;, używany częstokroć w adresach mailowych. Jego brak, ale również niesłuszne istnienie w danym adresie może spowodować nie lada utrudnienia, a w efekcie zniszczyć to, co mogło zostać, i co było, zbudowane – w moim wypadku miejsce pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie trudno zatem dojść do wniosku, napływającego samoczynnie do mojej głowy, że znane większości przysłowie: „Diabeł tkwi w szczegółach”, kryje w sobie wiele gorzkiej, ale przy tym jakże wartościowej prawdy. Byleby nie było zbyt późno na jej odkrycie, bo ostatnie się jedynie nauka na własnych błędach. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-7287110568090092503?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/7287110568090092503/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/diabe-tkwi-w-szczegoach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7287110568090092503'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7287110568090092503'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/diabe-tkwi-w-szczegoach.html' title='Diabeł tkwi w szczegółach'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-7631825363640195392</id><published>2010-07-14T00:56:00.011+02:00</published><updated>2011-11-11T19:20:19.693+01:00</updated><title type='text'>Przemyśliwania 2.0</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;K&lt;/span&gt;olejny odcinek myślenia nad sprawami nie tyle ważkimi, co po prostu, w moim odczuciu, ciekawymi z powodu niejasnych i niezrozumiałych pobudek. &lt;br /&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Bojówki ministranckie. Tego określenia użył jakiś tam pan stary kawaler profesor [czy zwyczajny, czy nadzwyczajny – nie wiem, ale brzmi dumnie], który jest jednocześnie posiadaczem dość pokaźnej sfory kotów, które padły ofiarą właśnie owych bojówek ministranckich, należących do miejscowej parafii. Ministranci mieli naznaczyć część zwierząt poprzez wydzierganie na ich futrze znaku krzyża. To rozwścieczyło pana profesora na tyle, że ten złożył oficjalną skargę na ręce przewodniczącego parafii. Jak dalej potoczyła się sprawa – bladego pojęcia nie mam&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Londyn. Po raz trzeci, ale pierwszy raz z nastawieniem na poszukiwanie tej jednej, jedynej, acz dochodowej roboty. Poszukiwania jednak dalej trwają... rozpoczyna się dzień czwarty pobytu. Przynajmniej MM. wyleczy kompleksy spoglądając na te tłuste dupy Angielek w obcisłych sukienkach czy kusych spodenkach – tak białych jak i czarnych.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Tajskie dziewczyny. Wyjazd do Tajlandii wiąże się dzisiaj głównie z jednym – towarzystwem miejscowych kobiet w ramach walki ze stresem i codzienną nudą w kraju zamieszkania. Są one tak społecznymi istotami, że dosłownie same lgną do przybyszów z odległych, a przy tym jakże rozwiniętych – ekonomicznie przede wszystkim – krain. Należy jednak oddać, co im należne; tajskie kobiety do towarzystwa/prostytutki dają mężczyźnie nie tylko cielesną uciechę, ale również są skore do wykonywania takich czynności jak gotowanie, pranie czy sprzątanie. A kiedy mają okres, to poinformują szczerze o tym fakcie i nie wezmą żadnych pieniędzy. Ot, małżonka do wynajęcia na dzień, dwa czy na ile tam kogo stać.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Tuk-tuk. Zmotoryzowana riksza, posiadająca trzy koła – jedno z przodu i dwa z tyłu. Używana przede wszystkim w krajach Dalekiego Wschodu. Ponoć niepozorny chłopiec rozpędził swoją do takiej prędkości, że ledwo w zakrętach się wyrabiał, a klientów jadących wówczas z nim, przyprawił o niemały zawrót głowy oraz silne pocenie się dłoni, a i może innych części ciała.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Pattaya. W tym, bodaj najbardziej turystycznym mieście Azji, przypada na każdego faceta około dwudziestu niewiast. Od naocznych świadków można się dowiedzieć, iż niby wszystko jest jak wszędzie, lecz po chwili nachodzi refleksja rodząca pytanie: „A gdzie są mężczyźni?!”. Cóż, ciekawe to zjawisko, zważywszy że pewnie większa część tych dwudziestu jest chętna wcielenia się w rolę tymczasowej małżonki. Tylko funtami sypać.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-7631825363640195392?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/7631825363640195392/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/przemysliwania-20.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7631825363640195392'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7631825363640195392'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/przemysliwania-20.html' title='Przemyśliwania 2.0'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8658117612704994303</id><published>2010-07-06T16:56:00.006+02:00</published><updated>2011-11-11T19:20:13.721+01:00</updated><title type='text'>Krzykacz versus nowe realia?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;W&lt;/span&gt;ybory prezydenckie już na dobre mamy za sobą. A ich wynik chyba nie zaskakuje - przynajmniej nie powinien, choć dobrze wydawało się, że starcie dwu najpoważniejszych kandydatów do końca będzie wyrównane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygrał Bronek K., co cieszy mnie tylko połowicznie. Nie wygrał mój pierwotny kandydat, który niestety przepadł sromotnie w pierwszej turze, będąc od początku bez najmniejszych szans [ale co ideały, to ideały!]. Nie wygrał jednak także naturalny spadkobierca IV RP, co było najważniejszym bodaj celem w tej całej sprawie z wyborem nowej głowy państwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komorowski nie jest idealnym człowiekiem do objęcia funkcji prezydenta - to dla mnie jasne, ale mając takie, a nie inne możliwości, wydaje się kandydatem najodpowiedniejszym i z pewnością zapewni spokojne funkcjonowanie na linii rząd-prezydent. To największy zysk obok tego, iż Bronek jest znacznie lepiej postrzegany za granicą niźli Jarosław K., którego politykę oraz osobowość, moim zdaniem, dobrze podsumowuje poniższe nagranie sprzed Pałacu Prezydenckiego, gdzie zwolennik poprzedniego rządu „dyskutuje” ze zwolennikiem tego obecnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object data="http://bi.gazeta.pl/im/Player.swf" height="250" id="embed_player_1" style="visibilty: visible;" type="application/x-shockwave-flash" width="400"&gt;&lt;param name="wmode" value="opaque" /&gt;&lt;param name="allowScriptAccess" value="always" /&gt;&lt;param name="FlashVars" value="m=http://serwisy.gazeta.pl/getDaneWideo?xx=8100159%26xxd=106974&amp;f=http://bi.gazeta.pl/im/&amp;e=1&amp;pid=embed_player_1"&gt;&lt;param name="movie" value="http://bi.gazeta.pl/im/Player.swf" /&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"/&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;W dwu słowach: zapieniony krzykacz, mający zamknięte uszy na otoczenie, uznający jedynie własne stanowisko, którego słuszność nie podlega choćby najmniejszej krytyce, a które jest przecież jedynym właściwym spośród całej gromady innych, będących niczym więcej jak stęchłym bagnem autorstwa co najmniej imbecylów, myślących na każdym kroku o sprzedaniu Polski, a także maksymalnym zneutralizowaniu oddziaływania prawdziwych patriotów na losy ojczyzny. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8658117612704994303?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8658117612704994303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/krzykacz-versus-nowe-realia.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8658117612704994303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8658117612704994303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/krzykacz-versus-nowe-realia.html' title='Krzykacz &lt;i&gt;versus&lt;/i&gt; nowe realia?'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-965015291137944204</id><published>2010-07-05T09:14:00.005+02:00</published><updated>2011-11-11T19:20:25.286+01:00</updated><title type='text'>Na wygnaniu z domu bożego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Z&lt;/span&gt;abawne wydają się koleje losu, bo nijak inaczej nie można chyba określić ciągu zdarzeń, który przytoczę w dalszej kolejności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wstępie trzeba Ci wiedzieć, Drogi Czytelniku, że autor tego ogródka, w którym plewi się wszelkie niemal zło świata, jest człowiekiem na wskroś omijającym to, co przyjęło się określać w polskiej rzeczywistości mianem – skądinąd bardzo zaszczytnym – „domu bożego”. Dla osoby autora jest to konieczne, gdyż wspomniany „dom boży” jest w jego oczach utożsamieniem tego, co tak bardzo go razi i powoduje intelektualny niesmak, czyli ni mniej, ni więcej – niepodważalnej prawdy objawionej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszącemu te słowa „dom boży” w dużej mierze kojarzy się z miejscem, do którego o wyznaczonej porze dnia zmierzają wyznawcy określonej religii. Pytanie: po co oni to robią? Czy dlatego, by wspólnie przeżywać podniosłą chwilę, pewien stan uduchowienia, który w zaciszu czterech kątów nie mógłby, w rzeczy samej, osiągnąć tak wielkich rozmiarów, jak ten przeżywany w kościele wraz z innymi, czy aby „pokazać” się sąsiadom i przewodniczącemu całemu zgromadzeniu kapłanowi, a przy okazji potępiać tych, którzy są wrogo nastawieni [czyt. nie trzymają się jedynej słusznej ideologii, zatem są wykolejeńcami niegodnymi nawet otwartego dialogu... no może jedynie splunięcia w twarz]? Cóż, można dywagować; zapewne jednak lwia część osób zebranych w kościele opowie się za pierwszym członek moich rozmyślań, a inna część będzie oburzona tonem ich drugiego członu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sedno jest następujące: powoduje we mnie swego rodzaju odrazę postawa wielu polskich katolików – zarówno wyznawców Kościoła, jak i przedstawicieli tegoż Kościoła. Często są oni ślepo zapatrzonymi jednostkami, dla których słowo z ambony znaczy więcej niż konstytucja czy elementarne zasady współżycia społecznego oraz są dla nich niemalże jedynym źródłem poznania świata, a także tego jak i czym się w życiu kierować. Stają się ludźmi ograniczonymi – z mojego punktu widzenia i przestarzałymi kulturowo, bo obecnie o tolerancji nie tylko się mówi, ale także wdraża się ją w życiu, na każdym jego etapie. Niektórzy choćby  na tyle nie są gotowi, dlatego wolą w dalszym ciągu mówić może i ładnie, ale postępować wedle zupełnie innych standardów. Wychodzi ze mnie brak tolerancji, nieprawdaż? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na zakończenie, to o czym pierwotnie miała być ta notka, czyli przykład z życia. Przed ostatnią niedzielą, bodaj w sobotę wieczór, MM. zaproponowała mi pójście do kościoła, który znajduje się w sąsiedniej wsi. Nie chciałem się iść, ale po paru minutach namysłu, mówię: „Czemu by nie? Zobaczę przynajmniej jak wygląda tutejszy kościół i ludzie etc. Ale we mszy nie uczestniczę, już teraz to zaznaczam – nie będę np. klęczał”.  W tym momencie MM. zmieniła zdanie, pragnąc oszczędzić sobie krytycznych spojrzeń, a w dalszej kolejności również komentarzy na temat swój jak i swojego wybranka. I tak oto lud stanął na mojej drodze do ponownego zjednania się z Bogiem. Trudno, będzie następny raz kiedyś, być może. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-965015291137944204?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/965015291137944204/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/na-wygnaniu-z-domu-bozego.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/965015291137944204'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/965015291137944204'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/na-wygnaniu-z-domu-bozego.html' title='Na wygnaniu z domu bożego'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6370444751743761892</id><published>2010-07-04T15:50:00.005+02:00</published><updated>2011-11-11T19:20:59.327+01:00</updated><title type='text'>Tablica prawdę ci powie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;ała wieś na południowo-wschodnim krańcu Polski. Samo południe; dzień wyborów prezydenckich – dokładnie II tura. Wracając do domu, po wrzuceniu do urny karty z moim, było nie było, kandydatem na prezydenta, z komisji wyborczej, która swoją siedzibę ulokowała w miejscowej szkole podstawowej, minąłem tablicę, znajdującą się na parkingu/placu przed jedynym bodaj w okolicy sklepem spożywczym. Na owej tablicy zauważyłem rzecz ciekawą i chyba dość symptomatyczną dla rejonu, gdzie właśnie przebywam; co mnie osobiście niestety smuci w jakiś tam sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tablicy prócz jakichś ogłoszeń przyklejone były także dwa wyborcze plakaty – Jarosława K. oraz jego rywala – Bronisława [czy też raczej Bronka – jak ostatnio popularnie nazywa się tego kandydata] K.  Niby nic dziwnego, szczególnie teraz. Jednak warto wspomnieć, iż plakat prezesa PiS-u pokrywał niemal połowę wspomnianej tablicy, natomiast afisz kandydata z ramienia PO nie dość, że mniejszego formatu, to był w części zakryty jakimiś ogłoszeniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chce pisać o żadnej niesprawiedliwości czy wypaczaniu, w marginalny po prawdzie sposób, wyników wyborów. Nie o to przecież chodzi. Jest to jedynie bardzo ciekawy obrazek, na podstawie którego można zdefiniować linię poglądów politycznych, nie tylko mieszkańców tej małej wsi, ale także, o zgrozo, znacznej [przeważającej] części populacji Podkarpacia – niezdobytego jeszcze bastionu Prawa i Sprawiedliwości. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6370444751743761892?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6370444751743761892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/tablica-prawde-ci-powie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6370444751743761892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6370444751743761892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/07/tablica-prawde-ci-powie.html' title='Tablica prawdę ci powie'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8903387788614156875</id><published>2010-06-18T22:45:00.039+02:00</published><updated>2011-11-11T19:21:09.924+01:00</updated><title type='text'>Ni putes ni soumises</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_1tk0c4Dzgbs/Rc_UiYXVJcI/AAAAAAAAAjA/Q-JKF-DHUvk/s1600/honor+killing.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 0em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="155" src="http://4.bp.blogspot.com/_1tk0c4Dzgbs/Rc_UiYXVJcI/AAAAAAAAAjA/Q-JKF-DHUvk/s200/honor+killing.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="b"&gt;F&lt;/span&gt;rancuski tytuł posta można tłumaczyć na polski jako: „Ani dziwki, ani uległe”. W książce „Honor albo śmierć: niewierne będą ginąć” jest on zaś przetłumaczony ciut inaczej i brzmi: „Nie jesteśmy kurwami ani popychadłami”. Jednak niezależnie od przekładu na język polski, tytuł oznacza to samo – organizację francuskich muzułmanek, które próbują przeciwstawiać się przedmiotowemu traktowaniu muzułmańskich kobiet oraz zapobiegać ich śmierci w razie, gdy te ośmielą się odstąpić od przestrzegania przestarzałego kulturowo rygoru bycia „dobrą kobietą”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;We wspomnianej książce turecka dziennikarka Ayse Onal przedstawia historie honorowych zabójstw tureckich kobiet, dokonanych przez członków ich rodzin, zdaniem których, dopuściły się one splamienia honoru swojego rodu. Są to opowieści o tyle ciekawe, co dla przeciętnego Europejczyka&lt;sup&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-edit.g?blogID=7710296368286002345&amp;amp;postID=8903387788614156875#fn1"&gt;1&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;, jak sądzę, tragiczne oraz kompletnie niezrozumiałe z powodu swych motywów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przechodząc przez opowieści kolejnych bohaterów książki, zaczyna się stopniowo kreślić w głowie obraz nie tylko samego mordercy, ale i rzeczywistości w jakiej przyszło mu żyć. Nie jest to żadnym usprawiedliwieniem oczywistego mordu; unaocznia jedynie złożoność całej sytuacji, pokazując ponownie, że życie nijak nie jest dwukolorowe, a niesie ze sobą również przeciągłe szarości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.biblioteka-niepolomice.pl/img/okladka/2166.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 0em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://www.biblioteka-niepolomice.pl/img/okladka/2166.jpg" width="141" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Co za tym idzie, przeciętnemu Europejczykowi trudno sobie wyobrazić mieszkanie w piętrowym &lt;i&gt;gecekondu&lt;/i&gt;, mając pod sobą rodziców, a nad – brata czy siostrę wraz z ich partnerami oraz dziećmi. Do rodziny dodajmy najważniejszy element [wszak rodzinę można opuścić i wyjechać z zapadłej wioski do wielkiej zachodniej Europy] – przez całe swoje życie danej osobie wpajano przecież konkretne, sztywne i nieubłagane zasady, które są nakazem religii, a także obyczajów; jakże przestarzałych do dzisiejszych okoliczności. Od kołyski jest jasne, iż dziewczynka [że też nie chłopak się urodził! z taką same problemy!] ma siedzieć w domu, sprzątać, gotować oraz służyć mężczyznom, pozostając przy tym nieskalaną aż do zamążpójścia. Z kolei chłopiec to błogosławieństwo i od kołyski wie, że jest panem, który musi mieć pieniądze na utrzymanie rodziny, ale równocześnie jest również panem rodziny, którego słowo jest niepodważalne i może wszystko. Wpaja mu się do głowy wyższość nad kobietą, niezależnie od tego jak niski poziom on reprezentuje i jak wysoki poziom reprezentuje ona. W głowie siedzi mu także słowo-klucz „honor”. Mężczyzna musi go posiadać, by liczyć się w społeczeństwie i być dlań w dalszym ciągu mężczyzną. Gdy honor jest szargany przez kobietę-członka rodziny, aby go uratować trzeba ją zabić – w imię honoru. I nie zmieni tego fakt, że ofiarą jest siostra, córka czy żona. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bodaj najgorsze w kwestii godności rodu jest to, iż częstokroć ewentualne działania rodziny wynikają z plotek jakie rozsiewane są w sąsiedztwie. Jak autorka knigi wspomina – plotkują wszyscy, wręcz wielbią się tym pałać. Jednocześnie sąsiedzi występują w roli sędziów, którzy wskazują kiedy i kto nie postępuje zgodnie z obyczajem. Co zakrawa na diaboliczny paradoks, a z poszczególnych rodzin, o których honor idzie w konkretnej sprawie, robi – w moim odczuciu – bandę ślepo zapatrzonych idiotów godzących się na to, by o śmierci decydowała rozrywka sąsiadów zza płotu. Nie potrafią oni dokonać selekcji rzeczy ważnych i błahych, a honorem w gruncie staje się opinia sąsiadów. Sic!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postępować zgodnie z niemą wolą tego, który w skryciu robi dokładnie to samo jest, moim zdaniem, największą słabością i naiwnością obyczajowości muzułmanów, tych niezreformowanych i tkwiących po dziś dzień nie w tradycji, lecz w jaskini; bojąc się świata i będąc jednoczenie w pełni od niego zależnym. Prawdziwy nowotwór. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Statystyka [wprost z książki]:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;W latach 2000-2005 ofiarami zbrodni w imię honoru stało się 1806 kobiet, a dalsze 5375 popełniło samobójstwo pod wpływem nacisków rodziny. Nawet jeśli wziąć pod uwagę że nie zostały w tej statystyce uwzględnione zgony, w przypadku których zachodziły jakiekolwiek wątpliwości co do przyczyny śmierci, to i tak &lt;span style="letter-spacing: 3px;"&gt;średnia wynosi jedno zabójstwo w imię honoru dziennie&lt;/span&gt;. &lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr ;="" align="left" border="none" noshade="noshade" size="0" width="100" /&gt;&lt;div style="font-size: 11px;"&gt;&lt;sup id="fn1"&gt;1&lt;/sup&gt; Książka z pewnością nie jest odpowiednia dla mojego ojca, który jest już wystarczająco źle nastawiony do islamu, a jej lektura mogłaby wyłącznie pogłębić jego negatywny stosunek do tej religii, ale przede wszystkim do jej wyznawców.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8903387788614156875?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8903387788614156875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/06/ni-putes-ni-soumises.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8903387788614156875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8903387788614156875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/06/ni-putes-ni-soumises.html' title='Ni putes ni soumises'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_1tk0c4Dzgbs/Rc_UiYXVJcI/AAAAAAAAAjA/Q-JKF-DHUvk/s72-c/honor+killing.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-7682353794284873753</id><published>2010-06-16T02:00:00.004+02:00</published><updated>2011-11-11T19:21:16.580+01:00</updated><title type='text'>Demokratyczna socjotechnika wyborcza</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;N&lt;/span&gt;a to w jaki sposób przebiegają wybory zwykli mali szarzy ludzie nie mają zbytniego wpływu. W dużej mierze poczynania kandydatów, jak sądzę, są determinowane przez wyniki okresowych sondaży. Poszczególne słupki dają kandydatowi komfort bądź – w  zależności od wielkości jego słupka – dyskomfort, tak psychiczny, jak i działania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To z kolei ustala plan działania, jego eskalację lub ograniczenie, odpowiednie ukierunkowanie, bo poparcia w końcu&amp;nbsp;można szukać&amp;nbsp;u różnych grup społecznych; najlepiej tam, gdzie jest ono najmniejsze, a jeszcze lepiej tam, gdzie nie ma go właściwie dla nikogo konkretnego. Niezdecydowanych trzeba przekonać i przekabacić na własną stronę. Toż to żelazna i kardynalna zasada komitetów wyborczych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeśli nie byłoby żadnych sondaży, żadnych słupków, na których można by opierać swoje działania? Gdyby zwykli szarzy ludzie nie widzieliby, że jeden ma 30 proc. poparcia i ma szanse, a drugi tych szans nie ma, bo w sondażu przeprowadzonym przez pro lewicową/prawicową telewizję może pochwalić się jedynie 15 proc. poparcia? Czyż nie jest tak, iż w znacznej mierze głosujemy na kandydatów, którym przed godziną „zero” daje się największe szansę, dlatego że nie chcemy, by nasz głos się „zmarnował” na kogoś bez najmniejszych szans w wyborach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim zdaniem, daje się w tych przedsięwzięciach odczuć silną manipulację, która skutecznie jednych ogranicza, choćby stawali na głowie, a drugim daje niemal za darmo, bo są medialni, znani, a także mają odpowiednie układy. Czy to nie jest pewnego rodzaju łamanie podstawowych zasad demokracji poprzez świadome ograniczenie wolnej decyzji, która na dobrą sprawę staje się wyborem  podporządkowanym [sondażom]? I zamiast pomagać, wszystkie te słupki procentowe powodują coś zgoła innego. Wmawiają nam, że nasze rzeczywiste pole wyboru jest ograniczone, pomijając niektóre elementy [kandydatów].  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Demokracja pozwala na używanie takich socjotechnik, dlatego jak tu przekonywać o pogwałceniu podstawowych jej zasad za sprawą pokazywania w mass mediach poparcia dla kandydatów? Jedni to pojmą, drudzy przekonywać będą o niesłuszności takiej tezy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według mnie, poprzez sondaże nasz wybór jest niejako wymuszany, a przynajmniej ograniczany. Zatem – mocno hiperbolizując – można przyrównać działania telewizji, gazet oraz portali internetowych, które pałają się w sprawdzaniu co jakiś czas poparcia wyborczego do reżimu wydającego jasne dyrektywy: kto, gdzie i co. Ale bez wyjaśniania „po co?”. Tak ma być i już. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-7682353794284873753?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/7682353794284873753/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/06/demokratyczna-socjotechnika-wyborcza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7682353794284873753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7682353794284873753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/06/demokratyczna-socjotechnika-wyborcza.html' title='Demokratyczna socjotechnika wyborcza'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5469825655487138128</id><published>2010-06-07T09:46:00.008+02:00</published><updated>2011-11-11T19:21:24.044+01:00</updated><title type='text'>Uroki wiary hiszpańskiej</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;W&lt;/span&gt; hiszpańskim miasteczku Castrillo de Murcia odbywa się rokrocznie w czasie Bożego Ciała rzecz ciekawa. Na tyle, że zainteresował się tym Onet i udostępnił na swoim portalu kilka zdjęć z wydarzeń tam się odbywających. A wydarzenia, mimo całej swojej magii i kolorytu wyglądają na dość ryzykowne, żeby "drastyczne" nie napisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nazywa się &lt;i&gt;El Colacho&lt;/i&gt; i pochodzi z 1620 roku. Polega na skakaniu mężczyzn ubranych w żółto-czerwone stroje mające symbolizować, jak doczytałem, diabła [&lt;i&gt;Colacho&lt;/i&gt;] i są wykonywane po to, by zmyć grzech pierworodny oraz zapewnić ochronę przed chorobami. Z tym, iż mężczyźni przeskakują nad ułożonymi w pewnych odstępach niemowlakami narodzonymi w ciągu poprzednich dwunastu miesięcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img253.imageshack.us/img253/4259/sitterhq9.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="285" src="http://img253.imageshack.us/img253/4259/sitterhq9.png" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Troszeczkę ryje mózg, prawda? Dla mnie jest to praktyka na tyle dziwna [czy zwyczajnie niecodzienna] i niebezpieczna, że trudno mi się do jej widoku przystosować i w pełni ją zrozumieć. A w każdym razie rodziców, których  nie tak dawno narodzone przecież pociechy leżą bezradne i czeka je perspektywa spoglądania na kolejkę mężczyzn skaczących nad ich głowami. No, średnio. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5469825655487138128?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5469825655487138128/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/06/uroki-wiary-hiszpanskiej_07.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5469825655487138128'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5469825655487138128'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/06/uroki-wiary-hiszpanskiej_07.html' title='Uroki wiary hiszpańskiej'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6974688603604873004</id><published>2010-06-03T00:43:00.007+02:00</published><updated>2011-11-11T19:21:31.567+01:00</updated><title type='text'>Znowu w tyle</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;U&lt;/span&gt;niwersytet Rzeszowski dołączył do grona uczelni, które wzięły się za własną promocję i nagrał własny LipDub. W przypadku UR-u jest to bodaj pierwsze takie przedsięwzięcie, co niestety widać na powstałym całkiem niedawno klipie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LipDub - jest to najogólniej mówiąc teledysk, w którym poprzebierani studenci biegają po swojej uczelni, machając przy tym energicznie rękami, uśmiechają się sporo i, co najważniejsze, ruszając ustami, tak, by po montażu całość idealnie zgrywała się z piosenką lecącą w tle. Słowem – robimy klip i śpiewamy z playbacku. Znamiennym jest to, że LipDub nagrywany za pomocą jednej kamery, która bez żadnych cięć wędruje od jednego kąta budynku do drugiego, filmując skaczących studentów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na UR wyszło to niestety słabo. Oglądając na YouTube inne polskie prace, apetyt był spory. Nagranie odbywało się w najbardziej reprezentacyjnym budynku, czyli w Bibliotece. Po obejrzeniu teledysku z żalem trzeba przyznać, iż rzeczywistość unaoczniła doskonale nasze braki. Całość wyszła, co tu dużo ukrywając, dość mizernie – mało studentów, mała przestrzeń, słaby pomysł na klip i jego mierne wykonanie dały taki właśnie efekt. Brak było jakiegokolwiek błysku, polotu w tym, co można zobaczyć na ekranie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla porównania – &lt;a href="http://www.univ.rzeszow.pl/index.php?id=LipDub"&gt;LipDub naszego UR-u&lt;/a&gt; i nagranie Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object height="250" style="background-image: url(http://i3.ytimg.com/vi/JpdsslVbpUY/hqdefault.jpg);" width="400"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/JpdsslVbpUY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/JpdsslVbpUY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" width="400" height="250" allowScriptAccess="never" allowFullScreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6974688603604873004?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6974688603604873004/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/06/znowu-w-tyle.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6974688603604873004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6974688603604873004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/06/znowu-w-tyle.html' title='Znowu w tyle'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-3540556130445501340</id><published>2010-05-28T16:47:00.007+02:00</published><updated>2011-11-11T19:21:37.448+01:00</updated><title type='text'>Ratunku! Medyk! Medyyyk!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;W&lt;/span&gt; swoim życiu kierując się na Wschód, a więc w zupełnie przeciwnym kierunku do cywilizacyjnego awansu, który to ma czekać przecież od dawien dawna na szeroko pojmowanym Zachodzie, chyba nigdy przedtem nie przekonałem się o tym, że Wschód ma do nadgonienia, tak jak dziś.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszukiwanie przedstawiciela najbardziej pożądanego społecznie zawodu, który co prawda tylko nieco wyprzedza zawód-powołanie księdza, sprawą łatwą nie było. Na obcym terenie jakoś specjalnie nie rozglądałem się za lekarzami. Teraz rzeczywistość mnie do tego zmusiła. Znalazłszy to czego szukałem, zadzwoniłem, umówiłem się i, po odczekaniu kilku dni, polazłem do doktora. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przy rejestracji zdziwienie. Czemu wszyscy w rękach trzymają jakieś świstki? Poszukałem u siebie, ale żadnego świstka do potrzymania nie miałem, więc robiłem za pajaca. A w końcu na ścianie dostrzegłem informację o tym, iż do rejestracji potrzeba: PESEL i aktualne zaświadczenie o ubezpieczeniu zdrowotnym [czy jakoś tak]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/files/multimedia/full_127/072/896/2_07/95370812.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 0em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="132" src="http://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/files/multimedia/full_127/072/896/2_07/95370812.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W zamian za to, pokazałem pani w rejestracji kartę chipową ze śląskiego oddziału NFZ, jakiej przywykłem zawsze używać w takich wypadkach, bo nigdy niczego więcej prócz skierowania nie potrzebowałem. Tu widać są inne wymogi. Mimo że z tego, co się orientuję ubezpieczenie jest już na karcie, więc wychodzi na to, iż Wschód jest zacofany, bo karty nie może zweryfikować. A i życia nie ułatwia, bo zaświadczenie o ubezpieczeniu ważne jest jedynie przez miesiąc. No i trzeba je skądś pobrać; a w moim wypadku trzeba jeszcze je przesłać pocztą do Rzeszowa - dopiero wtedy można pójść ponownie się zarejestrować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe szczęście, że trafiłem na wyrozumiałe kobiety; a może to mój czar przedstawiciela jakże oddalonej krainy, ten błysk w oku? W każdym razie zostałem przyjęty i teraz czekam już tylko na wyniki badań.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Lekarzy jednak mają tu konkretnych, chętnych do działania i niemiłosiernie piętnujących niekompetencje, o czym świadczą ciągłe narzekania mojego pana doktora na młodszą koleżankę po fachu, którą dosłownie opierdalał – używając tegoż słowa zresztą. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-3540556130445501340?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/3540556130445501340/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/ratunku-medyk-medyyyk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3540556130445501340'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3540556130445501340'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/ratunku-medyk-medyyyk.html' title='Ratunku! Medyk! Medyyyk!'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2939747263905659292</id><published>2010-05-25T01:00:00.012+02:00</published><updated>2011-11-11T19:21:44.417+01:00</updated><title type='text'>Przemyśliwania</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Z&lt;/span&gt; ostatnich ciekawostek wymienię kilka najważniejszych dla mnie jako osoby stąpającej wszystkimi swoimi członkami po tym ziemskim padole:&lt;br /&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Muzyka. Jeszcze przed Juwenaliami, na chwilę przed, dotarłem do rekomendowanej jako godna uwagi płyty Lao Che zatytułowanej „Powstanie Warszawskie”. Najpierw jeden kawałek, drugi. Kilka dni i cała płyta. Dziesięć utworów, z których co najmniej sześć jest bardzo charakterystycznych i przy tym znakomicie uderzających w mój gust i specyfikę charakteru muzycznego – przede wszystkim dość wolne brzmienie, z pomysłem w tekście, do tego klimatycznie i bardzo nastrojowo. Czuje się dreszcze słuchając tych utworów, znając trochę naszej historii. Polecam!&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Powódź. Zaskoczyła mnie menda. Raptem dzień, dwa, no góra trzy i nagle wielka woda wylewa się na rzeszowskie Bulwary [tam gdzie były juwenalia], wylewa się także na resztę Polski. I tak przez trochę H&lt;sub&gt;2&lt;/sub&gt;O zostałem uziemiony w Rzeszowie na weekend, w który chciałem powrócić triumfalnie do domu. Nie udało się. Weekend przeciwnie. Teraz czekamy na sesję; wtedy pojedziemy do domu. Tylko nie wiem dlaczego miałem dziwne uczucie ekscytacji, gdy poziom rzek wzbijał się coraz to wyżej i wyżej.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Tureckie jedzenie. Wziąłem się za czytanie książki, którą zauważyłem dziś [właściwie to już wczoraj] na komodzie; mimo że swoich mam co najmniej trzy, które leżą drugi tydzień, czekając na zainteresowanie. Wspomniana lektura pióra Ayse Onal opowiada o losie tureckich kobiet, które splamiwszy honor rodziny w oczach starszyzny rodu otrzymują wyroki śmierci, wykonywane de facto przez członków rodziny. Przy tej okazji, opowiadań umiejscowionych na terenie Turcji, autorka przedstawia obyczaje, a jak one to i jedzenie. Dużo różnorodnych potraw, których to widok na Google sprawił, iż zamarzył mi się właśnie teraz kebab w cieście. Palce lizać!&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Sesja. Powoli zbliża się czas horroru i myśli: „Kurwa, muszę…! Ale mi się nie chce”. Póki co wszystkie zaliczenia na plus, za pierwszym podejściem. Dobry prognostyk. Przede mną jeszcze dwa – ukochany testy oczywiście oraz „ręcznie pisana praca na pięć stron A4” z prawa rzymskiego. A później już tylko egzaminy. Trzy, jeden ponoć banalny, drugi też do okiełznana i deser – ustne przepytywanie u największego wroga studentów pierwszego roku europeistyki, niezależnie od rocznika. Damy radę! A jak nie, to będą ofiary i połamane nosy. Tylko odwiedzajcie w szpitalu…&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dom. Gdzie on teraz właściwie jest? Człowiek zawieszony między dwoma miejscami naraz, traci orientacje, jeśli: a] w rodzinnym mieście przebywa rzadko, b] w nowym miejscu ma niewiele swego rodzaju kotwic, które są wstanie go utrzymać i związać jakąś ludzką więzią z codziennymi realiama. I tak związek z rodzinnymi stronami się oddala, a do nowych jest się trudno zaadaptować. Powstaje taka próżnia, którą najlepiej unaocznia chyba pociąg którym podróżuje z Rz. do G. i z powrotem.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2939747263905659292?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2939747263905659292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/przemysliwania.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2939747263905659292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2939747263905659292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/przemysliwania.html' title='Przemyśliwania'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-1880835314870542994</id><published>2010-05-21T19:18:00.008+02:00</published><updated>2011-11-11T19:21:58.074+01:00</updated><title type='text'>Okulary czarne, czerwone</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://bi.gazeta.pl/im/7/5845/z5845667O.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 0.4em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://bi.gazeta.pl/im/7/5845/z5845667O.jpg" width="213"/&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="b"&gt;I&lt;/span&gt;rytujące się do prawdy w ostatnich miesiącach twarze osób, tych lubianych i nieznanych, znajomych czy też kompletnie obcych, które zasłonięte są w większej części przez okulary. Ale okulary niezwykłe. Duże, masywne, z bardzo grubymi oprawkami – najlepiej, gdy te są na wskroś czarne [ale i czerwone mogą być]. Do tego grube szkła. Słowem - nerdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ten oto sposób powstał najnowszy wizerunek polskiego nastolatka tudzież studenta, wciąż tkwiącego mentalnie w liceum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jest to wizerunek, który mnie drażni niemiłosiernie. I nieważne czy posiadaczką wspomnianych binokli jest kobieta ładna, zadana, o powierzchowności jakże przyjemnej z męskiego punktu widzenia, czy też metroseksualna ciotunia, której natura dała za mało u góry, za dużo na dole. Nieważne. Drażni i denerwuje tak samo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po prostu takie szkła biją mnie po oczach, a sam przecież również jestem posiadaczem i regularnym nosicielem okularów, które powinny dodawać tej sztucznej i domniemanej inteligencji do image’u. Niestety, czasy się zmieniły. Inteligencja poszła w zapomnienie, liczy się kolorowy sweterek, kapelusik na głowie i właśnie te czarne okulary, które zauważyć można lepiej niźli odblaskową kamizelkę pośród nocy. Liczy się lans i szacunek ludzi ze środowiska. No ba!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Setny post. Pijemy. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-1880835314870542994?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/1880835314870542994/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/okulary-czarne-czerwone.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1880835314870542994'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1880835314870542994'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/okulary-czarne-czerwone.html' title='Okulary czarne, czerwone'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2211116895483079279</id><published>2010-05-20T12:15:00.004+02:00</published><updated>2011-11-11T19:22:05.509+01:00</updated><title type='text'>Kim być?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;am dylemat moralny. I kogo za niego winić? Autor pozostaje w miarę anonimowy, więc chyba nie będzie wielkim nietaktem, jeśli winą za swoją udrękę obarczę całe zło tego świata – internet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym to internecie znalazłem słynne zdjęcie policjanta mierzącego z pistoletu w skroń jakiegoś bezbronnego wówczas partyzanta, ale przede wszystkim mieszkańca pogrążonego w wojnie Wietnamu. I pytanie do przedstawionych na obrazie okoliczności: kim wolałbyś być w tej sytuacji?&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://img338.imageshack.us/img338/3248/wietnamo.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="241" src="http://img338.imageshack.us/img338/3248/wietnamo.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza możliwość to wcielenie się w bezbronnego człowieka, który jest zdany na łaskę swojego oprawcy, a jedynym, co może zrobić, to rozpaczliwie błagać o życie i żywić nadzieję w ludzkie miłosierdzie. Ale ten sam mężczyzna, jeszcze chwilę temu był oprawcą i walczył bez skrupułów z przeciwnikiem, który teraz celuje w jego skroń. Czy on sam miałby w sobie tyle litości, by darować wrogowi śmierć swoich kompanów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga ewentualność to bycie katem z bronią w ręku i bycie panem sytuacji. Panem, który zatrzymuje czas i zatrzymuje życie. Panem, który decyduje o jego dalszym ciągu bądź rychłym końcu. To bycie tym samym człowiekiem, który musiał odpierać ataki wielu podobnych do swojej dzisiejszej ofiary. Wielu, z którymi musiał walczyć o swoje życie. Czemu to on ma teraz darować, gdy trzyma broń, skoro tamci tego nie uczynili? Dlaczego widząc podłość swojego nieprzyjaciela, sam ma mu okazać dobroć? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybieram policjanta. On decyduje. To od niego zależy przyszłość, tak jak od pisarza zależy los głównego bohatera. W Hollywood koniec jest radosny, ale w życiu? Wolę mieć wybór, wolę mieć alternatywę. Nie chce być bierny i czekać na skutki. Chce móc je tworzyć lub im zapobiegać. Chce mieć coś do powiedzenia. I chce, by mnie wysłuchano z uwagą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Ty? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2211116895483079279?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2211116895483079279/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/kim-byc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2211116895483079279'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2211116895483079279'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/kim-byc.html' title='Kim być?'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5749997012010998899</id><published>2010-05-16T22:56:00.005+02:00</published><updated>2011-11-11T19:22:21.285+01:00</updated><title type='text'>Jak się bawić, to się bawić</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;P&lt;/span&gt;ierwsze rzeszowskie juwenalia już za mną. Niemniej pozostaną na długo żywe w mojej pamięci, w której zapisały się jako niesamowite przeżycie wielu rzeczy po raz pierwszy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym roku juwenalia były jedne dla wszystkich uczelni [wcześniej Uniwersytet robił osobno swoją imprezę, a Polibuda wraz ze wszystkimi prywatnymi szkołami – swoją]. Teraz wszyscy spotkali się razem, bezpłatne i w nowym miejscu – na Bulwarach, czyli nie tak daleko od  kampusy Polibudy, w dość malowniczej i przyjemnej scenerii, gdzie miejsca nie brakuje, jest zielono [do czasu… bo cała trawa została wydeptana i zostało tylko jej wspomnienie z pierwszego dnia imprezy], a Wisłok oraz czyhające na pijanych topielców służby WOPR-u tuż obok. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plan był taki, żeby pójść w dwa pierwsze dni juwenaliów, bo z naszego punktu widzenia były najciekawsze. A piątek mieć na inne sprawy; nie mniej przyjemne. Plan został zrealizowany w całości, a pogoda sprawiła nam niespodziankę i zamiast spodziewanego deszczu, a także gromów z jasnego nieba, było całkiem błogo, bo ciepło, czasami również duszno, ale co najważniejsze słonecznie i bez opadów. Ideał. Za to w ostatni dzionek spadł wreszcie deszcz, który zapowiadała bodaj każda prognoza pogody jaką sprawdzałem już wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i poszliśmy. Jak na złość ludzi z roku niezbyt wielu. Gdzie te przeszło 130 głów? Nie wiem. Widziałem i rozmawiałem z garstką osób. Ale byli i inni. A ja mam to szczęście, że ścisło wiec ze mnie żaden i nie przyszło mi się edukować na Politechnice. Bab tam tyle, że głowa wciąż boli, oczy pieką, a na horyzoncie i tak nie można wypatrzeć choćby tej jednej. Inną sprawą jest to, iż byłbym najprzystojniejszym ze studentów. Też jakiś plus. W każdym razie, Polibuda jest to raj dla niewybrednego homoseksualisty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grunt jednak, że zespoły grały ciekawe. Pierwszego dnia East West Rockers  i Farben Lehre, bo tych udało mi się posłuchać. Drugiego z kolei wisienka na juwenaliowym torcie – Coma na scenie. Dopiero jako ostatni z grających zespołów, więc zaczynali dobrze po 23, ale co tam. Wcześniej udało się posłuchać Lao Che i Strachów na Lachy , a także przeżyć swoje pierwsze pogo – właśnie na Lao Che. Jeszcze w miarę dość spokojne, z koleżanką, której balerinki się nie słuchały i z nóg dosyć często spadały, a jako ten dzielny i nielękający się tłumu szukałem i zbierałem buty z ziemi. Sam gubiąc niemal trzykrotnie okulary. Strachy zostały jednogłośnie wyśmiane przeze mnie i tym bardziej przez kolegę filologa polskiego, który bez autokorekty nic sam nie napisze [;-)]. A po nich już tylko Coma. Kobiety porzucone, droga pod scenę utorowana i zaczęło się – pogo na całego. Okulary w torbie kobiety, więc tyle spokoju. Z kolei buty, spodnie i bluza w kolorze ziemi. Na ziemi także ja – dobrze, że ledwie raz jeden. Na rękach ja także raz jeden, ale jaki; cud, miód i malinki… wisienki znaczy. Aż za barierki przeniosło mnie to tsunami. Trzeba było ponownie przejść przez zbitą masę pod scenę, ale się udało, a jakże! Koncert wspaniały, kwiatek zmordowany, posiniaczony i spocony jak świnia. Satysfakcja jednak nieziemska. No i podwózka do akademika. Same plusy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co znamienne dla tych juwenaliów – na mieście ludzi wracających z imprezy można było rozpoznać bez trudu. Ich buty, a czasem też i nogawek spodni, pokrywała warstwa brązowego błota. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5749997012010998899?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5749997012010998899/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/jak-sie-bawic-to-sie-bawic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5749997012010998899'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5749997012010998899'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/jak-sie-bawic-to-sie-bawic.html' title='Jak się bawić, to się bawić'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-375640810051681962</id><published>2010-05-10T00:32:00.004+02:00</published><updated>2011-11-11T19:22:59.740+01:00</updated><title type='text'>Uparcie do celu w bibliotece</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;P&lt;/span&gt;oprzednio wspominałem już o tym, że nieoczekiwane zdarzenia częstokroć okazują się jakże miłymi i zaskakującymi zarazem. Najpierw listy. Teraz książki – dużo książek, bo Biblioteka Uniwersytetu Rzeszowskiego posiada w swych zbiorach całkiem pokaźną ich liczbę. Zobaczywszy ogłoszenie o III nocy BUR, która miała się odbyć w piątek, czyli nazajutrz, postanowiłem się skusić i wybrać na tę imprezę z jednej przyczyny… spotkanie miało się zacząć od dwóch godzin filmów, prezentacji i opowiadań Sybiraków o swoim losie po przesiedleniu na Syberię. Dla mnie to gratka nie lada. Temat jakże pożądany. Wziąwszy kolegę, z którym notabene dochodziliśmy do miliona [o czym pisałem trochę wcześniej], poszliśmy więc do budynku Biblioteki, który od naszego akademika dzieli jakieś pół godziny marszu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzeczywistość jednak weryfikuje wszystkie zapowiedzi i to, co miało być punktem wieczoru okazało się może nie klapą, ale wydarzeniem z goła mniej ciekawym, niźli przypuszczałem. Sztuczne teksty pani prowadzącej, wzniosłym i literackim językiem pisane, a odczytywane z kartki jakoś strasznie drażniły oraz irytowały nie tylko moje uszy. Sama prezentacja to klapa totalna – wylewanie własnych żalów w sprawie nie dostania z Moskwy dokumentów a propos zaświadczeń o pracy na Syberii. Film zaś był w miarę udanym, lecz już opowieści naocznych świadków tamtych wydarzeń, cóż, pozostawiały sporo do życzenia. Zarówno w sposobie narracji, stylizacji językowej, jakże i przykucia uwagi odbiorców. Pierwsza pani miała jedynie tę potrzebna ikrę, zasób słownictwa, dar przemawiania. Reszta niestety już gorzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym mieliśmy wrócić z kolegą do akademika, by obejrzeć walkę Pudziana, ale coś nas podkusiło i zostaliśmy. Na nasze wielkie szczęście! Poszliśmy w pierwszej kolejności wziąć kilka ciastek z bufetu i na piętro – do czytelni, która stała otworem. Tam poszukiwaliśmy książek oraz słowników wartych uwagi. Znaleźliśmy. Najpierw „Dziesięciolecie Polski odrodzonej” i „Dziesięciolecie Polski niepodległej” – dwa opasłe tomiska. Pierwsze pochodzące z… 1928 roku! Kapitalna sprawa. Wielkoformatowa książka, sprzed 82 lat. I można ją własnymi paluchami dotknąć, zmacać. Mniam! Druga to już nowe wydanie. Inny papier, inne zdjęcia. Nowoczesność i jakieś 2000 stron więcej. Ważyła naprawdę sporo. Pewnie dlatego nie można jej wypożyczyć, a jedynie skorzystać na miejscu w czytelni. No i słowniki. Szczególnie te o wulgaryzmach przykuwały naszą uwagę. Nacipnik. Każda z was go nosi, moje drogie. Która wie, co to takiego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dalszej kolejności powędrowaliśmy znów na parter, gdzie trwał już koncert zespołu reggae. O dziwo grali całkiem przyjemnie. Ale najdziwniejsze było tuż przed nami. Dyrektorka BUR gibała się w odległości dwu metrów od nas w rytm muzyki. Wow! Kobieta na stanowisku, ale jakże wyluzowana, pogodna, energiczna. Świetna babka, ale o tym jeszcze dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W trakcie koncertu poszliśmy jeszcze do kolejnej czytelni, gdzie odbywał się Teatr Rysunku. Pod okiem ludzi z Wydziału Sztuki można było sobie bazgrolić ołówkiem po kartce, próbując w sposób mniej więcej oddający rzeczywistość odwzorować pana modela ubranego w jakieś pseudośredniowieczne skóry, który siedział na krześle ustawionym na stole. Rezultaty były różne – tu brakowało twarzy, tam noga była przekrzywiona w nie tę stronę. A reszta szkiców ładna, widać, że artystyczne dzieci wzięły się za pracę, nie studenci europeistyki i ekonomii^^ &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A po trudach przedstawienia artyzmu - nagroda! Bigos. Najpierw w czytelni. Później w holu głównym. Sprytnie oszukaliśmy system i zjedliśmy kolację dwukrotnie. W plastikowych miseczkach i z chlebem w garści oczywiście. Było dobre i sycące. Student nie wybrzydza; je, pożera, trawi i wydala. Niezmienny cykl życia. Potem doszła herbata, kawa [tez piłem… dziwne], soki, a także jeszcze więcej słodyczy. No i w międzyczasie pokaz kilku facetów i jakichś dziewczyn z ogniami. Niby fajne, niby atrakcyjne, ale ludzi pełno, więc nie widzieliśmy wiele z tych wyczynów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec został już tylko tort jubileuszowy – 45-lecie Biblioteki. Otwarta kniga. Każdy dostał wafelek, na nim kawałek owego tortu, który moim zdaniem był ciut za słodki i odszedł zadowolony. Zostaliśmy tylko my, niesieni jakże ambitnym celem – zdobyć koszulkę upamiętniającą jubileusz. Koszulkę, którą nosili tylko pracownicy BUR. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już po skończeniu spotkania z Sybirakami zetknęliśmy się z dyrektorką Biblioteki. Zapytaliśmy o te koszulki. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że więcej nie ma, były jedynie dla pracowników. Ale w zamian, jako pocieszenie, możemy dostać długopis i ołówek Biblioteki. Jasne, czemu nie? Poczekamy. Dyrektorka popędziła na pięterko, a pięć minut później mieliśmy w garści wspomniane przedmioty. W późniejszym czasie doszliśmy do gabloty, gdzie byli przedstawieni wszyscy dyrektorzy BUR – i ta nasza, młoda blondynka. Bożena Jaskowska. Z doktoratem. To ile ona ma lat?! Z czego zrobiła ten doktorat? Lat ma 31, praca doktorancka była pisana trzy lata temu, a jej temat brzmi: „Kultura organizacyjna służb informacyjnych bibliotek akademickich: na przykładzie uczelni ekonomicznych”. Ponad 280 stron o bibliotece i takie tam. Respekt. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale cel jeszcze nieosiągnięty. Koszulki! Sprytnie wpadliśmy na pomysł, że zaproponujemy układ – pomoc w sprzątnięciu bufetu za dwie koszulki pracownic. Żadna jednak nie chciała się pozbywać upominku. W końcu starsza pani, siedząca na uboczu rzekła, że może nam podarować swoją, której jeszcze jednak sam nie dostała. Średnio! Ale jest światełko w tunelu. Kazała rozmawiać nam z Dyrektorką. Lecz już to robiliśmy przecież. No nic. Dyrektorka podeszła, tamta powiedziała jak jest, a my zrobiliśmy ładne oczka. - Chłopcy się przecież starają, zaproponowali pomoc,  zaimponował mi ich upór. – OK, zobaczy czy są jakieś wolne koszulki. I kilka minut później mamy – dwie koszulki! xD Wielki upór, wielkie również koszulki [bo elki, ale pasują]. Cel zrealizowany, micha ucieszona. A jakże! No i jeszcze zdjęcie pamiątkowe z Dyrektorką, naszym idolem tej nocy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz po książki będziemy chadzać w firmowych koszulkach. Nie ma co. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-375640810051681962?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/375640810051681962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/uparcie-do-celu-w-bibliotece.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/375640810051681962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/375640810051681962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/uparcie-do-celu-w-bibliotece.html' title='Uparcie do celu w bibliotece'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-1151567219203349519</id><published>2010-05-06T19:11:00.010+02:00</published><updated>2011-11-11T19:23:08.304+01:00</updated><title type='text'>Ludzie listy piszą pisali</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;N&lt;/span&gt;ajlepsze są często te odkrycia, które przychodzą niespodziewanie i nieoczekiwanie. Nawet mała rzecz może okazać się jakże ciekawa. Taką rzeczą okazała się karta, a właściwie to list, odnaleziony pomiędzy stronnicami pomiętej przez czas oraz setki rąk książki do prawa rzymskiego. Poniżej samo odkrycie, datowane na 5 października 1990 roku:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Agniesiu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj wzięłam się za pisanie listów, bo jakoś ciągle nie miałam czasu, chociaż nic nie robię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przyjściu z uczelni jestem tak zmęczona, że razu kładę się spać. Niby nic ciekawego się nie dzieje. Jest pięknie, słoneczna pogoda, jak w lecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uczę się hiszpańskiego. Jest dosyć ciekawy, trochę śmieszny, ale trudny. Poza tym angielski i najtrudniejsze teorie ekonomii. Dla mnie jest to czysta abstrakcja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory mam jedną miłą koleżankę, a reszta beznadziejna. Wszystko jakieś zastraszone, boją się powiedzieć „cześć”, chyba, że już muszą to wtedy. Ale jest parę fajnych osób. Myślę, że to wszystko się jakoś rozkręci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj zupełnie inaczej się żyje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sklepy świetnie zaopatrzone, co chcesz możesz kupić, we wszystkich kolorach. Tylko ceny są makabryczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem ciekawa jak Twój kurs prawa jazdy i jak idzie Ci jeżdżenie samochodem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że mój list już doszedł, chociaż one strasznie się wloką. Dostałam kartkę od Was, ale o tym już chyba pisałam, a pyza tym 2 listy od Magdy. Ciągle czekam na wiadomości od Was, bo ciężko mi jest się przyzwyczaić do tego cudownego miasta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekam już tylko, żeby przeszedł ten tydzień i żebym już mogła jechać do Rzeszowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nudzę się bardzo, bo zajęcia dopiero się  rozpoczynają i nie ma właściwie co robić. Czytam książki, piszę listy, no i oglądam telewizję sat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie to ciągle jestem zmęczona, bo trudno jest po tylu miesiącach lenistwa wpaść w rytm wstawania rano i siedzenia na uczelni do wieczora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem tu dopiero tydzień, czas mija bardzo wolno, bo nigdzie nie chodzę. Nie ma dokąd, a poza tym sama?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wprawdzie koleżankę z grupy, ale to tylko kontakt na uczelni, dziewczyna z Gdańska, przeciętna, w zasadzie nic ciekawego, taka sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro wprawdzie umówiłam się z nią na popołudnie, bo co można robić w sobotę przez cały dzień?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie inaczej byłoby, gdybyś mogła w końcu przyjechać i sądzę, że po 19. to na pewno dojdzie do skutku. Wtedy odbijemy sobie tą całą kretyńską nudę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie to nie ma o czym pisać, bo ciągle dzieje się to samo, czyli nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekam na listy niecierpliwie i będę sama zanudzać Cię swoimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przesyłam pozdrowienia obrzydliwego portowego molochu [Sopotu], którym bynajmniej nigdy nie chcę mieszkać na stałe. Pisz dużo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kinga&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Kto do kogo pisał – połowicznie wiadomo. Co przez następnych dwadzieścia lat stało się z autorką i adresatką listu – kompletnie nie wiadomo. Możliwe, że autorka zaczynała właśnie pierwszy rok studiów ekonomii w Sopocie, sama mieszkając do tej pory w oddalonym Rzeszowie, czyli mieście, gdzie teraz ja studiuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początki widzę, że mieliśmy podobne. Choć sposoby na nudę nieco odmienne. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-1151567219203349519?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/1151567219203349519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/ludzie-listy-pisza-pisali.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1151567219203349519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1151567219203349519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/ludzie-listy-pisza-pisali.html' title='Ludzie listy &lt;s&gt;piszą&lt;/s&gt; pisali'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-4785713346112872680</id><published>2010-05-03T19:56:00.003+02:00</published><updated>2011-11-11T19:23:13.856+01:00</updated><title type='text'>Pomnik trwalszy niż ze spiżu wyd. II poprawione</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;S&lt;/span&gt;wego czasu na Onecie pojawił się fotoreportaż z najnowszej wystawy Guntera von Hagensa, na której niemiecki lekarz przedstawiał spreparowane ciała zwierząt. Von Hagensowi, noszącemu przydomek Dr Śmierć, udało się przedstawić szerokiej publiczności m.in. ciało 41-letniego słonia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co robi Niemiec jest znane od lat i od samego początku, zdaje się, że ma tylu samo zwolenników, co gorliwych i głośnych przeciwników. Głównym powodem całej awantury nad osobą lekarza jest przedmiot jego wystaw – spreparowane ciała. I tak, dla jednych pokazuje on całe ich piękno oraz nadzwyczajność, dla drugich zaś zawsze będzie tym, który nie ma najmniejszego poszanowania dla ludzkiego, czy jak ostatnio, także zwierzęcego życia i ciała, a słowo „etyka” już dawno temu wykreślił ze swojego słownika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to, na całym świecie wystawy von Hagensa obejrzało przeszło 26 milionów ludzi. Liczba to imponująca, a nade wszystko świadcząca o ogromnej ciekawości jaka towarzyszy ludziom a propos tego kontrowersyjnego, ale i jakże niezwykłego tematu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam również chciałbym zobaczyć w przyszłości jedną z wystaw Niemca – z czystej dociekliwości i chęci zobaczenia na własne oczy tego, czego dokonał. Bo niewątpliwie von Hagens dokonał rzeczy niezwykłej – udało mu się sprawić, by ciało zachowało się w niezmienionej formie, niezależnie od tego, jak wiele czasu upłynęło od ustania wszystkich funkcji życiowych. Proces, za pomocą którego niemiecki lekarz tego dokonuje nazywa się plastynacją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nijak nie mogę uznać działania Niemca za coś ujmującego ludzkiemu ciału, za coś z goła nieetycznego oraz wymagającego społecznego potępienia. Jeżeli ludzie dobrowolnie i wedle swojej ostatniej woli ofiarowują von Hagensowi swoje ciała, które po ich śmierci mają posłużyć za eksponaty, to nie widzę w tym nic zdrożnego. Część zarzutów dotyczy właśnie sposobu w jaki Dr Śmierć zdobywa kolejne ciała na eksponaty – podobno niektóre z nich należą do chińskich więźniów, na których wykonano właśnie wyrok śmierci i w ten sposób trafiają do laboratorium von Hagensa. Czy to prawda? Póki co, chyba nikt nie może tego jednoznacznie stwierdzić. A jeśli nie można tego zrobić, to i specjalnych wyrzutów w stronę Niemca nie będę robił, bo – jak wspomniałem – chciałbym zobaczyć kiedyś efekt pracy jego życia. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-4785713346112872680?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/4785713346112872680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/pomnik-trwalszy-niz-ze-spizu-wyd-ii.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4785713346112872680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4785713346112872680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/05/pomnik-trwalszy-niz-ze-spizu-wyd-ii.html' title='Pomnik trwalszy niż ze spiżu wyd. II poprawione'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-3154784225329690192</id><published>2010-04-18T22:24:00.006+02:00</published><updated>2011-11-11T19:23:27.499+01:00</updated><title type='text'>Rossijskie fenomeny literackie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://ucsbvrc.files.wordpress.com/2009/05/valentina-kulagina-19311.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 0.5 px; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://ucsbvrc.files.wordpress.com/2009/05/valentina-kulagina-19311.jpg" width="209" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="b"&gt;B&lt;/span&gt;ędąc spostrzegawczym człowiekiem z szeroko otwartymi oczyma, można dojść do całkiem ciekawych i prawdziwych konkluzji. Jeśli czytelnik tego bloga jest takim właśnie typem, bez trudu dojdzie do wniosku, że on [czyli autor] musi „mieć coś” z tą Rosją. I w rzeczy samej. Na liście ostatnio czytanych przeze mnie książek można zobaczyć całe multum rosyjskojęzycznych pisarzy. Mało tego, o szeroko pojętej Rosji, a więc wychodzącej poza granice Moskwy, Sankt Petersburga i kawałka Syberii, pisał - ciekawie zresztą - nawet Kapuściński. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rosja, a wcześniej Związek Radziecki, w gruncie rzeczy ma coś, co mnie zachwyca i powoduje, iż chciałbym jak najlepiej zgłębić ten specyficzny klimat jaki wytwarza. Rosjanie z kolei mają to do siebie, że piszą fantastycznie. A pisarstwo to jest ponadprzeciętne w dużej mierze dlatego, że akcję swoich powieści przedstawiają oni właśnie na tle swojej ojczyzny, jej historii i codzienności. Jej magii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tego względu tak bardzo zachwycił mnie Rybakow, piszący o pokoleniu wychowanym w czasach wielkich przemian w Związku Radzieckim, kształtowania się morderczego oblicza komunizmu. Opisał on nie tylko wielkie mocarstwo, ale zanurzył się także w funkcjonowanie jednostki w jego wysysających życie objęciach. Do tego te obrazy Moskwy... Ten Petersburg Dostojeswskiego czy Bułhakowa rozpisany na części pierwsze i zgłębiony do cna. To całe piękno tego pisarstwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękno wytworzone tak zmyślnie i sprawnie, które, uzupełnione wyobraźnią oraz fascynacją krajem wraz z jego historią – pochłania bez opamiętania i buduje w głowie swoisty symbol. Bo bez cienia wątpliwości Rosja to symbol – wielkiego imperium rządzonego za pomocą bezlitosnej siły, niezależnie od epoki. Imperium, którego obywatele w pokorze poddają się zniewoleniu grupy z jego samego serca – Kremla. To niewątpliwie czasy stalinowskich represji, czystek, czasy wszędobylskiego strachu, tak działają na moje zmysły. Bo Rosja, to w dużej mierze Związek Radziecki. W szczególności lata 30. - okres powszechnego niepokoju, tak władzy, jak i społeczeństwa, budowania na wielką skalę, ale również, a może przede wszystkim - okres katorżniczego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To właśnie czasy, które najbardziej mnie poruszają z perspektywy rozmyślań o tych nielicznych wielkich i, odwrotnie proporcjonalnie, całej masie maluczkich, którzy na pierwszy rzut oka nie różnią się niczym ponad to, że jeden jest w opozycji, a drugi w Komsomole. Za nic nie chciałbym w nich żyć, ale czytać – czytać chciałbym jak najwięcej. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-3154784225329690192?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/3154784225329690192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/04/rossijskie-fenomeny-literackie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3154784225329690192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3154784225329690192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/04/rossijskie-fenomeny-literackie.html' title='Rossijskie fenomeny literackie'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2149240961792693435</id><published>2010-04-14T23:01:00.004+02:00</published><updated>2011-11-11T19:23:37.592+01:00</updated><title type='text'>Refleksja nad pokłosiem upadku metalowego ptaka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;K&lt;/span&gt;ażdy wie jaki temat obecnie przemyka przez usta wszystkich Polaków, a i sporej części świata. Nie będę inny i w końcu napiszę trochę swoich refleksji odnośnie katastrofy pod Smoleńskiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie popieram ani polityki PiS-u, ani nie popierałem Prezydenta, który miał przecież ogromne powiązania z tym środowiskiem, jednak wydarzenia niedzielnego ranka były tak znaczące i fatalne dla kraju, że nie sposób przejść nad nimi obojętnie do porządku dziennego. Trzeba jasno stwierdzić, że to precedensowa sytuacja w naszej historii, ale już samo zaskoczenie sytuacją ze Smoleńska spowodowało, że człowiekiem wstrząsnęło, a w ducha wstąpiło coś w rodzaju zasępienia. W końcu w sposób, którego nikt nie przewidywał ani nie oczekiwał upadła głowa mojego państwa, a śmierć poniosła cała masa ludzi – znaczących wiele tak w kraju, jak i w historii. Ot tak, w jednej chwili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmierć ludzi, właśnie ludzi, nie przedstawicieli konkretnych stanowisk wywołała u mnie konsternację. Jednak pamiętać również trzeba o stanowiskach jakie ci ludzie zajmowali. Najwyższe dowództwo armii szlag trafił, Prezydent zakończył swoją kadencję przed jej upływem, przedstawiciele Parlamentu także. To był szok. Człowiek budzi się, włącza TV, bo „coś się stało” i od razu zdumienie i refleksja – nie mamy prezydenta. Mimo, że nie darzyłem go sympatią, mimo że jego brak nie jest zagrożeniem dla funkcjonowania państwa, to wydarzenie znaczące, a zdanie sobie z tego sprawy wywołuje bardzo dziwne uczucia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo całej podniosłości ostatnich dni, zaskakującej minuty ciszy na ćwiczeniach z TI, powstaje w czasie żałoby narodowej dylemat znaczący: czy para prezydencka zasługuje i czy powinna zostać pochowana na Wawelu? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wawel to przecież miejsce magiczne, miejsce historycznego kultu oraz przestrzeń, gdzie spotykają się spiżowe legendy wielu jakże wybitnych i  znaczących dla polskiej historii osobowości. Czy w te ramy wpasowują się Maria i Lech Kaczyńscy? Można dywagować, kłócić się i pukać w czoło. Powstało już sporo grup, które głośno sprzeciwiają się temu pomysłowi abpa Stanisława Dziwisza. Czego by jednak nie pisać, istnieją jakiekolwiek racjonalne powody, by Wawel był miejscem ostatniego spoczynku – o tym mówi bodaj ustawa z 1929 roku, która wymienia Kraków właśnie oraz Warszawę [Cmentarz na Powązkach] jako miejsca pochówku głowy państwa, która zginęła w trakcie pełnienia swojej funkcji. Podstawy zatem są, jednak dylemat i lekki niesmak pozostają, bo Warszawa wydaje się lepszym miejscem niźli Wawel. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inną kwestią jest przyczyna, z powodu której prezydencki Tupolew runął na ziemię. Rożne słyszałem już wersje, ale tej prawdziwej być może nie usłyszę nigdy, a przynajmniej nie jasno określonej jako prawdziwa. Czekamy na pogrzeb. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2149240961792693435?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2149240961792693435/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/04/refleksja-nad-pokosiem-upadku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2149240961792693435'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2149240961792693435'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/04/refleksja-nad-pokosiem-upadku.html' title='Refleksja nad pokłosiem upadku metalowego ptaka'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5246336303811675764</id><published>2010-04-05T02:32:00.006+02:00</published><updated>2011-11-11T19:23:43.399+01:00</updated><title type='text'>Doświadczanie świąt bez koszyczka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Ś&lt;/span&gt;więta wielkanocne z pewnością mają wymiar dwojaki. Z jednej strony, są oczywiście przeżyciem duchowym, na które każdy przykładny wyznawca panującej wiary czeka z niecierpliwością cały rok. Z drugiej zaś, święta oznaczają ni mniej, ni więcej przerwę od szkoły, od pracy, od czegokolwiek nie związanego z jedzeniem, rodziną i jeszcze większą ilością rodziny [tej lubianej lub nie].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak kto spędza ten okres w roku, to jego sprawa. Pewnie większość nie odstaje od klasycznego obrazu: śniadanko w gronie najbliższej rodziny, po czym wyruszamy w podróż mającą swój kres u tej dalszej rodziny - dziadków, wujków, kuzynów. Pytanie brzmi jednak jak powinno wyglądać przykładne spędzenie tego  natchnionego czasu świąt? Ja nie wiem - znaczy wiem, ale na swój sposób. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno trzeba iść poświęcić koszyczek do kościoła, coby śniadanko wielkanocne smakowało jak należy. Pech chciał, że u mnie nie było chętnego, żadnego!, który zechciałby się przespacerować te czterysta metrów do świątyni i tam postać z ów koszykiem w ręku do chwili, gdy spadnie już nań woda święcona. Osobną sprawą są inne kościele ceremoniały - rezurekcja. W tym naprawdę mizernie się orientuję, aż wstyd mnie oblewa. Jednakowoż, między bogiem a prawdą, nigdy do szczęścia tejże wiedzy, a i przeżyć związanych z jej namacalnym doświadczeniem nie potrzebowałem. Moja dusza nigdy mnie o to nie prosiła, więc nie chciałem wykazywać się zbędną nadgorliwością. Poza tym rezurekcja odbywa się w nie moją porę. Przyjąłem, że zazwyczaj o tej porze śpię. W innym przypadku mogę co najwyżej kończyć oglądanie meczu NHL, bo akurat mój ulubiony zespół rozgrywa spotkanie gdzieś na zachodnim wybrzeżu USA czy Kanady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem cóż pozostaje takiemu jak ja odszczepieńcowi, rysie na tle narodowego obrazu katolickiej rzeszy, ze świąt wielkanocnych? Wszystko co kościelne odpada, więc co? Wspólne biesiadowanie w rodzinnym gronie, zgłębianie nurtujących jego członków tematów, które daj los, dotyczą w jakimś stopniu wszystkich i są tym samym dla każdego z osobna ciekawe oraz warte polemiki? Z pewnością. Ma to mało wspólnego z duchowym [w kontekście religijnym oczywiście, bo duch tak czy siak się cieszy] wymiarem spędzania świąt, ale cóże ja poradzę? Ja taki mały, nic nieznaczący na tym globie chłystek… przynajmniej mam dziesięć dni wolnego, dziesięć dni dokarmiania, a także zgłębiania zmian zachodzących we własnym pokoju, przy jednoczesnym napływie tęsknoty czy czegoś w jej zarysach. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5246336303811675764?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5246336303811675764/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/04/doswiadczanie-swiet-bez-koszyczka.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5246336303811675764'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5246336303811675764'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/04/doswiadczanie-swiet-bez-koszyczka.html' title='Doświadczanie świąt bez koszyczka'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-476289235991704126</id><published>2010-03-28T23:18:00.005+02:00</published><updated>2011-11-11T19:23:48.749+01:00</updated><title type='text'>On jest jeden, a kontrowersji całe mnóstwo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;ilion można ukraść albo i zarobić, choć powiadają, że ten pierwszy trzeba ukraść, a pora na zarobek przyjdzie potem. W każdym razie milion można również dostać w spadku czy w zamian za mały wkład – jakieś dwa złote z VAT. Dokładnie można dostać szansę na wspomniany milion.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostał takową pewien chłopina ze Szczecina, któremu jako pierwszemu Polakowi, dane było wyjść ze studia z czekiem na właśnie taką sześciocyfrową sumę całkiem nowych i całkiem zielonych polskich złotych. Wszystko ładnie, pięknie, jest góra pieniędzy, uwielbienie tłumu, wiedza i… mamy kłopot. Znowu kontrowersje. Znowu mały smród wokół banalności zadawanych pytań, które miast utrudnić maksymalnie wygraną, zdają się wołać: „szybciej, szybciej, milion czeka!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed TV siedzieliśmy we dwóch. Ja, mądry, piękny i perfidnie inteligentny. On, mniej mądry [student ekonomii wszak mądry być nie może, bo dlaczego wybrał ekonomię, hę?], mniej piękny, a i z tą perfidią intelektu mógłbym polemizować. Sympatyczny jednak to osobnik, no ba! ;-) Razem z doktorantem ze Szczecina rozwiązywaliśmy kolejne trudności na naszej drodze do wyimaginowanego miliona. I co? Wyszło nam, że jesteśmy mimo braku jakichkolwiek tytułów przed nazwiskami mądrzejsi od zwycięzcy. Ledwie dwa koła, milion w kieszeni i ta myśl… te pytania przecież były cholernie proste. Facet przed nim tuż na dwa zdane, trafił na dwóch zabójców - a i tak trafiłby prawidłową odpowiedź. Gdyby zaryzykował i zagrał. A Milioner? Na jakim instrumencie gra Czesław Śpiewa? Co to jest challenge w tenisie? C’mon, tak nie powinny za nic w świecie brzmieć pytania za milion i pół miliona PLN! Nie, jeśli chcemy brać kogoś na poważnie, bo ta kwestia nabiera innego zabarwienia, gdy chcemy po prostu podwyższyć sobie słupki oglądalności. Dobra reklama, utrzymywanie ludzi niemal miesiąc cały w napięciu, a dam sobie pół palca uciąć, że słupki skoczyły wzwyż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Milionerem być może chłopina ze Szczecina nie został w momencie udzielenia odpowiedzi na ostatnie pytanie, a już w czasie zasiadania na fotel naprzeciwko prowadzącego. Mistyfikacja, ooO! &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-476289235991704126?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/476289235991704126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/on-jest-jeden-kontrowersji-cae-mnostwo.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/476289235991704126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/476289235991704126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/on-jest-jeden-kontrowersji-cae-mnostwo.html' title='On jest jeden, a kontrowersji całe mnóstwo'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8174930702736772751</id><published>2010-03-27T17:14:00.004+01:00</published><updated>2011-11-11T19:23:54.223+01:00</updated><title type='text'>Stalowa metoda męczeńska</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Z&lt;/span&gt;achciało się studiować z dala od domu. Na tyle daleko, że podróże środkami lokomocji poruszającymi się w sposób dość powszedni, po drodze znaczy, są nierealne i trzeba korzystać z dobrodziejstw polskiego taboru kolejowego. O tym, że wiekowe to złomowisko nikogo, jak sądzę, nie trzeba specjalnie przekonywać. To widać gołym okiem i bez okularów. Polskie koleje są jak trasy, po których się poruszają pociągi – jadąc nimi widzimy nieraz przyjemne widoczki, ładną dziewkę w przedziale, ale gdy dojeżdżamy do miasta zaczyna się za oknem ukazywać ponury widok zapadłych budynków pokrytych wiekowym już graffiti, wszędobylska rdza oraz ogólnie pojęte śmietnisko. Dramat, żadna tam bajka, w której można by spotkać piękną księżniczkę szukająca swojego księcia na białym rumaku. Tutaj kończy się, co najwyżej na Gargamelu. Choć i on w porównaniu z ww. pikczerami jest dość przyjemnej aparycji i szlachetnego charakteru postacią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrazki na widokówkę to nie są. Jak i pociągi do przewozu pasażerów nie powinny być dopuszczone. Ale nie, jest inaczej - są. A ja nie mam wyjścia i te, przynajmniej cztery i pół godziny muszę tłuc się z kąta Polski bliżej jej środka. A dupa boli, odpada. Plecy też wołają ”mamooo!”. Położyć się nie położę, bo jak? Za duży jestem na osobówki, ja - 175 cm faceta… A te siedzenia są dla tyłka niczym rozżarzone węgle. Niby to to jest ładne, kolorowe i czerwone. Ale spróbuj tego człowieku dotknąć. Czar pryśnie, obłoki się oddalą i zostanie jedynie ból istnienia, a także bogaty zasób przekleństw pozyskanych w czasach głębokiego dzieciństwa, gdy biegało się po dworze wśród może nie tak inteligentnych i błyskotliwych osobników, co autor, ale dość sympatycznych i rozgadanych. A jakże!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasne, można kupić bilet na pośpieszny pociąg. Ale to nie zmienia niczego w gruncie rzeczy. Rzyć może i ma usiąść na czymś ciut miększym, ale podróż wydłuża się o bez mała godzinę. I tak, dupa nadal boli, a wraz z nią plecy. Od czasu do czasu można się położyć, ale, ale! Gdy miejsca w przedziale brak, gdy naprzeciwko można podziwiać długowłosego pana, namiętnie pocałunkami obdarowującego uboższą we włosie niewiastę z małymi depresjami kobiecości [niektóre z Was mają góry kobiecości, ale ta miała depresje, co przy jej ogólnym wizerunku było gwoździem do trumny, niestety], to nijak nie można się położyć, bo w drugim końcu tego samego siedzenia czyta książkę siostra zakonna. No jak? Główkę jej położyć na kolanach i wyrzec: „Niech sobie siostra nie przeszkadza, ja tylko poleżę chwilkę”. Teoretycznie mógłbym spróbować, bo młoda z niej dziewoja była dość, ale obyczajowo mi nie wypadało. No i nie ta śmiałość we mnie. Także kaplica.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PKP to zło. Zamiast przyzwyczajać się z każdą kolejną podrożą do domu i z powrotem, nabieram przekonania, że te włajaże z każdym kolejnym podejściem będą męką jeszcze bardziej ignorującą mój ból istnienia oraz mającą w głębokim poważaniu wszelaki komfort. Konkludując, strasznie [przy czym użyłbym tutaj bardziej emocjonalnie nacechowanej kurwy] nie chce mi się jechać następnym razem do domu. Na samą myśl o tym, mój mózg zaczyna produkować przeciwciała, mające za zadanie zneutralizować ten zamiar już w zarodku. Żeby nic nie zdążyło się urodzić. Taka umysłowa aborcja. Ale spoko, nóżek, rączek jeszcze nie ma. Można wyrzynać. I po problemie, prawda? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8174930702736772751?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8174930702736772751/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/stalowa-metoda-meczenska_27.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8174930702736772751'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8174930702736772751'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/stalowa-metoda-meczenska_27.html' title='Stalowa metoda męczeńska'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2952581855227398176</id><published>2010-03-25T23:15:00.005+01:00</published><updated>2011-11-11T19:24:03.856+01:00</updated><title type='text'>Apteczka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;A&lt;/span&gt;pteka jaka jest każdy widzi. Ja w czasie swojego ostatniego pobytu w Gliwicach miałem okazję trafić do chyba największej apteki jaką widzieć mi dane było w moim już dość długawym żywocie. Co jeszcze ciekawsze, miała ona dwoje drzwi. Jedne do wchodzenia, drugie, oddalone paręnaście centymetrów od pierwszych, do wychodzenia. A całość oznaczona odpowiednimi znakami – tak, tutaj się wchodzi/wychodzi, zatem podążaj zbłąkany i zagubiony w świecie człowieczku; no dalej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masa leków, substancji i innych produktów powodujących łatwość chudnięcia poprzez zrzucanie zbędnych kilogramów oraz jakichś mniej istotnych rzeczy, także na sprzedaż. Góry, całe stosy! A gdy już kupiłem, co kupić miałem, moim oczom rzucił się na pierwszy plan obrazek ciekawy: kaszel, kac; niżej - serce, żelazo. Mniemam, że pod tymi wyrazami kryją się kolejne specyfiki związane pośrednio, a może i bezpośrednio z tematyką poruszoną przez te właśnie słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale co tam, u góry, robił kac? Aż tak ważną częścią ludzkiej egzystencji stał się on, że został wywindowany niemal na piedestał? Doprawdy, nie ma innych dolegliwości, które mogłyby konkurować z kacem-mordercą o miano tej najbardziej wstrętnej i życie uprzykrzającej? No c’mon! Ugryzienie mrówki w duży palec musi być bardziej wstrząsające dla organizmu niźli byle kac. A przynajmniej jest bardziej zjawiskowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i z kolei ile może być tych medykamentów uśmierzających działanie kaca, skoro przewidziano dla nich całą szufladkę? Jeśli leki oraz im podobne zawierające żelazo maja również szufladeczkę, a jest ich pewnie całkiem pokaźna liczba, to te od syndromu dnia drugiego muszą być co najmniej tak samo liczebnie reprezentowane. I tu moje zdziwko. Alcazercer i co dalej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli szufladeczki odzwierciedlają potrzeby przeciętnego Polaka, wniosek może być tylko jeden – pijemy na umór, bo tylko po tym może nas spotkać kac tak silny, że bez farmakologii ani rusz; przy tym jesteśmy dość chorowici, no bo skądże by się kaszel wziął? Pewnie jeden z drugim po pijaku poszli po następną butelkę i masz! przeziębili się, głupcy. A, że mieszkają w akademiku to ich organizmowi, z powodu lichej diety pewnie, brakuje minerałów i innych pierwiastków, które jakoś trzeba uzupełnić – farmakologicznie oczywiście! Tylko serce mnie zastanawia… powinna być wątroba, ale sądzę, że to może być błąd w druku czy niedbalstwo personelu apteki. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2952581855227398176?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2952581855227398176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/apteczka_25.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2952581855227398176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2952581855227398176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/apteczka_25.html' title='Apteczka'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6404429039491907754</id><published>2010-03-23T16:00:00.004+01:00</published><updated>2011-11-11T19:24:16.650+01:00</updated><title type='text'>Nie drzyj ryja, babo!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;K&lt;/span&gt;wiat jako człowiek rozumny, a i obijający się w różnych towarzystwach [tak, tak, łatwo nie ma – i na salony trzeba hasać, i do rynsztoka zachodzić ;-)], spotkał się w swoim życiu z chyba dość rozpowszechnionym przekonaniem, jakoby największym, a zarazem najskuteczniejszym spoiwem cementującym związek dwojga ludzi, niezależnie od płci, bo mowa tutaj tak o relacjach kochanków, jak i przyjaciół [choć kochankowie mogą również „wyznawać” jedną płeć – wiem, rozumiem, tolerancja itp.] jest… kłótnia. Taka najnormalniejsza na świecie; kłótnia o kochankę czy sprzeczka o duperele, skarpetki na lodówce lub podniesioną deskę klozetową – do góry nogami, niech będzie jeszcze bardziej kolorowo, a co!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przekonanie to wychodzi z założenia, na czym opiera się chyba całościowo i ślepo, iż kłócą się, bo im zależy. A skoro zależy, to dobrze. Może będą z tego dzieci [oczywiście, jeśli to nie pary homoseksualne bądź najzwyczajniejsi w świecie przyjaciele; przyjaciele nie chcą mieć ze sobą dzieci, prawda?]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje nastawienie do tego osądu jest dwojakie. Jasne, skoro zależy, to byle kłótnia nie jest w stanie zakończyć danej relacji – chyba, że kłócimy się o kochankę/kochanka, wtedy prawdopodobieństwo końca wydaje się, tak jakby, bliższe. A, że kłótnia jest nieodłączną częścią życia, czy to z powodu odmiennych poglądów, charakterów, czy też przyzwyczajeń, to winna tak jak wszystko inne w związku funkcjonować i mieć swoje w nim miejsce. W myśl zasady, że „godzenie się jest fajne”, a „od przybytku głowa nie boli” ;-) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mnie zaś dręczy i spokoju nie daje, nawet we śnie, to aspekt dotyczący dobrego wpływu kłótni na związek. Ludzie się kłócą z różnych powodów, różne są przesłanki do kłótni i te, które dla co poniektórych wystarczą, by „wydrzeć ryja”, dla innych będą zupełnie niewystarczającymi i uwagi niewartymi. Prawdziwości wspomnianego na wstępie przekonania szukałbym nie w samym pojmowaniu kłótni jako elementu spajającego, ale elementu nieodłącznego. Kłótnia nie musi wcale spajać, dzielić także. Ona jest. Zależy tylko jak się ją wykorzysta, poprowadzi. Jeśli ktoś jest podany na sprzeczki, to kłócić się będzie o wszystko, bo co? Bo mu zależy? Nie, bo takie ma przyzwyczajenia. Nie ominie tego ani nie przeskoczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kłótnię można traktować jako okazję do wyładowania się albo jako powód do nagłego przypływu szczerości [niepożądanej], ale czy to cementuje? Być może w jakimś stopniu, ale bez szaleństw. Związek umacnia się raczej dzięki wspólnym doświadczeniom, a nie kłótni jako takiej, jako leku na całe zło. Równie dobrze sprzeczka w zbyt dużej ilości, z błahych pobudek i z nieustannym, nieśmiertelnym rzekłbym ”darciem ryja” do niczego nie prowadzi, jedynie burzy i obala. To taka pyskówka. Dla zabicia czasu, a i czegoś więcej może, bo jeśli komuś zależy, to kłótnia wydaje się być ostateczną formą starcia, będącą pokłosiem niemożności osiągnięcia konsensusu innymi sposobami. Bez bezpośredniej potyczki. Amen!  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6404429039491907754?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6404429039491907754/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/nie-drzyj-ryja-babo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6404429039491907754'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6404429039491907754'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/nie-drzyj-ryja-babo.html' title='Nie drzyj ryja, babo!'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8748061243482274152</id><published>2010-03-22T15:58:00.008+01:00</published><updated>2011-11-11T19:25:08.846+01:00</updated><title type='text'>Szukanie równowagi w rozczarowaniu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;O&lt;/span&gt;statnio, na co złożyło się kilka czynników dość w sumie ważnych tak dla mnie, jak i dla tematu tej notki, chcąc nie chcąc zmuszony jestem do tego, by z niezachwianą regularnością podróżować autobusami rzeszowskiego PKS-u. Często także tego z Krosna. Różnica niby żadna, bo jedynie w kolorach nadwozia i wymalowanych na nim pasach, ale świadomość i przywiązanie robią swoje – rzeszowskie to jest to, a reszta to zwykłe barachło [wiem, wiem, poeta ze mnie niebiańskich lotów; no i ten lokalny patriotyzm czyni ze mnie łakomy kąsek dla każdej niemal partii politycznej w czasie wyborów samorządowych] ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fakt ten powyższy, prócz funduszy topnienia jakie ze sobą niesie, powoduje również inne, nie mniej uciążliwe dolegliwości. O takich jak wczesne wstawanie i, co za tym idzie, niewysypianie się nie będę się nawet rozpisywał, bo to jasne i oczywiste dla wszystkich ile kosztuje mnie sił, woli i zaparcia ranne zwleczenie się z łóżka, mam nadzieję. Dolegliwościami o jakich chce napisać są kolejno: ograniczenie czasowe oraz zachwianie równowagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze jest druzgocące dla ducha i psychiki autora. Wymusza wieczorem, podobnie zresztą jak i rankiem, drastyczne działania i natychmiastową zmianę realiów. Bez żadnego bufora. Pozostaje jedynie gruba kreska i to, co przed momentem było czarne, zamienia się w przenikliwą biel, bez choćby najmniejszego etapu szarości… bez oznak jakichkolwiek chęci jej nadejścia i trwania choć przez chwilę. Człowiek w takich chwilach zdaje sobie sprawę ze swojej bezradności, co momentalnie powoduje, że sytuacja zła, pogarsza się jeszcze bardziej, a upadek już i tak niekontrolowany zdaje się boleć o wiele bardziej, niźli się zapowiadało. Słowem rozczarowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga kwestia, równowaga i jej zachowanie, mocno utrudnione, wychodzi na światło dzienne, choć naprawdę dużo częściej na sztuczne światło lampki zapalanej przez pana kierowcę PKS-u, w czasie kupowania biletu. Zdanie na pozór to łatwe – powiedzieć „studencki” i wymienić nazwę miejsca docelowego, po czym wyjąć piątaka z portfela [czasami także legitymację, w celu sprawdzenia wiarygodności oczywiście] wielką filozofią się nie wydaje przecież. I tu kolejne rozczarowanie. To jest trudniejsze niż się wydaje. Kiedy pan kierowca zapala lampkę, wysłuchuje monologu podróżnego [jeszcze bez biletu], natychmiast rusza z przystanku w dalszą podróż. Do celu, na czas! A ty stoisz, i czekasz na bilecik, czasami na resztę pieniędzy. Stoisz, chociaż właściwie ledwo utrzymujesz poziom. Nogi niepewnie próbują odnaleźć podłoże, ręce szukają uchwytu, jakiegokolwiek, ale jak? W jednej ręce portfel, w drugiej bilet i reszta. Do tego torba oraz słuchawka w uchu, bo muzyki słuchać się zachciało. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie lecisz jak długi na ziemię tylko dlatego… no właśnie: dlaczego? Parszywi kierowcy. Łagodny los. I to nie koniec, czekam z niecierpliwością na kolejny raz. Kolejny czas nieporadności.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8748061243482274152?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8748061243482274152/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/szukanie-rownowagi-w-rozczarowaniu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8748061243482274152'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8748061243482274152'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/szukanie-rownowagi-w-rozczarowaniu.html' title='Szukanie równowagi w rozczarowaniu'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-3028742167473957490</id><published>2010-03-21T20:57:00.004+01:00</published><updated>2011-11-11T19:25:14.605+01:00</updated><title type='text'>Potęga zdeptanego tłumnie schodka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;H&lt;/span&gt;istoria schodka sięga pewnie dużo dalej niż dzień wczorajszy – możliwe nawet, że sięga ona początków klubu "Live" w Rzeszowie, ale dopiero wczoraj dane było mi zobaczyć go na własne oczy i przekonać się jak ten mały i nie tak istotny, wydawać by się mogło, przedmiot tudzież kreacja artysty architekta [czy jakkolwiek inaczej go nazwać] zmienia obraz zastanej rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Schodek, niepozorny, acz bardzo urodziwy. Podświetlony wszak na wyzywająco-przyciągającą czerwień, stąd może jego właściwości, o których za chwilę. Jego szerokość sięga może metra, wysokość nie więcej jak dwudziestu centymetrów. A lecą na niego dęby po dwa metry wzrostu. To dopiero charyzma!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może jest to spowodowane ciekawym umiejscowieniem schodka. Kluczowym, rzekłbym nawet bezceremonialnie. Schodek, artysta architekt tak zapewne chciał, a może to przyśniło mu się podczas jednego ze snów, został ulokowany w miejscu, gdzie przechodzi się z baru do środka lokalu, epicentrum, w którym zazwyczaj stoi stłoczona publika, bo bodaj dziesięć metrów dalej jest już scena…  I co zrobisz? Z wyobraźnią, nocnymi majakami kłócić się nie wypada – artysta architekt postąpił zgodnie z rozsądkiem i to, co wyśnione urzeczywistnił. Na zgubę niektórych, nierozważnych!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojąc niemal cały koncert w tej właśnie lokalizacji, gdzie łączy się bar ze sceną, piwo w butelce z żytnio-ziemniaczanym oddechem Roguckiego [Piotra oczywiście], powszedniość z artyzmem, było mi [nam!] dane ujrzeć niejeden ludzki upadek, sięgnięcie przysłowiowego dna w postaci podłogi klubu. Sceny to mrożące krew w żyłach, horrendalne. Nogi, ręce, nawet karki. To wszystko mogło zostać połamane, przestawione. A nie zostało. Co najwyżej, jeden pan o mały włos nie przyczyniłby się do stłuczenia kilku butelek po piwie, które na swoje nieszczęście niosła pani kelnerka na tacy, a na którą upadł wspomniany jegomość o długich, spiętych w kucyk włosach. Szczęściem nic się nie stało, butelki straciły pion, ale z tacy nie wypadły. Po chwili sytuacja została opanowana, wyjaśniona, a zakończona słowem magicznym: przepraszam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak samo magicznym jak schodek. Ten, który nic nie robiąc, robił wiele. Pozostając w cieniu, pod nogami tłumu, wyszedł przed niego i odegrał pierwszoplanową rolę. To siła, charakter. Tak wygląda potęga! &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-3028742167473957490?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/3028742167473957490/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/potega-zdeptanego-tumnie-schodka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3028742167473957490'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3028742167473957490'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/potega-zdeptanego-tumnie-schodka.html' title='Potęga zdeptanego tłumnie schodka'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-7716667880716208964</id><published>2010-03-16T00:53:00.006+01:00</published><updated>2011-11-11T19:25:20.302+01:00</updated><title type='text'>Wyidealizowane pierożki proszę!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;ieszkając czy tam pomieszkując w Rzeszowie od ponad pół roku [policzmy szybko: marzec ’10-październik ‘09=sześć miesięcy] byłem już w paru miejscach; w tych, do których chciałem się wybrać i tam być oraz tych, o których sama tylko myśl przykuwa człowieka do łóżka, powodując natychmiastową degresję zdolności podniesienia się z niego i jakiegokolwiek chodzenia. Słowem – cud! Może o negatywnym zabarwieniu, ale cud jest cud, z cudem się nie dyskutuje, tylko wielbi i reklamuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z takich miejsc, z kategorii pozytywnych, był od dawna mały lokal naprzeciwko dworca autobusowego, który wyglądał mi od samego początku na taką namiastkę baru mlecznego. Czemu? Nie wiem. Może to ten początek w Rzeszowie, gdy człowiek rozglądał się na każdym kroku za czymś w rodzaju studenckiej stołówki – żeby zjeść dużo, w miarę smacznie, za małe pieniądze – a traf chciał, że najbardziej rzucającą się pozycją z menu były pierogi ruskie, w liczbie dziesięciu sztuk za jedyne pięć złotych i pięćdziesiąt groszy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to bywa z nowo poznanymi miejscami, w miarę upływu czasu stają się one mniej wyidealizowane, pojawiają się rysy na pięknym ich obrazie, który sam w sobie nie wygląda już tak olśniewająco i majestatycznie jak jeszcze całkiem niedawno, na początku. I tak właśnie, Drodzy Moi, było z barem [mlecznym] i pierogami ruskimi za [jedyne] 5,50 PLN.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszedłszy do lokalu, który swymi gabarytami ustępuje na dobrą sprawę mojemu trzyosobowemu pokojowi w akademiku, pierwszym co rzuciło się w oczy, była starsza pani za ladą. Kelnerka, ekspedientka i kucharka w jednej osobie. Posiadaczka dość przyjemnego dla ucha głosu i jednocześnie nieznośniej maniery mówienia na głos o tym, co akurat wykonuje. [Pierożki gotowe; jedna sztuka, druga, trzecia, jest dziesięć. Pierogi ruskie, bardzo proszę!]. Ja tymczasem zasiadłem przy pierwszym stoliku od lady w oczekiwaniu na posiłek. Jak wszystkie, tak i ten był dwuosobowy, z krzesłem po obu stronach. Z tym, że za moim krzesłem był jeszcze piecyk, cudo techniki, które niemal nie zamieniło w popiół mojej torby, o czym zresztą przestrzegała pani grająca potrójną rolę, a o czym sam przekonałem się jeszcze szybciej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierożki, które otrzymałem, fakt, dość smacznymi były, ale za wspomnianą cenę, w czymś co określiłem mianem baru mlecznego, spodziewałem się sporych rozmiarowo pierogów. A dostałem maleństwa robione za pomocą literatki jak sądzę. Szkoda! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawym dla mnie był natomiast inny fakt. Prawdziwe zaskoczenie. Wokoło mnie, przy stolikach, siedziały same kobiety. Może nic w tym nadzwyczajnego [w końcu całe życie niemal robię za rodzynka w babskim świecie], gdyby nie ich wiek – podobny do pani kelnerki, ekspedientki i kucharki. Co widać było nie tylko po twarzach, ale i fryzurach, i ubraniach jakie przywdziały. Nie dziwię się, że taki właśnie mam obraz polskiej staruszki – irracjonalnie dobrana garderoba, która tylko pogarsza wygląd zmęczonej życiem sylwetki i fryzura, stanowiąca żywy dowód na brak umiejętności fryzjera albo bezguście właścicielki [przy okazji ukazujące słabość fryzjera, który takie szkaradzieństwo wykonał własnymi rękoma]. Nie drogie panie, trwała, jakieś krótkie loczki, dziwne kolory, to nie to co czyni was dobrze wyglądającymi… Ale do sedna. czemu one wszystkie jadły albo zapiekankę, albo cheeseburgera? Nie pierogi, nie sałatka [OK, była jedna starowina, ale umówmy się, że robiła za błąd statystyczny], a dupa rośnie ;-) Zaiste, ciekawe to było zestawienie, taka dyfuzja pokoleniowa - staruszki pochłaniające wymysł i domenę młodych [fast foody].  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-7716667880716208964?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/7716667880716208964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/wyidealizowane-pierozki-prosze.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7716667880716208964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7716667880716208964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/wyidealizowane-pierozki-prosze.html' title='Wyidealizowane pierożki proszę!'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8645469720813391982</id><published>2010-03-15T17:57:00.011+01:00</published><updated>2011-11-11T19:25:25.345+01:00</updated><title type='text'>Student studiuje, nie wojuje przecie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;Z&lt;/span&gt;astanawia mnie jedno. Była zima, właściwie ona mniej lub bardziej trwa nadal, pozostawiając swoje ślady za oknem. O dziwo jakiś czas temu zauważyłem, że ślady pozostawia nie tylko ta nędzna matrona, która nijak nie chce się pożegnać z tym światem. Na budynku WPiA [Wydziału Prawa i Administracji] mojego uniwersytetu, a trzeba wiedzieć, że to uniwersytet, taki u-n-i-w-e-r-s-y-t-e-t!, ślady pozostawił ktoś bliżej nieokreślony. Zresztą malunki również nie są zbyt czytelne z jednej strony uczelni, ale z drugiej – jak w mordę strzelił jest napisane „WAR”:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/S55oFoxZGJI/AAAAAAAACkw/w0rASdsjZOA/s1600-h/Zdj%C4%99cie0209.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/S55oFoxZGJI/AAAAAAAACkw/w0rASdsjZOA/s320/Zdj%C4%99cie0209.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wojna? Bo o nią chodzi jak sądzę. No, ale skąd ona? Gdzie? I dlaczego na budynku uczelnianym, gdzie kształci się kwiat polskiej młodzieży, która ma budować nie niszczyć, rozmawiać nie walczyć? Czemu ten bohomaz nie ozdobił, np. gmachu Urzędu Wojewódzkiego? Można walczyć z systemem, toż to całkiem popularne, toteż racjonalnym mogłoby się wydawać napisanie ów słowa właśnie na ścianach tego piaskowego [czy też tylko się na taki wzorującego] kolosa. Swoją drogą, posiadającego piękną architektonicznie fasadę. Albo na Urzędzie Marszałkowskim. Ten też jest nie tak daleko od budynku wydziałowego. O co zatem chodzi? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Student jako jednostka zdolna do przeprowadzenia największych reform, niosąca wraz ze swoją młodością najpotężniejsze zmiany? Zdolna do buntu i obalania zastanego ładu? Fajnie. Wszak wiadomo, że kto jak kto, ale student nie takie rzeczy potrafi… jeśli tylko mu się chce. Ale to nie te czasy, nie ta rzeczywistość, w której student jest zmuszony do takiego działania. To nie Etiopia za czasów cesarza Hajle Sellasje ani nawet Marzec ’68.  Teraz przecież nie walczy się z państwem o państwo, a co najwyżej o cele znacznie mniejszego formatu, jak chociażby utrzymanie dotychczasowego programu nauczania na studiach [w Niemczech] czy brak opłat za drugi kierunek [u nas]. Nic ponadto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba, że źle odczytuję hasło. Może to wcale nie krzyk o pomoc, zmuszający do ruszenia się, a jakżeby inaczej, wypowiedzenie wojny – studentom? Bo pracy nie ma dla magistrów już teraz, a nowi zaraz się zjawią? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może to tylko zwykła dewastacja? Sam już nie wiem, głowa mała, domysłów sporo, a sensu żadnego. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8645469720813391982?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8645469720813391982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/student-studiuje-nie-wojuje-przecie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8645469720813391982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8645469720813391982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/student-studiuje-nie-wojuje-przecie.html' title='Student studiuje, nie wojuje przecie'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/S55oFoxZGJI/AAAAAAAACkw/w0rASdsjZOA/s72-c/Zdj%C4%99cie0209.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-140730126663781670</id><published>2010-03-11T23:13:00.006+01:00</published><updated>2011-11-11T19:25:31.919+01:00</updated><title type='text'>Życie, życie jest nowelą... nie!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;K&lt;/span&gt;iedy widzi się uzbrojonego, jak mniemam, pana policjanta-konwojenta, który stanowi dokładnie 50 proc. konwoju strzegącego jakiejś tam walizeczki, niewzruszenie mijającego ludzi tłumnie szwendających się między sklepowymi półkami po to, by dotrzeć do biedronkowej kasy, to myśli się o tym, że chłop już po godzinach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wychodzi się z Biedronki, tuż za panem konwojentem w czarnym hełmie na łbie, który zaraz potem wsiada do białego auta od strony kierowcy i podaje coś drugiemu policjantowi, stanowiącemu pozostałe 50 proc. konwoju, trzymającemu jednocześnie wspomnianą walizeczkę w dość jasnym kolorze, a przymocowaną do jego przegubu za pomocą kajdanek, wówczas myśli się: co do cholery?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro konwój, skoro walizeczka przykuta do policjanta, to pewnie i jakaś kasa, dużo kasy albo coś dużej kasy warte… a pan konwojent wybiera się na zakupy do Biedronki? Komuś się w dupie przewraca czy tylko ja nie potrafię ogarnąć naiwności tej sytuacji? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dobrym filmie, w momencie, gdy jeden z konwoju byłby w sklepie, drugiego już dawno kilku typków w kominiarkach na czerepach dopadłoby, zarżnęło, a walizeczkę wraz z kawałkiem ręki pana konwojenta zabrało, po czym kulturalnie by się oddaliło. Na szczęście pana biernego konwojenta, a czynnego w sumie także, życie to nie film, a los to nie monotematyczni scenarzyści. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-140730126663781670?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/140730126663781670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/zycie-zycie-jest-nowela-nie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/140730126663781670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/140730126663781670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/zycie-zycie-jest-nowela-nie.html' title='Życie, życie jest nowelą... nie!'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-897181365998710560</id><published>2010-03-10T00:59:00.005+01:00</published><updated>2011-11-11T19:25:37.687+01:00</updated><title type='text'>Chajtamy się</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;D&lt;/span&gt;laczego ludzie się żenią? Można motywować to działanie na kilka sposobów, a najbardziej epickim oczywiście pozostanie, mimo upływu lat, przemijania kolejnych epok i trendów, ten mówiący o małżeństwie z miłości. I jakkolwiek ładnie to brzmi, tak śmiesznie i słodko, choć niezamierzenie. Taka bajka, nieporównywalnie inna od prozy… życia oczywiście. A ta przychodzi tuż po nocy poślubnej, a jeszcze przed miesiącem miodowym, jak sądzę. Z kolei – co ja wiem? Jak i o okresie, w sensie miesiączki. Coraz więcej, a i tak nadal gówno wiem. Pozornie nie przeszkadza mi ten stan rzeczy, ale gdyby tak chcieć odrobinę się wymądrzać, tak autorytet związany ze swoją osobą i jej znajomością tematu jest niepomiernie mały, znikomy można by rzec. A to wpływa w dalszej kolejności na nastawienie i odbiór treści usłyszanych przez odbiorców. No i dupa ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciemny lud ciemnym, ale już tak ślepo nie zaufa, nie posłucha bez podważania, bez dygresji, bez wtrąceń i obalania. Tez obalania, treści usłyszanych. Wiadomo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A małżeństwo? Teraz, w naszej plastikowo-masowej epoce, albo zawierane z powodu ważnego, dość głośno zresztą wydzierającego się w środku nocy argumentu do jego zawarcia, znaczy dziecka, którego poczęcie było niespodzianką i zaskoczeniem nie tylko dla rodziny, ale i samych zainteresowanych - ojca i matki, co z dawnej ciekawostki i sensacji, przemieniło się w dość ponurą oczywistość naszych czasów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale! Ale! Przecież są ludzie, którzy mimo bytności prze lata w niezmiennym otoczeniu, z tym samym partnerem tudzież partnerką [może i  występującymi w liczbie mnogiej w danym związku; wszak nie wiadomo kto czyta ten blog, a nuż jakaś istota zbłąkana z liberalnej Holandii], w końcu podejmują jakże dalekosiężną i poważną decyzję o zawarciu świętego, jak co najmniej św. Graal, związku małżeńskiego. I to bez dziecka, bez nagabywań rodziny: mamy, taty, babci czy cioci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślałem do niedawna, nie tylko ja zresztą, że głównymi pobudkami  ludzi będących w związku z długoletnim stażem, z powodu których pobierają się oni jest zaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa. Żeby nazajutrz nie obudzić się w pustym łóżku, odnajdując naklejoną na drzwiach lodówki karteczkę mówiącą o tym, że to dłużej nie ma sensu, że ładnie dziękuje za te wszystkie chwile, ale to koniec, potrzebuje czegoś nowego, chce wolności, chce nowej bajki i białych kartek papieru, na których będę mógł na nowo napisać tę właściwą, tę o której zawsze marzyłem, a którą okazałaś się nie być ty. Nie, nie o bezpieczeństwo chodzi. Zatem o co? To nic wzniosłego. Alleluja! Witamy w XXI wieku, w czasach konsumpcji i pogoni za pieniądzem. Właśnie chodzi o ten pieniądz. Pobieramy się, bo… bo mamy za co, bo tak wypada, to naturalny ciąg zdarzeń, kolej wypadków. Mamy na suknię, na garnitur, na wynajem lokalu dla kilku gości. Mamy na start. Czego więcej chcieć, oprócz magicznego „tak” usłyszanego z ust partnera/partnerki? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-897181365998710560?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/897181365998710560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/chajtamy-sie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/897181365998710560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/897181365998710560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/chajtamy-sie.html' title='Chajtamy się'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6995800507607157681</id><published>2010-03-04T18:59:00.004+01:00</published><updated>2011-11-11T19:25:47.623+01:00</updated><title type='text'>Mój ból stracenia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;B&lt;/span&gt;analnym jest przecież stwierdzenie, że doceniamy wartość dopiero, gdy ją utracimy, ale czy tak nie jest w głównej mierze? Czy naturalnym nie pozostaje odruch, który każe bardziej zachwycać się oraz idealizować to czego nie mamy w posiadaniu, to czego nie mamy na wyciągnięcie ręki, a co bardzo chcielibyśmy mieć, a przynajmniej myśleć, że mamy i w każdej chwili móc z tej sytuacji zrobić użytek?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak właśnie jest z moim „s” [wym.: es], a i poniekąd z „ś” [wym.: eś]. Póki było, pośród innych swych braci, z których z różną częstotliwością korzystałem, nie zwracałem na nie przesadnej uwagi, nie pieściłem i nie doceniałem. Ale przyszło dzisiaj, właściwie to już wczoraj, lecz po zmianie strefy czasowej problem znika, więc to nieistotne, a wraz z wczorajszym dzisiaj objawił się brak „s” i „ś”. Chciałem, z całą siłą swej duszy chciałem z niego skorzystać. Moje próby jednak jak grochem o ścianę, bez długotrwale zadowalającego skutku. Ból! A i niedopowiedzenia, przeinaczenia psia ich mać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakkolwiek błahy jest przytoczony przykład, to zawiera w sobie wszakże całe sedno sytuacji, o której piszę. Dlatego nie jest zły, może trochę irracjonalnie popaprany w swej formie, ale kogo to obchodzi, skoro można go odnieść do każdej niemal innej sytuacji? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie pytać dlaczego w notce akurat zarówno "s" jak i "ś" są, stoją rozpostarte wśród innych im niepodobnych. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6995800507607157681?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6995800507607157681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/moj-bol-stracenia.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6995800507607157681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6995800507607157681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/moj-bol-stracenia.html' title='Mój ból stracenia'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-166748187010962476</id><published>2010-03-01T14:46:00.009+01:00</published><updated>2011-11-11T19:26:03.559+01:00</updated><title type='text'>Pieprzy się w główkach</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;N&lt;/span&gt;ie wiem jak to jest, ale w główkach się pieprzy i to ostro. Napisałbym nawet, że pierdoli, ale mi nie wypada. Zatem - pieprzy się, definitywnie i niepodważalnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/S4vFCMGv_oI/AAAAAAAACkQ/qfBxI2C-DpY/s1600-h/1267442027_by_lemu_500.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 0em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/S4vFCMGv_oI/AAAAAAAACkQ/qfBxI2C-DpY/s320/1267442027_by_lemu_500.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Niestety, wspomniany wyżej proces zachodzi w całkiem to młodych mózgach. A przecież one takie chłonne, dziewicze oraz czekające na wypełnienie ich treścią. I na wszelkie nieszczęście ta treść nadchodzi, wlewa się do mózgownic coraz to młodszych bachorów, kreując ich światopogląd, a także zachowanie. Szkoda, że z taką łatwością wlewa się tylko to, co oferuje, dajmy na to, MTV. Słowem - papka, która z mózgu robi wodę, a z dzieci otępiałe wodorosty kołyszące się zgodnie z prądem w danej chwili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak tu uznać ten stan za normalny, gdy samemu się nie wyrosło porządnie, a wkoło widzi się te wszystkie różowe księżniczki, żel-bojów z gimnazjów czy już nawet z liceów, a za nimi dziesięcioletnie bajtle, które dzielnie próbują dotrzymać kroku trendom panującym na wyższych szczeblach i upodobnić się do wymienionych księżniczek i pseudomaczomanów, wyrywających owe różowe szaleństwa na szkolnych dyskotekach... Wróć. Na dyskotekach. Choć księżniczki wolą chyba jednak starszych chłopców, idąc za tym, co mówią „Galerianki”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamo! Tato! boję się przyszłości. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-166748187010962476?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/166748187010962476/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/pieprzy-sie-w-gowkach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/166748187010962476'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/166748187010962476'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/03/pieprzy-sie-w-gowkach.html' title='Pieprzy się w główkach'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/S4vFCMGv_oI/AAAAAAAACkQ/qfBxI2C-DpY/s72-c/1267442027_by_lemu_500.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-1854634062235904249</id><published>2010-02-22T16:04:00.004+01:00</published><updated>2011-11-11T19:26:09.941+01:00</updated><title type='text'>Daj na obiad, dam skarpetki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;C&lt;/span&gt;o dokładnie zrobi człowiek, gdy jest głodny? Nie mam pojęcia. Wiem natomiast do czego zdolny jest student, który chce obiad, a nie ma na ten obiad. Dzisiaj już wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż, taki student weźmie pod rękę kolegę, drugiego studenta, i przejdzie się z nim na niższe piętra akademika [bo sam mieszka na ostatnim]. Ale po cóż on się ma przechodzić, zapytacie? Student schodzi na niższe piętra z jasno określonym zamiarem – chce zarobić. A jak zarobić? Ten student [dwóch ich było co prawda, ale tylko jeden mówił] miał pomyśl na siebie, na biznes. Przyznam – niebanalny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Student chciał sprzedać skarpetki, markowe: Puma, Nike, Adidas. Za sześć złotych. Z metkami. Ładne, piękne! we wszystkich kolorach tęczy [od białych, poprzez szare, aż do czarnych]. W końcu student dopowiedział: „raz noszone, ale wyprane”. I tu zdziwko, konsternacja. Moja i współlokatora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatecznie biznes się nie udał, nie w naszym pokoju. Dalej słyszałem tylko śmiech sąsiadki, więc tam pewnie też nici z zarobku. Niemniej, wciąż jesteśmy „in touch” ze studentem – gdyby nasze skarpetki były mokre czy coś, wiadomo. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-1854634062235904249?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/1854634062235904249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/02/daj-na-obiad-dam-skarpetki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1854634062235904249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/1854634062235904249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/02/daj-na-obiad-dam-skarpetki.html' title='Daj na obiad, dam skarpetki'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-4927913469137824401</id><published>2010-02-21T18:21:00.006+01:00</published><updated>2011-11-11T19:26:17.300+01:00</updated><title type='text'>Poczytaj-se-sam</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;L&lt;/span&gt;ubię takie dni, kiedy natrafiam bez żadnych specjalnych kombinacji na ciekawe treści – no bo cóż trudnego jest w kliknięciu na odnośnik prowadzący do artykułu na Onecie? Łatwizna. Tylko trzeba mieć chęci, a przeczytana treść może wynagrodzić trud poniesiony w jakże nierównej wewnętrznej walce ciekawości z przeważającym lenistwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki chlubnej historii, która zmusza marną namiastkę patrioty do wysiłku, bywa że razu pewnego udaje mi się wygrać ów walkę, niczym polskie niedobitki żołnierskie walczące straceńczo z bezlitosnym niemieckim wrogiem na przedpolach Wizny, o której to śpiewają nawet zagraniczne zespoły. A gdy już to uczynię, otwiera się przede mną Wikipedia i dalszy ciąg przyczynowo-skutkowy. Od zdarzenia do osoby, od niej do miejsca, do organizacji, do czegokolwiek, co może mieć jakieś powiązanie z chwilę wcześniej otwartą kartą z Wikipedii. I tak w kółko. Niczym pajęczyna. Można by tak bez końca, jeśli ktoś lubi na tyle umysłowe dygresje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A żeby cały proces nie był nudny czy też nazbyt nachalny w swej formie, to prócz tego wykonuje się inne zajęcia. Gra się w jakże skomplikowane gry na Facebooku, rozmawia, pije herbatę, którą notabene trzeba było sobie jeszcze przygotować i przede wszystkim słucha muzyki, która potrafi nastroić człowieka jak nic innego. Szał po prostu. Podzielność uwagi jak, nie przesadzając, u dwunastolatka na klasówce. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-4927913469137824401?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/4927913469137824401/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/02/poczytaj-se-sam.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4927913469137824401'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/4927913469137824401'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/02/poczytaj-se-sam.html' title='Poczytaj-se-sam'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-7928004753428368676</id><published>2010-02-20T16:38:00.005+01:00</published><updated>2011-11-11T19:26:52.423+01:00</updated><title type='text'>Ambiwalentnie mnie ona irytuje</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;S&lt;/span&gt;ą na tym świecie rzeczy, które wywołują u całych mas silne reakcje negacji. Ostatnio pełno było takich odnośnie zimy. Legendarne już „Zimo wypierdalaj” mówi samo przez się o stosunku ludzi do tej, lichej skądinąd pory roku. Zresztą, moje odczucia względem zimy są analogiczne, z tym że dostrzegam i w tym czasie [zimy znaczy] pewne dobre strony. Co jak co, ale klimatyczności zimie odmówić nie można; klimat, czyli noc od 17, przykrycie dziur, śmieci, odpychającego krajobrazu śniegiem jest jak najbardziej OK. Ale z czasem i to przestaje cieszyć, a zaczyna irytować i przeszkadzać. Szczególnie ta noc w środku dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najgorszym jest jednak w zimie to, że gdy już się pojawi, to i zniknąć musi. Od bodaj trzech dni obserwuję jak zimna próbuje się nieśmiało wycofać, zniknąć na dobre... prawie. Jeszcze pół biedy, gdyby na obserwacjach jeno się to skończyło, ale nie, trzeba iść tu, iść tam i wychodzi na to, że uczestniczę w tym procesie. Odczuwam wszystkie jego pozytywne strony [a tych jest całkiem niewiele] oraz wszystkie wady. Cóż mi z tego, że mogę chodzić w rozpiętej kurtce, gdy bardziej przejmuje się tym, żeby za chwilę nie wpaść w kałużę idąc ostatnim skrawkiem chodnika wolnym od wody. Toż to koszmar porównywalny z posiadaniem własnego przedszkolaka, który wydziera się wniebogłosy każdego dnia. Z tą różnicą, iż przedszkolaka zawsze można zamknąć w piwnicy lub wywieźć do dziadków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak czekam na wiosnę, tak nienawidzę wręcz roztopów, a pożegnanie zimy paradoksalnie staje się najprzykrzejszym momentem w całym jej trwaniu i wszystkich na nią psioczeniach. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-7928004753428368676?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/7928004753428368676/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/02/ambiwalentnie-mnie-ona-irytuje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7928004753428368676'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/7928004753428368676'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/02/ambiwalentnie-mnie-ona-irytuje.html' title='Ambiwalentnie mnie ona irytuje'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-3391332851831424960</id><published>2010-02-05T22:42:00.003+01:00</published><updated>2011-11-11T19:27:00.527+01:00</updated><title type='text'>Rodzinnie - Ojciec</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;C&lt;/span&gt;zasami dochodzę do niepokojących konkluzji. Ta, do której doszedłem dziś stawia w złym świetle jedną z najbliższym mi osób. Mój ojciec ma w sobie coś z dresa. A chodzi mi o słynne: „Masz problem?!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojciec, to siwiejący już człowiek o raczej wątłej posturze, zatem element strachu wywoływanego samym tylko wyglądem, a i grupką sobie podobnych za plecami [jak w wypadku rasowych dresów] co prawda odpada, lecz chęć rozwiązania zaistniałego problemu pozostaje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tata nie czeka aż problem sam nawinie się przed nos, on go poszukuje; gdy poszukiwania okażą się bezowocne, zawsze pozostaje dyskusja o religii w kontekście opium dla mas. Jednak, kiedy problem uda się znaleźć, wtedy drżyjcie wszyscy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znalezienie problemu to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak wiadomo, to wystarczyło, by zatopić Titanica, mylicie, że wy dacie radę? Próbujcie o naiwni. Sporna kwestia będzie po odnalezieniu natychmiast przeanalizowana pod różnymi kątami, na wszelkie możliwe sposoby, ze wszystkich stron z mocnymi i niepodważalnymi argumentami. A jeśli ktoś zechce je podważyć… nie wie co robi. Takie działanie nie ma sensu, bo ten, który tego spróbuje stoi na z góry straconej pozycji. To równie niedorzeczne zachowanie jak próba spojrzenia pod sukienkę koleżanki w przedszkolu. Szansa na powodzenie niby jest, z tym, że z koleżanką łatwiej pójdzie i czeka na nas jakaś tam nagroda. Ale niepowodzenie wciąż pozostaje najbardziej prawdopodobnym wynikiem tego działania - od koleżanki dostanie się, dajmy na to w krocze, Tata zaś możne postarać się o pęknięcie bębenków w naszych uszach, pojawienie się stanów lękowych czy nawet depresji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Tatą nie sposób wygrać, tak samo jak nie sposób go upić. Wie kiedy przestać, jeśli w jakiś sposób komuś uda się go namówić na wychylenie kilku kieliszków. Może dlatego jestem jaki jestem, cytując klasyka, znaczy Ojca, mam olewkę na wszystko? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-3391332851831424960?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/3391332851831424960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/02/rodzinnie-ojciec.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3391332851831424960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3391332851831424960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/02/rodzinnie-ojciec.html' title='Rodzinnie - Ojciec'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-2395620367384957743</id><published>2010-02-01T21:40:00.011+01:00</published><updated>2011-11-11T19:27:07.029+01:00</updated><title type='text'>Znam ją, gdzieś spotkałem - ambicja jej</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;A&lt;/span&gt;mbitnie przez sesję. Dwa egzaminy, jeden kolos zaliczeniowy i zero nauki. Wszystko co zostało napisane przeze mnie to albo twórczość własna, podchodząca pod bajkopisarstwo, albo wiadomości rzetelne, bo pochodzące wprost z licznych ściąg. Ta najdłuższa, z ostatniego egzaminu, miała długość prawie pięciu i pół metra. Obrazowo – wiła się od drzwi naszego pokoju aż do okna, które jest na jego końcu. Jej zrobienie było równie wielką sprawą jak ona sama. Długie godziny, niepewność narastająca z każdą kolejną doklejaną częścią… bo jak do cholery ściągać niepostrzeżenie z takiego kolosa? Jak pokazał następny dzień – dało się, bez problemów. A Pan doktor widzieć tego nie chciał. Chwała mu za to, bo był to jedyny epizod w czasie tej sesji, kiedy czułem niepożądane zdenerwowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W głowie zaś mam może nie kompletne zero, ale gdybym był studentem medycyny, to drżyjcie pacjenci. Sam poleciłbym wam innego specjalistę. A, że w indeksie stopnie nad wyraz przyzwoite. Aż sam się dziwię. Nie wiem, kiedy poznają się na mnie, ale gdy już to zrobią…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I te liczne dzieciaki schodzące schodami do owianego legendą „pokoju cichej nauki”, znajdującego się w podziemiach akademika. Zdaje się nawet, że kilka razy zdarzyło mi się przemknąć obok drzwi, które oddzielają zwykły świat od tego przepełnionego intensywnym myśleniem, ciągłym przyswajaniem nieznanego, ale nigdy na dobrą sprawę nie odważyłem się na zrobienie kroku naprzód, kroku w ten obcy dla mnie wymiar. A za każdym razem, gdy mija mnie jegomość z książką i, nie daj Bóg, z wodą mineralną [czyli dłuższe posiedzenie w krainie nauki i wiedzy] narasta we mnie przeświadczenia, że: "Cholera, Ty nic nie robisz, jakoś idzie, ale gdzie Twoje ambicje?!". Popatrz na nich! I wchodzę na drugie piętro do swojego pokoju.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-2395620367384957743?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/2395620367384957743/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/02/ona-jest-znam-ja-gdzies-spotkaem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2395620367384957743'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/2395620367384957743'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/02/ona-jest-znam-ja-gdzies-spotkaem.html' title='Znam ją, gdzieś spotkałem - ambicja jej'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-738070029474332901</id><published>2010-01-26T16:50:00.005+01:00</published><updated>2011-11-11T19:27:12.844+01:00</updated><title type='text'>To sobie pooglądaliśmy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;P&lt;/span&gt;rzez półtorej godziny można wiele pokazać. Przez dwie i pół godziny pokazać można jeszcze więcej. Logiczne. Problemem jest widz. On stwarza kłopoty i szybko może stwierdzić, że więcej nie znaczy lepiej. Dlatego głównym celem jest to, aby te dwie i pół godziny były na tyle zajmujące, by utrzymać widza przed ekranem. Jeśli towarzyszy mu pewne napięcie, ciekawość czy uczucia równie pożądane to OK, jesteśmy w domu. W przeciwnym razie na Oscara liczyć nie ma co, a i koszty produkcji mogą nas pogrążyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rewers” miał być czymś począwszy od fenomenu, skończywszy na gniocie. Co prawda, uznania w oczach Akademii polski obraz nie zyskał, lecz gniotem ten film trudno byłoby mi nazwać. Fenomenem też, ale na to już nic nie poradzę. Dla mnie to po prostu dobre kino i dobra gra Agaty Buzek, która ani mi się podoba, ani zbytnio nie powoduje przypływu uczucia sympatii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Into The Wild” z kolei widzi mi się jako coś bardziej przejmującego, z kilkoma naprawdę świetnymi ujęciami, intrygującymi scenami i pewną, trudno wytłumaczalną magią związaną z akcją, całym pomysłem podróży w niezależność. To mi się podoba. Pomysł zrobienia tego w ten, a nie inny sposób. Przeplatanie wcześniejszych wydarzeń, prowadzących wprost na Alaskę z tymi najważniejszym, będącymi zarazem ostatnimi dla bohatera. Niekończąca się retrospekcja zmierzająca do tragicznego finału. I ta przenikliwa surowość krajobrazu, natury, to dopiero pobudza wyobraźnię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepsze w tym jest to, że ta historia zdarzyła się naprawdę. Co prawda Hollywood zadbało o dodanie romantyzmu całej opowieści, niektórzy skrupulatnie &lt;a href="http://f-ckingc-nts.com/people/10-true-facts-about-chris-mccandless/"&gt;wyliczyli naciągnięcia scenariusza&lt;/a&gt;, ale właściwie jakie to ma znaczenie dla filmu i przeciętnego [ulubione słowo w takich chwilach] widza? Chyba żadnego. To nie jest wszak dokument, a kolorowe Hollywood. Ichaaa. Dla całej opowiastki to może i lepiej, że podarowano sobie kilka cierpkich szczegółów. Dla bohatera w każdym razie lepiej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-738070029474332901?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/738070029474332901/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/01/to-sobie-poogladalismy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/738070029474332901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/738070029474332901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/01/to-sobie-poogladalismy.html' title='To sobie pooglądaliśmy'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8524964773007757602</id><published>2010-01-23T19:13:00.009+01:00</published><updated>2011-11-11T19:27:18.515+01:00</updated><title type='text'>Kolejne, tym razem wirtualne włajaże</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;N&lt;/span&gt;ie wiem, może to przez fakt, że jest sobota, w akademiku niewiele się dzieje, bo niewielu w nim pozostało, za oknem – szczelnym na szczęście – nadal w miarę zimowo i odpychająco, a przede mną stos notatek czekających drugi dzień na przeczytanie i zapamiętanie treści? W każdym razie, ostatnio Blogger jakby usprawnił funkcję przewijania blogów i teraz bezproblemowo można przewijać coraz to kolejne pozycje. Co ważne, pierwszeństwo mają te pisane po polsku; dopiero później cała ta łapanka ze świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnim razem dzięki tej zabawie trafiłem na kilka ciekawych blogów. Widomo, nie od razu można zgłębić całe archiwa, tym bardziej, jeśli ktoś dysponuje weną nieporównywalnie większą od mojej, a swój ogródek uprawia przez zbliżony czas albo i dłużej. Ponad 170 notek w roku…?! Jednak może to i lepiej, przynajmniej jest co czytać, tym bardziej, że przytoczone 170 wpisów dotyczy życia w egzotycznym dla mnie Bejrucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://mikaton.blogspot.com/"&gt;Beirut Story&lt;/a&gt;, bo o nim mowa, jest blogiem, który naprawdę przyjemnie się czyta. Autorka, Dominika Płońska, potrafi barwnie opisywać rzeczywistość. Nierzadko mam wrażenie, że czytam fragment jakiegoś opowiadania. Styl iście literacki - działający na wyobraźnie, budujący konkretne obrazy przed oczyma, powodujący, iż chce się czasami samemu przenieść do opisywanych miejsc. No i nade wszystko pozwala w jakiś sposób przebrnąć przez całe stosy archiwalnych zapisów, siedząc z kubkiem herbaty w ręku i popijając ją co jakiś czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugim orientalnym blogiem są &lt;a href="http://kmjarecki-chiny.blogspot.com/"&gt;Dzienniki pobytu w Chinach&lt;/a&gt; Krzyśka Jareckiego, którego parę razy w życiu udało mi się spotkać w kompletnie różnych sytuacjach – od picia krakowskiej cytrynówki po grę w małej tarnogórskiej hali, gdy na zewnątrz dobre -20 stopni Celsjusza. A klamrą kompozycyjną tych sytuacji nieodmiennie pozostaje hokej ;-) Do bloga jednak! A na nim autor opisuje życie w małej, bo nieco ponad siedmio i pół milionowej wiosce zwanej Changchun, takim jakim ono jest z perspektywy Europejczyka. Styl na wskroś inny niż przy Bejrucie, ale równie warty przeczytania i poznania z odmiennej strony, tej praktycznej, zupełnie innej kultury, innego świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłej lektury! Bo przekonywać o jej wartości nie ma sensu – to oczywiste.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8524964773007757602?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8524964773007757602/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/01/kolejne-tym-razem-wirtualne-wajaze.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8524964773007757602'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8524964773007757602'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/01/kolejne-tym-razem-wirtualne-wajaze.html' title='Kolejne, tym razem wirtualne włajaże'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-9023503086165827469</id><published>2010-01-22T21:21:00.004+01:00</published><updated>2011-11-11T19:27:24.541+01:00</updated><title type='text'>Tak jak chciałbyś, by robiono</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;D&lt;/span&gt;rogie dzieci - moje, nie moje i te, o których istnieniu pojęcia nie mam… zresztą ich rodzice pewnie też nie mają – dziś o nauce będzie, o filozofii życia, która nie nazbyt trudna w swym prostym założeniu, okazuje się jakże pomocna, gdy los ześle pod nogi kolejny dylemat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe” -  w tych słowach można zawrzeć uniwersalną prawdę, która, jak wierzę, w znakomitej większości wypadków życie ułatwi. Zamiast zbędnej kalkulacji i tony przemyśleń, wystarczy postawić się w sytuacji tego stworzenia, którego nasze działania dotyczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za najbanalniejszy przykład niech posłuży sytuacja z telefonem. Nie jakimś bajecznie ślepia czarującym, ale przyzwoitej Nokii z szeroką i ciekawą gamą zdjęć, z których można było wywnioskować do kogo należy ów zguba i jaki stanik nosi ;-) Jako znalazcę niewiele mnie obchodzi kawałek szklano-plastikowo-metalowego prostokąta – pewnie dlatego, że posiadam lepszy i wiem, co znaczy zgubić komórkę. Z kolei ta z głową w chmurach – pewnie chciałby zgubę odnaleźć, nie? No to ciach, dzwonimy, umawiamy się i można oddać znalezisko w ręce właścicielki. W zamian za to mamy na piwo, widok trzyosobowej rodzinki z uśmiechem na twarzach i… to by było na tyle, bo do najbliższej knajpy z piwem trzeba było przejść się trochę, a zimna zima ma to do siebie, że odmraża to i owo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego, jeśli chcesz rzucić biedną niczego niespodziewającą się niewiastę, dajmy na to taką śnieżką, prosto w czerep, OK – może będzie fajnie wyglądać, ale lepiej nie. Jeszcze się wkurzy biedna istota, zacznie biec szybciej niźli ktokolwiek by przypuszczał i dopadnie Cię, a jej zemsta – zapewniam – będzie po stokroć dotkliwsza niż byle rzut śnieżką. Zatem po co? Na co? Nie warto.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-9023503086165827469?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/9023503086165827469/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/01/tak-jak-chciabys-by-robiono.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/9023503086165827469'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/9023503086165827469'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/01/tak-jak-chciabys-by-robiono.html' title='Tak jak chciałbyś, by robiono'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6342900000116170364</id><published>2010-01-12T02:54:00.005+01:00</published><updated>2011-11-11T19:27:30.472+01:00</updated><title type='text'>A on wciąż ten sam</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;S&lt;/span&gt;tudia, kończy się pierwszy semestr, zatem sesja zimowa tuż-tuż. Zdaniem niektórych [z przewagą magistrów, doktorów, a może i profesorów] bułka z masłem. Właściwie to nie temat na rozmowę, bo o czym tu rozprawiać? No właśnie… Sesji jeszcze nie ma, dopiero kolosy zaliczeniowe i podobne, a mnie już się nie chce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie nie chce się od początku drugiej klasy podstawówki tak po prawdzie, z dwumiesięczną przerwą na początku trzeciej liceum. Czym to jest spowodowane – nie wiem, może to przez cywilizacyjne uwarunkowania? W każdym razie chciałbym robić w dalszej przyszłości to co lubię i to, co może przynieść mi utrzymanie, ale na razie nadal nie wiem co to może być. Takie mam plany życiowe… Ale droga do tego, a może i nie, wiedzie z pewnością przez trudną pięcioletnią dżunglę. I w czasie tej wędrówki pojawia się czas, gdy nie ma, że boli, trzeba wkuwać – dużo i na pamięć, choć do ostatnich chwil nie wiesz czy to, czego się uczyłeś było tym, co trzeba było wykuć. Ot, taki dodatkowy smaczek i nutka niepewności ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, tym co najbardziej mnie kłuje i sprawia wewnętrzny ból jest brak silnej woli [?]. Tak, chyba to odpowiednie określenie. Po raz wtóry obiecuje sobie, że zacznę się uczyć kilka dni przed terminem, na spokojnie, by wchłonąć wszystko to, co najistotniejsze. Kończy się  na szybkim wkuwaniu przez, dosłownie,  ostatnie godziny przed kolosem. Ja dziękuję, wysiadam. Cały czas robię zupełnie coś innego niż powinienem. Sprzątam [choć to duże słowo], przypominam sobie o ćwiczeniach, które ostatni raz wykonywałem przed pójściem na studia, no i odwiedzam znajomych z innych pokojów… wszak integracja musi kwitnąć, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tym końcu świata brak motywacji, chęci czy jakkolwiek to nazwać, nadal dzielnie przy mnie tkwi. Jak najbardziej oddany przyjaciel…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6342900000116170364?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6342900000116170364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/01/on-wciaz-ten-sam.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6342900000116170364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6342900000116170364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/01/on-wciaz-ten-sam.html' title='A on wciąż ten sam'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-153981256623737320</id><published>2010-01-06T00:56:00.007+01:00</published><updated>2011-11-11T19:27:40.682+01:00</updated><title type='text'>Ewa wisząca</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/S0PRxBW7xuI/AAAAAAAACeM/WJBac829WxA/s1600-h/Zdj%C4%99cie0180.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/S0PRxBW7xuI/AAAAAAAACeM/WJBac829WxA/s400/Zdj%C4%99cie0180.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423409016392632034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="b"&gt;C&lt;/span&gt;óż, jakbym widział scenę z komedii romantycznej co najmniej, ale OK - niech będzie. Zawsze to coś mniej zwykłego na ulicy, która z rzadka przyciąga czymś interesującym, nieszablonowym, niecodziennym. Ciekawe, co na to Ewa? A Wy, Czytelniczki, jak się na to zapatrujecie - na taką drogę oświadczyn?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok 2010 zainaugurowany!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-153981256623737320?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/153981256623737320/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/01/ewa-wiszaca.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/153981256623737320'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/153981256623737320'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2010/01/ewa-wiszaca.html' title='Ewa wisząca'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/S0PRxBW7xuI/AAAAAAAACeM/WJBac829WxA/s72-c/Zdj%C4%99cie0180.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-3201723850524490768</id><published>2009-12-31T15:53:00.009+01:00</published><updated>2011-11-11T19:27:47.023+01:00</updated><title type='text'>Refleksja '09</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;J&lt;/span&gt;edźmy z tą tradycją, skoro od innych najchętniej się odcinam i je zapominam. Trzeba ten cały wewnętrzny burdel na rolkach podsumować i podliczyć, jak w czasie remanentu w dobrym sklepie z despotycznym panem menedżerem w tle [choć jeszcze parę lat temu to byłby zwyczajny kierownik jak wszyscy inny jemu podobni]. Plusy prowadzenia wciąż tego żywota na dwu nogach, jego uciążliwe wady i rzeczy, które mogłyby stać się spełnionymi, ale nie stały, bo... z różnych powodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dam sobie coś zrobić [komuś - jeszcze bardziej i gorliwiej], że ponownie, w tym mijającym roku, punktem wspólnym dla jego końca i początku była siostra. Z tym, że teraz jakby ciut bardziej pulchna w swej powierzchowności. Podejrzewam, że w końcu można ją zaliczyć do reprezentantów zachodnioeuropejskiego społeczeństwa nastawionego na jakże przepastną konsumpcję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opierając się na &lt;a href="http://through-the-life.blogspot.com/2008/12/refleksja-08.html"&gt;Refleksji ‘08&lt;/a&gt; mogę zadać sobie pytanie o jaką samodzielność mi chodziło? Przygotowanie sobie obiadu czy wstanie na zajęcia o  czasie i pilnowanie, coby taki stan utrzymał się przez cały semestr? Eee. Mam słoiki z domu, pod którymi człowiek się ugina idąc z dworca PKP do akademika, na zajęcia budzi sąsiadka albo inna koleżanka – z uśmiechem na ustach w dodatku, podłe! No weź tu bądź samodzielny, Kwiat… Przewartościowałem i wyidealizowałem studiowanie z dala od domu, mam nieodparte wrażenie. Zresztą, wielekroć rzeczywistość rewiduje rysujące się w głowie ambitne obrazy tego, co ma być. Coś jak kobieta bez makijażu. Niby ta sama, a jednak… Moja samodzielność jeszcze się nie zaczęła. Może po wakacjach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie musi mi starczyć nowe miasto i nowi ludzie. O pierwszym nie chciałem słyszeć, okazało się wcale nie takie odrażająco złe - bo z całym szacunkiem, Rzeszów to nie Wrocław, psia krew. Ma swoje dobre strony. Z kolei na drugich musiałem się natknąć prędzej czy później. Na razie ofiar chyba zero, zwycięzców cała masa. Wszak kto Kwiata nie chciałby znać? ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powtarzając się: w nowy rok z głową do góry i oby nie opadła do kolejnego 31 grudnia.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-3201723850524490768?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/3201723850524490768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/jedzmy-z-ta-tradycja-skoro-od-innych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3201723850524490768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/3201723850524490768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/jedzmy-z-ta-tradycja-skoro-od-innych.html' title='Refleksja &apos;09'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-6097684120703954727</id><published>2009-12-31T01:30:00.006+01:00</published><updated>2011-11-11T19:27:54.320+01:00</updated><title type='text'>Osiem minut</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;D&lt;/span&gt;awno nic o komunikacji miejskiej i jej żółtych przedstawicielach nie było. Opuściłem się, tak jakby mniej podróżuję tym ustrojstwem od dość  długich już tygodni. Cóż, coś się kończy, coś się zaczyna, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem szkoda mi kierowników. Wszedłem [właściwie wbiegłem] do autobusu, który jakoś udało mi się złapać przypadkiem, siadłem, skasowawszy posłusznie bilecik za złoty dwadzieścia i słyszę… wszechogarniający najazd proletariatu na kierownika za to, że ten raczył się spóźnić. Na kolejnym przystanku wsiadła dodatkowa porcja spragnionych upomnieć pana za kierownicą, że ten postąpił niewłaściwie i wielkim nietaktem było jego spóźnienie. Z tym, iż nie takich słów użyto, wiadomo – emocje i takie tam. Ja, w każdym razie, jako człek z natury spokojny i nigdzie się nie spieszący [dlatego wiecznie spóźniony] rozkoszowałem się jazdą w ciepłym Solarisie ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z późniejszego przestudiowania rozkładu jazdy wynikło mi, że całe osiem minut – tyle wyniosła zwłoka. No cóż, myślę, zdarzyło się, ale żeby aż taka nagonka była potrzeba? No to w domu babcinym zostałem z błędu i niewiedzy wyprowadzony, za rączkę. Na tej linii notorycznie rozkład się rozlewa poza swoje ramy, a to ponoć ma swą przyczynę w lubowaniu się przez kierowców w za długich przerwach między kursami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikczemni łotrzy z tych parszywców kierowników! Ech! xP &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-6097684120703954727?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/6097684120703954727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/osiem-minut.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6097684120703954727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/6097684120703954727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/osiem-minut.html' title='Osiem minut'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5129250568146282371</id><published>2009-12-19T16:34:00.007+01:00</published><updated>2011-11-11T19:28:57.020+01:00</updated><title type='text'>Zimno mi się robi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;K&lt;/span&gt;ażdy ma swoją ulubioną porę roku i jest to jasne jak to, że matematyki na maturze nijak nie przeskoczyłbym tudzież nie zaliczyłbym. Moją ulubienicą z pewnością nie jest zima, która z wielkim impetem nadeszła już chyba ostatecznie, po tym jak bodaj w październiku pokazywała swoje śnieżnobiałe ząbki przez krótką chwilę. Tyle, że wtedy nie było -15 stopni na zewnątrz, a mi nie zamarzały nozdrza, żeby o innych członkach Kwiatowego ciała nie wspomnieć…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idąc cały zziębnięty przez miasto, na chwilę pożałowałem „biednych” żołnierzy Wehrmachtu, którym nie dane było doczekać zimowych mundurów, za to zimy na przedpolach Moskwy już jak najbardziej. Toż to koszmar musiał być. A nieprzygotowanie jeszcze większe niż to jakim zadziwiło mnie PKP.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/Syz1ITnDZLI/AAAAAAAACb8/1BcVQin1CKw/s1600-h/Zdj%C4%99cie0160.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/Syz1ITnDZLI/AAAAAAAACb8/1BcVQin1CKw/s200/Zdj%C4%99cie0160.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416973974871696562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jadąc pociągiem do domu, ogrzewanie grzało jak zawsze tyle, że z przejścia prowadzącego z jednego wagonu do drugiego wiało niesamowicie, a warstwa śniegu jaka tam zaległa była chyba najlepszym przykładem tego jak bardzo zimna nie chce współpracować z PKP. I te urocze białe obramowanie okien z zamarzniętej wody. Po prostu cudne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Szczerość ludzi po fakcie jest rozbrajająca, łapy opadają.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5129250568146282371?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5129250568146282371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/zimno-mi-sie-robi.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5129250568146282371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5129250568146282371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/zimno-mi-sie-robi.html' title='Zimno mi się robi'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/Syz1ITnDZLI/AAAAAAAACb8/1BcVQin1CKw/s72-c/Zdj%C4%99cie0160.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8166018941810935927</id><published>2009-12-16T02:08:00.005+01:00</published><updated>2011-11-11T19:29:10.150+01:00</updated><title type='text'>Pokolenie psia ich mać</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;C&lt;/span&gt;złowiek rozgląda się. Nic. Za chwilę ponawia próbę i jeszcze raz otacza wzrokiem cały horyzont. W końcu, niepewny tego co zobaczył, a właściwie czego nie dane mu było widzieć, dochodzi do wniosku, że nowego pokolenia nie ma. No nie ma. Tak jak nie ma Mikołaja świętego czy modelki, która by bez Photoshopa wyglądała przyzwoicie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili przychodzi jednakowoż refleksja – jak nie ma? musi być! No i jest. Tylko gdzie? Wielcy badacze naszych czasów, próbując odpowiedzieć na to palące pytanie, doszli do wniosku, iż każde następne pokolenie, licząc od mojego, coraz głębiej zagłębia się w głębię wirtualnego świata ;-) I siedzi, i patrzy, i stuka w klawiaturę bożego padołu nie widząc. A wszystko to tylko na podstawie obserwacji piaskownicy – teraz jest pusta, za NASZYCH czasów była centrum wszelkiego ruchu na osiedlu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porosło nam pokolenie „dzieci neo”, czy jak ich tam zwą wielcy badacze naszych czasów, i wszelkie oznaki użyteczności piaskownicy, placu zabaw czy boiska pod domem zniknęły. Smutne, ale… Ale nieprawdziwe. Jak Boga kocham [a że go nie kocham to inna kwestia] widziałem na własne oczęta w liczbie dwu ruch na osiedlu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było i kilku, wszyscy ubrani w stylowe czapki zimowe; ich wzrok utkwiony we mnie napawał przerażeniem, mimo że średnia wzrostu w tej bandzie nie mogła przekraczać metra i czterdziestu centymetrów. To nie były jakieś tam żarty. Z pobieżnej obserwacji wnioskuję, że bawili się. Krótka przerwa w czasie której porazili mnie swoimi spojrzeniami była chyba wynikiem tego, iż przeszkodziłem im w zabawie, czy coś. Dlatego nie przejmując się dłużej mną – widocznie wydałem się im mało wartościowy jako ewentualna zdobycz, powrócili do ślizgania się na zamarzniętej kałuży… Widziałem ich, to było nowe pokolenie. Wyszli z domów, pokazali się światu. Myślicie, że to początek ich drogi  ku przejęciu władzy nad globem? Ja się nie zgadzam, sam jeszcze do porządku nie porządziłem, a dzieciarnia mi się będzie wpychać w kolejkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do domów! &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8166018941810935927?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8166018941810935927/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/pokolenie-psia-ich-mac.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8166018941810935927'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8166018941810935927'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/pokolenie-psia-ich-mac.html' title='Pokolenie psia ich mać'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-5568794196376161555</id><published>2009-12-04T06:37:00.006+01:00</published><updated>2011-11-11T19:29:16.366+01:00</updated><title type='text'>A co Ty możesz zrobić?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;G&lt;/span&gt;liwice dla Rzeszowa, jak pokazuje rzeczywistość dnia codziennego, zrobiły już całkiem sporo. A to wszystko za niewiele ponad pół miliona złotych, właściwie grubo ponad, ale czy to jest ważne? Chodzi oczywiście o jakże piękne, urocze i majestatyczne przyozdobienie miasta na czas świąt - latarni, studni na rynku czy dwu choinek nieopodal. Cudne i tylko pół miliona… nie ma tutaj, co prawda tej rozrzutności jak na Śląsku, gdzie sama choinka kosztowała połowę tej sumy, a i tak wszystko wygląda dużo lepiej ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/SxikK2_1nAI/AAAAAAAACWo/Qn3L7DefV9c/s1600-h/Zdj%C4%99cie0151.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/SxikK2_1nAI/AAAAAAAACWo/Qn3L7DefV9c/s200/Zdj%C4%99cie0151.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5411255458754567170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pomijam oczywiście to, jak wiele dla miasta zrobiłem ja. Tego nie można wyrazić poprzez słowa, ba, nawet cyfry nie są w stanie oddać mojego wkładu w poprawę żywota mieszkańców Podkarpacia, złamanie monotonii panującej tu jeszcze do niedawna oraz nadanie kolorytu całemu Rzeszowowi. Jest kwiat, jest różnorodnie, kolorowo - przecież widać to choćby na tych latarniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz czas na Was. Co Wy możecie zrobić dla Gliwic? Zresztą, pal licho odległe Gliwice. Lepiej zadajcie sobie trud i spytajcie co Wy możecie zrobić dla Kwiata? Z tym pytaniem zostawiam Was na czas nieokreślony, prześpijcie się z nim [pytaniem, nie Kwiatem], pomyślcie, później zacznijcie działać. Byle z głową i twórczo!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;;-)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-5568794196376161555?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/5568794196376161555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/gliwice-dla-rzeszowa-jak-pokazuje.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5568794196376161555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/5568794196376161555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/12/gliwice-dla-rzeszowa-jak-pokazuje.html' title='A co Ty możesz zrobić?'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_z4a7dQWngDQ/SxikK2_1nAI/AAAAAAAACWo/Qn3L7DefV9c/s72-c/Zdj%C4%99cie0151.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8578568774754791355</id><published>2009-11-29T03:13:00.007+01:00</published><updated>2011-11-11T19:29:22.045+01:00</updated><title type='text'>Inteligencja od kuchni i czajnika z kawą</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;K&lt;/span&gt;iedy człowiek pójdzie już na te studia, bez wątpienia zobaczy nieco inne oblicze jakże cudnej edukacji. Nie piszę wcale o wkuwaniu na kolokwium czy do innego egzaminu, bo to jest i w liceum, z tą tylko różnicą, że materiału przybywa, a jego zrozumienie sukcesywnie spada. Jedno natomiast pozostaje – trzeba wyryć ten materiał, toteż z czasem funkcja zapamiętywania rozwija się do rozmiarów niewyobrażalnych jeszcze w liceum. Tylko chęci nadal brak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale do różnic. No! Dzięki takim, a nie innym okolicznościom, dane mi było trafić na początku studiów do koła naukowego. Niby nic wielkiego, jednak z czasem okazuje się, że to wcale nie taka głupia sprawa. To, co rysuje się w najbliższej przyszłości napawa mnie optymizmem i rozpala ciekawość – biorąc pod uwagę obszar zainteresowań koła i moją chęć ich zgłębiania. W końcu to samo życie jest. Nim jednak najciekawsze, dziś, właściwie to już wczoraj, spędziliśmy bite 10 godzin na konferencji naukowej – III Forum Socjologów Prawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasne, jako zaplecze organizacyjno-techniczne naszym naczelnym zadaniem było zapewnienie przede wszystkim tego, aby przebiegała ona bez żadnych problemów. W pigułce, robiliśmy wszystko to, czego nie widać, a bez czego ludzie - doktorzy i magistrzy, kobiety i mężczyźni, nie mogliby wytrzymać tych długich godzin w sali – parzyliśmy kawę, rozkładaliśmy catering, robiliśmy za informacje i pomoc techniczną przy prezentacjach multimedialnych. Z drugiej strony, i tutaj cały smaczek, mogliśmy posłuchać referatów, przekonać się, że nie tylko my sami bezczelnie i mało ambitnie odczytujemy je z kartki, ale nade wszystko wysłuchać dyskusji dotyczącej referatów z danego panelu – paneli tematycznych było bodaj pięć. Wtedy dopiero człowiek uświadamia sobie co to znaczy pojęcie „inteligencji” w odniesieniu do grupy społecznej. Ja uświadomiłem sobie na domiar złego, że prędzej zapewnię sobie stypendium naukowe niż zrozumiem o czym była mowa. Poszczególne słowa, konstrukcje zdaniowe w typowo naukowym ujęciu rozkładają na łopatki. Kosmos, a pośrodku czarna dziura i Kwiatek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiekiem, którego można było jakoś ogarnąć był przyszły- -niedoszły pan magister wyglądający mniej więcej jak skrzyżowanie dresa z pijaczkiem spod sklepu. Z całym szacunkiem, ale taką właśnie powierzchownością odznaczał się ów pan. Na tle reszty również i jego referat był jakiś nie taki, za mało siebie, za dużo książek. Ale początki bywają trudne, wybaczam, choć obrzydliwego garnituru i jeszcze gorszej koszuli nie przebaczę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma jak zawsze dobra czerń w zestawieniu z studniówkowym garniturem. To dopiero szyk i klasa. A o krawacie zapomnijcie. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8578568774754791355?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8578568774754791355/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/11/inteligencja-od-kuchni-i-czajnika-z.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8578568774754791355'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8578568774754791355'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/11/inteligencja-od-kuchni-i-czajnika-z.html' title='Inteligencja od kuchni i czajnika z kawą'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-8770304007560171126</id><published>2009-11-20T01:58:00.007+01:00</published><updated>2011-11-11T19:29:27.129+01:00</updated><title type='text'>Mieć czy być na przykładzie pijaczka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="b"&gt;M&lt;/span&gt;ieć czy być? To pytanie towarzyszy ludzkość od dawien dawna. I co w nim najlepsze – nigdy nie traci na aktualności. Przykładów daleko szukać nie trzeba. Sztandarowym wydaje się być pijaczek spod bankomatu [a ten z kolei jest obok sklepu, w którym student zaopatruje się w brakujący element układanki]. Pijaczek nigdy nie ma, dlatego prosi o przysłowiowego grosza każdego napotkanego osobnika, który w jego mniemaniu może mieć złote serce i co najmniej srebrne monety w portfelu, które a nuż będą mu ciążyć, dlatego rzuci parę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To z pewnością przekonanie dość naiwne. A może to tylko ja jestem tak wielce nieczuły na nieszczęścia bliźnich? W końcu, nie dając kilku, może i zbędnych monet, uniemożliwiam pijaczkowi wejście na poziom „mieć”. A jak wyczytałem, co zresztą samemu można również wydedukować, nie mając - nie można „być”. Tak więc pijaczek nie mając tych kilku brakujących monet, nijak, no nijak nie może przejść do „być”. Najpierw musi on trzymać w garści pieniądze, żeby móc je wykorzystać w najlepszy możliwi sposób, czyli, obrazowo rzecz ujmując – nawalić się. I jeśli uważacie, że nawalenie się jest równoznaczne z tkwieniem w marnej konsumpcji, nic nie mającej wspólnego ze wzniosłością duchowych przeżyć – mylicie się. Pijaczek o tym wie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą, czy duchowość „być” wyklucza materiale „mieć”? Mój rozum tłumaczy to sobie w ten sposób: nie dość, że nie wyklucza, to wymusza, o! Co można określić mianem duchowości czy wzniosłej rzeczy? Przecież i student, i pijaczek mają swój świat i posegregowany system wartości. Dla jednego mieć znaczy dostać zaliczenie i później już tylko być szczęśliwym, przez całe wakacje, aż do października. A dla pijaczka ważnym jest to żeby się nawalić oraz widzieć świat nieco weselszym okiem. Ale żeby do tego dojść, trzeba najpierw za coś kupić to wino… Dlatego: „mieć”, a następnie „być”, a wtedy wszystko jest łatwiejsze i przysparza bez porównania mniej dylematów.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-8770304007560171126?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/8770304007560171126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/11/miec-czy-byc-na-przykadzie-pijaczka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8770304007560171126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/8770304007560171126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/11/miec-czy-byc-na-przykadzie-pijaczka.html' title='Mieć czy być na przykładzie pijaczka'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7710296368286002345.post-968732582867948117</id><published>2009-11-12T02:37:00.003+01:00</published><updated>2011-11-11T19:29:32.571+01:00</updated><title type='text'>Patriotyzm a kawa</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span class="b"&gt;P&lt;/span&gt;atriotyzm to rzecz cenna i pożądana w społeczeństwie, wiadomo. Jednak czasy mamy jakie mamy. Właściwie to liche, bo w końcu kryzys jest - on jest, prawda? Może dlatego właśnie tak niewiele tego patriotyzmu na co dzień, a może to ja jestem zbyt ślepy. No a może jednak, ponownie, czasy nie sprzyjają temu, coby w sposób bardzo czytelny dać wyraz swemu przywiązaniu i bezgranicznej miłości do ojczyzny. Nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uderza mnie jednak epatowanie patriotyzmem od święta. Owszem, można, a w gruncie rzeczy  to nawet trzeba, pokazać od czasu do czasu ów patriotyzm poprzez powieszenie flagi tu i ówdzie, ale doprawdy, nie można przeginać. Idąc jedną z głównych ulic Rzeszowa, można było zobaczyć już we wtorek obwieszony ze wszystkich stron flagami narodowymi budynek Urzędu Wojewódzkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasne, toż to gmach przepastny, ale można było się ograniczyć do kilku/kilkunastu flag. A z tego co zaobserwowałem było ich dużo za dużo. W zlepkach po bodaj trzy sztuki co może jakieś cztery metry… i tak naokoło budynku. Biało-czerwona wstęga. Na Boga, ileż można? Gdzie tu umiar? Kryzys mamy! Wiecie ile mogłaby pani sekretarka przygotować filiżanek kawy dla pana Wojewody za cenę tychże flag? Ja nie mam pojęcia, ale opiłby się chłopina po uszy i jeszcze do grobu zabrałby kilka paczuszek czarnej mielonej.   &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7710296368286002345-968732582867948117?l=through-the-life.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://through-the-life.blogspot.com/feeds/968732582867948117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/11/patriotyzm-kawa.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/968732582867948117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7710296368286002345/posts/default/968732582867948117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://through-the-life.blogspot.com/2009/11/patriotyzm-kawa.html' title='Patriotyzm a kawa'/><author><name>Nikifor Dołgorukij</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06843316093146155089</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-EboK6gk4O6I/TX99GQpgkgI/AAAAAAAACr0/mZlkFHEzB3o/s220/Zdj%25C4%2599cie0364.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry></feed>
